W Ripoll, cichym mieście
Hiszpańskie miasteczko Ripoll
EAST NEWS

Hiszpańskie miasteczko Ripoll

Historyczne miasteczko z widokiem na Pireneje i ciasnymi uliczkami, leżące u zbiegu rzek Ter i Freser, 11 057 mieszkańców, romański klasztor Świętej Marii z 878 r., ubiegający się o miejsce na liście UNESCO. Kiedyś słynne ze złóż węgla i rud żelaza oraz produkcji broni palnej, od lat ospałe i bez historii – aż do ubiegłego tygodnia. To w Ripoll mieszkało 11 zamachowców z Barcelony i Cambrils, a przede wszystkim 45-letni imam Abdelbaki Es Satty, który zdołał w krótkim czasie z chłopców – dość przeciętnych, nieźle zintegrowanych, dobrze mówiących po katalońsku, mało religijnych, lubiących piłkę i uczęszczających na imprezy – zrobić dżihadistów. Ciągle niewiele o nich wiemy, poza ogólnikami, że normalni i mili, ostatnio wspólnie wynajmowali mieszkanie, a później nagle zniknęli.

Marokańczyków mieszka tu poniżej tysiąca, proporcje jak w całej Katalonii. Teraz zdziwienie i konsternacja. „Gdybym coś zauważył, pierwszy zawiadomiłbym policję” – mówi Ali Yassine z lokalnego stowarzyszenia muzułmańskiego. 22-latek, który w ub. czwartek rozjeżdżał ludzi na Ramblas, nieśmiały i wycofany, handlował w mieście farlopą, kokainą. Wszyscy młodzi mieli do niego telefon. Podobno sporo było narkotyków w Ripoll, ale teraz się o tym nie mówi.

Es Satty, zanim w 2016 r. został tu imamem (z pensją 900 euro), w nowym, drugim w mieście meczecie, siedział cztery lata za narkotyki.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj