Jak to się stało, że w Grecji utknęły tysiące syryjskich uchodźców
Jutro jest piękne
Dzieci mieszkające w liceum nr 5.
Ala Qandil

Dzieci mieszkające w liceum nr 5.

Imad
Ala Qandil

Imad

Chaled
Ala Qandil

Chaled

Salah
Ala Qandil

Salah

Hammoude
Ala Qandil

Hammoude

Tego różowego misia Esra chwyciła w ostatniej chwili, gdy w 2011 syryjska armia wyrzucała ich z domu.
Ala Qandil

Tego różowego misia Esra chwyciła w ostatniej chwili, gdy w 2011 syryjska armia wyrzucała ich z domu.

Esra, Ahmed i ich dzieci
Ala Qandil

Esra, Ahmed i ich dzieci

Gdy dotarli na miejsce, Salah trafił do ośrodka dla dzieci bez opieki dorosłych; wujek stwierdził, że nie da rady wziąć na siebie tymczasowej opieki nad bratankiem. Niemiecki rząd umieścił Salaha w domu niemieckich opiekunów – do czasu gdy jego rodzina dotrze do Hamburga. Na początku rozmawiali codziennie. Ale po każdej rozmowie chłopak płakał – martwił się o rodziców i braci, tęsknił za nimi. Jego opiekunka postanowiła ograniczyć rozmowy ze względu na dobro dziecka. Esra, choć czuje ogromny smutek, jest przede wszystkim wdzięczna za to, że ktoś otoczył jej syna opieką. Salah tak dobrze się zaaklimatyzował, że zaczyna zapominać arabski, za to świetnie mówi po niemiecku. Teraz rozmawia z mamą raz w miesiącu – i wszystko, o czym mówią, tłumaczy stojącej obok niemieckiej opiekunce. Zaczął się rok szkolny, jego rodzice są bardzo dumni, bo Salah chodzi do normalnej szkoły i radzi sobie lepiej niż jego niemieccy koledzy. Starszy brat Salaha Chaled w szkole nie był od wielu lat, a młodsi bracia – nigdy.

Znowu jak w Syrii

Chaled nie tylko nie mógł kontynuować nauki, ale doświadczył w Europie tego, przed czym uciekli z Syrii: przemocy. Esra opowiada, jak latem zeszłego roku Chaled szedł z kolegami do jednego z centrów społecznych. Mieli odegrać przedstawienie opowiadające historie ich przeprawy do Europy. To forma wsparcia psychologicznego dzieci. Chaled niósł plastikową siatkę, w niej przebranie: spodnie moro, czarna koszula, zabawkowy pistolet. Miał grać tureckiego strażnika granicznego, który zatrzymuje syryjskie rodziny uciekające do Turcji.

Pięciu chłopców w wieku 12–14 lat na przedstawienie odprowadzało dwóch dwudziestoparoletnich Syryjczyków. Po drodze zatrzymała ich policja. Aresztowali wszystkich, dzieci oddzielili od opiekunów. Trzymali ich sześć godzin. Dzieciom kazali się rozebrać. Chaled zdjął spodnie i koszulkę, ale odmówił ściągnięcia majtek. Policjanci uderzyli go, rzucili nim o stół. Chłopcy zaczęli płakać. Zabrano im telefony, ale jednemu z nich udało się wysłać esemesa do rodziców, że są na komisariacie. Rodziny zatrzymanych dzieci poszły wtedy pod komisariat protestować i domagać się zwolnienia chłopców.

– Wiesz, co mi wtedy chodziło po głowie? – pyta Esra. – Dara. W lutym 2011 r. policja aresztowała tam grupę nastoletnich chłopców, większość z nich nie miała 16 lat, oskarżyli ich o namalowanie na ścianie szkoły antyreżimowego hasła. W połowie marca ludzie zaczęli protestować, domagać się zwolnienia aresztowanych chłopców. My też dołączyliśmy do demonstracji. Snajperzy ostrzelali protestujących, zginęły dwie osoby. Ich pogrzeb był kolejnym masowym protestem. Znowu ludzie zostali ostrzelani. W końcu chłopców zwolniono, ale ślady tortur na ich ciałach stały się kolejnym zapłonem. Demonstracje zaczęły się zamieniać w masakry – opowiada Esra.

Przerywa opowieść i czeka, aż dwaj starsi synowie wyjdą z mieszkania. Nie chce, żeby dzieci o tym słuchały, nie chce im przypominać. Gdy w 2011 r. sytuacja trochę się uspokoiła, Chaled wrócił do szkoły. Z miasta wyjechały czołgi, ale zostali snajperzy. Któregoś dnia szedł ze szkoły z kolegą. Rodzice byli w domu. – Nagle usłyszeliśmy strzały. Chwilę później wpadł przerażony Chaled. Snajper zabił jego przyjaciela.

– Wiesz, ja co wieczór płaczę, gdy chłopcy śpią. Płaczę, bo nie mogę uwierzyć w to, co musieli przejść moi synowie, bo idą święta, ale nas na świętowanie od pięciu lat już nie stać, płaczę, bo kiedyś mieliśmy dom, Ahmed miał pracę, ciągle widywaliśmy nasze rodziny. Bo kiedyś moim ulubionym zajęciem było odrabiać pracę domową z moimi synami, a teraz jestem ciągle strasznie zmęczona, nie wiem, kiedy zobaczę Salaha, nie wiem, czy kiedyś zobaczę moich rodziców i braci, nie wiem, kiedy Hammoude nauczy się porządnie czytać i pisać – mówi Esra. Gdy dotrą w końcu do Niemiec, chcą z Ahmedem założyć restaurację z tradycyjnym syryjskim jedzeniem. Nazwą ją „Jutro jest piękne”.

Ala Qandil z Aten

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj