Zimna wojna trwa, ale Rosja wciąż liczy na Trumpa
Nasila się dyplomatyczna wymiana ciosów między Waszyngtonem a Moskwą.
Rosja wciąż liczy na Trumpa.
Mike Maguire/Flickr CC by 2.0

Rosja wciąż liczy na Trumpa.

W odwecie za wydalenie w lipcu ponad 700 członków personelu amerykańskich placówek z Rosji administracja USA nakazała zamknięcie rosyjskiego konsulatu w San Francisco i biur handlowych w stolicy i Nowym Jorku. Kreml zareagował ostro – padły słowa o „łamaniu prawa międzynarodowego”, „jawnie wrogim akcie”, a nawet „państwowym chuligaństwie”.

Rosjanie skarżą się na sposób potraktowania swoich dyplomatów w Kalifornii, którym na opuszczenie budynków dano 48 godzin, mówią o groźbach wyważenia drzwi i zarzucają zamiar podłożenia tam „kompromitujących przedmiotów”. Amerykanie temu zaprzeczają.

Sieć rosyjskich placówek w USA rozszerzono w okresie detente z ZSRR w latach 70., więc zamknięcie otworzonego wtedy konsulatu w San Francisco byłoby potwierdzeniem, że stosunki USA – Rosja na dobre weszły w fazę nowej zimnej wojny. O współpracy w Syrii nie ma już mowy, przepychankom dyplomatycznym towarzyszą rosyjskie potępienia Waszyngtonu – wespół z Chinami – za twardą retorykę wobec grożącej mu bronią atomową Korei Północnej. Zbliżają się ćwiczenia Zapad na Białorusi, kolejna demonstracja siły państwa Putina w odpowiedzi na bardziej symboliczne niż faktyczne wzmocnienie wschodniej flanki NATO.

Kreml nie spisał Trumpa na straty

Warto jednak zwrócić uwagę na oświadczenie Siergieja Ławrowa. Za eskalację napięcia rosyjski minister obwinił nie prezydenta Trumpa – który osobiście, jak podkreślił Biały Dom, zadecydował o zamknięciu konsulatu w San Francisco – tylko jego poprzednika Baracka Obamę. To on przecież, przypomniał szef rosyjskiej dyplomacji, w grudniu ubiegłego roku wydalił najpierw 35 rosyjskich dyplomatów, aby nowemu prezydentowi „nie pozwolić na realizację swych przedwyborczych obietnic” poprawy stosunków rosyjsko-amerykańskich.

Obama oczywiście odpowiedział w ten sposób na próby wpłynięcia przez Moskwę na wynik wyborów w USA, a wcześniej zastosował sankcje za aneksję Krymu. Wypowiedź Ławrowa to sygnał, że Kreml wcale nie spisał Trumpa na straty i wciąż wyciąga do niego dłoń, bo ma nadzieję, że miłośnik Putina i innych autokratów podejmie jakieś miłe dla niego zobowiązania. Oby tylko zrzucił z siebie chmurę podejrzeń o wspólnictwo z rosyjskimi agentami w torpedowaniu kampanii swojej rywalki Hillary Clinton.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj