Jak to się stało, że w Grecji utknęły tysiące syryjskich uchodźców
Jutro jest piękne
Dzieci mieszkające w liceum nr 5.
Ala Qandil

Dzieci mieszkające w liceum nr 5.

Imad
Ala Qandil

Imad

Chaled
Ala Qandil

Chaled

Salah
Ala Qandil

Salah

Hammoude
Ala Qandil

Hammoude

Tego różowego misia Esra chwyciła w ostatniej chwili, gdy w 2011 syryjska armia wyrzucała ich z domu.
Ala Qandil

Tego różowego misia Esra chwyciła w ostatniej chwili, gdy w 2011 syryjska armia wyrzucała ich z domu.

Esra, Ahmed i ich dzieci
Ala Qandil

Esra, Ahmed i ich dzieci

W marcu kolejne kraje bałkańskiego szlaku, pod naciskiem UE, zaczęły zamykać swoje granice i w Grecji utknęły dziesiątki tysięcy osób – wśród nich Esra i Ahmed. Po koszmarnych doświadczeniach w oficjalnych obozach przyjechali do Aten. Na tę podróż wydali ostatnie pieniądze. Rozbili namiot na placu Wiktorii, skąd ciągle przeganiała ich policja. Spotkali w końcu innych Syryjczyków, którzy powiedzieli im, że znajdą schronienie w byłej szkole zamienionej na squat w Eksarchii. Tam poznali Castro, który także przeniósł się z Lesbos do Aten. Zaprzyjaźnili się.

Choć Esra i Ahmed mają teraz własne mieszkanie, pomagają w organizowaniu pracy w „piątce” – jednym z dwóch liceów-squatów w Eksarchii. Szkoła została zajęta w zeszłym roku, stała pusta już kilka lat. Ahmed organizuje tam pracę wolontariuszy. Poza tym całą rodziną jeżdżą uprawiać ziemię pod Atenami. Pół roku temu Castro wziął w dzierżawę 10 ha ziemi we wsi, w której kiedyś mieszkał. Ludzie z „piątki” zajmują się jej uprawą. Niedawno kilkanaście osób zbierało cieciorkę. Potem były ogórki, pomidory, teraz przyszedł czas na arbuzy. Część plonów trafi do szkoły, gdzie nie zawsze jest co jeść na śniadanie. Część pójdzie na sprzedaż, żeby szkoła miała niezależne źródło utrzymania. Ostatnio Esra i Ahmed robili maqdus, czyli faszerowane orzechami i zatopione w oleju bakłażany.

Woda z przyprawami

Esra podaje herbatę. – Były takie czasy w Syrii, że jedliśmy tylko chleb i zapijaliśmy herbatą z cukrem. Gdy skończył się cukier, piliśmy gorzką herbatę. Potem został tylko chleb i woda. Więc do czajnika dosypywałam przypraw. Wszyscy się krzywili, ale piliśmy – wspomina. Śmieją się z mężem na wspomnienie przyprawianej wody. To było w Jarmuku, w palestyńskim obozie dla uchodźców w Damaszku. Uciekli tam z oblężonej Dery. Ledwo dotarli do domu krewnych Esry, gdy zaczęło się oblężenie obozu. Jej brat żartował, że przywieźli je ze sobą, jak złą pogodę.

Teraz Esra do czajnika wsypuje siedem kopiastych łyżek cukru, mimo że jej rodzice mają cukrzycę. Ojcu lekarze amputowali nogę, bo wdała się gangrena. Teraz ma problemy z drugą. Gdy do nich dzwoni, Esra odbiera drżącym głosem. Tęskni za rodziną, ale szybko zbiera się w sobie, nie chce smucić taty. – W Syrii mój tata pracował na nocne zmiany. Wychodził z domu o drugiej w nocy, wracał, gdy było już całkiem jasno. Był księgowym na bazarze w Damaszku. Przed otwarciem bazaru podliczał wszystkie rachunki. Nie zarabiał dużo, starczało na czynsz, jedzenie i zostawało bardzo niewiele. To, co zostawało, mój tata odkładał, żeby nas w sobotę gdzieś zabrać. Żebyśmy z rodzeństwem nie siedzieli w domu. Albo kino, albo restauracja, albo wesołe miasteczko. Chciałabym móc zrobić chociaż tyle dla moich synów. Chłopcy byli w wesołym miasteczku rok temu. Opowiadają do dziś. Za wstęp zapłacili zaprzyjaźnieni wolontariusze. Teraz Esra i Ahmed ledwo wiążą koniec z końcem, nie zawsze starcza na jedzenie. Wszystko, co uda się zaoszczędzić, wysyłają rodzinie w Syrii.

Brat Esry został aresztowany pięć lat temu, słuch po nim zaginął, tak jak po tysiącach osób zamkniętych w reżimowych więzieniach. Miał dwójkę dzieci. Ich matka, być może ze strachu, zostawiła dzieci z dziadkami i uciekła. Tym bardziej chcą pomóc schorowanym rodzicom, bo skąd mają wziąć pieniądze na wychowywanie dzieci brata? A jest jeszcze rodzeństwo Ahmeda – oni też nie przędą za dobrze. Nie jest to takie proste: być uchodźcą w Atenach, nakarmić dzieci i jeszcze odłożyć pieniądze. Ahmed mówi, że to bagno.

Ostry dyżur

Pani Naima by się z nim nie zgodziła. Ona się w Grecji odnalazła. Ma 61 lat. Pochodzi z Doumy, na przedmieściach Damaszku. Ma status uchodźczyni i jako jedna z nielicznych osób chce tu zostać. Zapisała się na zajęcia z greckiego, chodzi z synem, synową i wnuczką. Lubi wypić rano kawę, zanim pójdzie na bazar i na migi będzie się dogadywać z greckimi sprzedawczyniami.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj