Oblicza rosyjskiego terroru. Kto jest najgroźniejszy?
W Rosji podnosi się fala prawosławnego ekstremizmu. Kreml nie ma dziś jednak narzędzi, aby kontrolować te ugrupowania – uważa dziennikarz Wacław Radziwinowicz.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat przez Rosję przetoczyła się większa fala terroru niż przez Europę Zachodnią
PantherMedia

W ciągu ostatnich dwudziestu lat przez Rosję przetoczyła się większa fala terroru niż przez Europę Zachodnią

Okładka nowego wydania „Nowej Europy Wschodniej”

Okładka nowego wydania „Nowej Europy Wschodniej”

[Artykuł pochodzi z nowego wydania „Nowej Europy Wschodniej”]

Zbigniew Rokita: – Czy do zamachów terrorystycznych, takich jak kwietniowy zamach w petersburskim metrze, będzie dochodziło w Rosji coraz częściej?
Wacław Radziwinowicz
: – Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat przez Rosję przetoczyła się większa fala terroru niż przez Europę Zachodnią. Przypomnijmy sobie wydarzenia roku 1999, gdy w Moskwie wylatywały w powietrze domy, rok 2002 i zamach w teatrze na Dubrowce, rok 2004 i atak na szkołę w Biesłanie, rok 2015 i zestrzelenie rosyjskiego samolotu nad Synajem, a po drodze wiele pomniejszych aktów terrorystycznych, w tym liczne, które miały miejsce w Moskwie.

Rosja to kraj, któremu terror towarzyszy od dawien dawna: przynajmniej od Narodnej Woli [organizacja rosyjskich rewolucjonistów, założona w 1879 roku – przyp. red.]. Związkiem Radzieckim rządzili terroryści: Lenin, Stalin. Ten ostatni był uczniem seminarium duchownego, ale jego zawodem wykonywanym był terrorysta. Dziś w Rosji terroryzm przybiera różne formy: to zamach na Anatolija Czubajsa z 2005 roku, to radykalne siły, które w swoim czasie planowały zamach stanu, to działalność nacjonal–bolszewików Eduarda Limonowa, to książki Zachara Prilepina, z kart których wyłania się ideologia terroru.

Wyzwaniem, o którym mówi się najwięcej, jest terroryzm kaukaski i islamski. Świat muzułmański w Rosji się zmienia. W wielu rosyjskich miastach ludności kaukaskiej jest dużo, ale dziś obserwujemy przede wszystkim dynamiczny napływ ludzi z Azji Centralnej, z której do Rosji można wjechać bez wiz. Ludzie ci – Uzbecy czy Kirgizi – przywożą ze sobą islam bliskowschodni, a więc nie ten znany na przykład z Tatarstanu, pogodzony z rosyjską państwowością, ale ideologię znacznie bardziej wojowniczą. Władze niby kontrolują te migracje, ale w kraju, w którym jedynym działającym instrumentem rządzących jest korupcja, trudno o realną kontrolę. W Moskwie czy Petersburgu niełatwo się zameldować i legalnie żyć, ale już na rosyjskiej prowincji odsetek przybyszy z Azji Centralnej w ramach tamtejszych społeczności muzułmańskich rośnie, a same społeczności rozrastają się błyskawicznie. W należącym do Uralskiego Okręgu Federalnego Surgucie, w którym doszło niedawno do ataku nożownika, muzułmanie stanowią już 12 procent mieszkańców – a to północ Rosji, zasiedlana historycznie przez ludność słowiańską. Nieprzypadkowo „Państwo Islamskie” ogłosiło niedawno swoją prowincją również Ural – dotychczas rosyjską prowincją „ISIS” nazywano tylko Kaukaz Północny. Ma to wydźwięk wyłącznie symboliczny, ale z jakiegoś powodu się wydarzyło.

Jaką postawę przyjmuje Kreml, gdy dochodzi do zamachów w Rosji?
Rosyjska polityka jest sprytna: tamtejsze władze za nic nie chcą przyznać się, że dokonujące się tragedie są zamachami terrorystycznymi. Wróćmy do katastrofy rosyjskiego samolotu nad Synajem: po kilku dniach od eksplozji cały świat mówił już, że był to zamach, a na pokładzie była bomba. Tymczasem Rosjanie przez ponad dwa tygodnie podawali różne wersje, nie chcieli przyznać, że mogło dojść do aktu terroru, związanego z udziałem Rosji w wojnie w Syrii. Albo przypadek tak zwanej bandy GTA, która na podmoskiewiskich drogach bez powodu zatrzymywała auta i zabijała przypadkowych kierowców: okazało się, że owa grupa, kierowana przez byłego żołnierza „ISIS”, trenowała przed wyjazdem na Bliski Wschód i wojną. Dziś są oni sądzeni za bandyckie napady rabunkowe – choć niczego nie rabowali. Władze słowem nie zająkną się, że to terroryści.

Rosyjskie społeczeństwo odbiera więc dokonujące się akty terroru jako przejaw słabości władz, które są niezdolne do zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa, czy wręcz przeciwnie – konsoliduje się wokół Kremla w sytuacji zagrożenia?
Kremlowska strategia jest skuteczna, do świadomości Rosjan nie dociera, że mają do czynienia z terroryzmem. Media co do zasady nie mówiły o rzezi w Surgucie, a nieliczne, niszowe relacje, które poruszyły ten temat, nożownika przedstawiały jako leczącego się psychiatrycznie wariata. W przypadku kwietniowego zamachu w Petersburgu władze musiały zająć stanowisko, ale kluczyły: najpierw mówiono, że to samotny wilk, a o tym, iż za zamachem stała zorganizowana grupa powiedziano dopiero wówczas, gdy sprawców złapano. Poetyka informowania obywateli jest następująca: najważniejsze jest oświadczenie, że mamy sprawców, później, co się wydarzyło, najmniej istotne są ofiary.

Sondaże Centrum Lewady pokazują, że spada odsetek Rosjan lękających się terroryzmu, dziś takie obawy deklaruje około trzydziestu procent respondentów. Rosjan bardziej obchodzą sprawy bytowe.

Wyobrażony Obcy konsolidował w Rosji obywateli wokół władzy w czasie drugiej wojny czeczeńskiej, pod koniec epoki Jelcyna i na początku epoki Putina. Żywy był wówczas rosyjski nacjonalizm, a stosunek społeczeństwa, władz i milicji do tak zwanych czarnych, czyli osób z Kaukazu czy Azji Centralnej, był negatywny. Nacjonalizm jako czynnik jednoczący Rosjan nie sprawdzał się jednak w kraju wielonarodowym i wielowyznaniowym. Dziś wygląda to inaczej, a tym, co konsoliduje Rosjan, jest antyamerykanizm i wrogość wobec Zachodu: takie nastroje podziela z jednej strony mieszkaniec Orła czy Murmańska, a z drugiej Groznego. Dlatego władze próbują przemilczeć akty terroru.

Kreml boi się informować naród o terroryzmie jeszcze z jednego powodu. Putin obiecał obywatelom, że rosyjskie zaangażowanie w Syrii nie będzie niosło ze sobą ofiar wśród rodaków, a walki toczyć będą się na obcej ziemi. Mówienie więc dziś Rosjanom, że ludzie w Surgucie, Moskwie czy Petersburgu giną z powodu obecności naszych wojsk w Syrii, podważy pozycję Putina, który za parę miesięcy wystartuje w wyborach prezydenckich.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj