Silvio Berlusconi wraca do gry. Może nawet zostać premierem
Niezniszczalny Silvio
Berlusconi jest jak bumerang. Zawsze wraca.
Silvio Berlusconi
European People's Party/Flickr CC by 2.0

Silvio Berlusconi

Tym razem Berlusconi wraca po kilkuletniej przerwie, kiedy wydawało się, że po tak mocnych zarzutach, tylu gafach i procesach już się nie podniesie. Tymczasem on odmłodzony, wyluzowany wchodzi na scenę podczas zjazdu włoskiej centroprawicy z Europejskiej Partii Ludowej i oświadcza, że oto jest. I wraca do politycznej gry.

I to on ma poprowadzić kampanię zjednoczonej prawej strony politycznej. Forza Italia, wraz ze swoimi prawicowymi sprzymierzeńcami, Ligą Północną i narodowo-konserwatywną partią Bracia Włosi, odnotowuje ostatnio blisko 35-proc. poparcie, tym samym przybliżając dla tej koalicji perspektywę zwycięstwa. I dając sporą przewagę nad rządzącą dziś Włochami lewicową Partią Demokratyczną, a nawet nad jeszcze niedawno bardzo popularnym Ruchem Pięciu Gwiazd, którym dzisiaj Włosi są zmęczeni i zniechęceni.

Włochy uratować może tylko Berlusconi?

Zapowiadanego przez Ruch Pięciu Gwiazd nowego lidera, 31-letniego Luigi Di Maio, Berlusconi nazywa „małym politycznym meteorytem”, bez zaplecza i znaczenia politycznego. A szefujący Lidze Północnej Matteo Salvini, który też chciałby się wybić na lidera prawej strony, dla wielu Włochów może być zbyt radykalny. Kolejny raz okazało się więc, że Italię uratować może tylko Berlusconi, doświadczony i sprawdzony, po którym przynajmniej wiadomo, czego można się spodziewać.

Do tego powrotu sympatii dołożył się też zawód, jaki Włosi przeżyli w związku z Matteo Renzim, centrolewicowym premierem, który był objawieniem we włoskiej polityce. Młody, radykalny, miał reformować i naprawiać Włochy, a tymczasem skończyło się jak zawsze. A może jeszcze gorzej, bo oczekiwania były większe. W dodatku Renzi zostawił Włochy z wielkim bezrobociem i uchodźcami, których inne państwa Unii, choć się zobowiązały, wcale nie chcą do siebie przyjąć.

Berlusconi więc kolejny raz oczarował Włochów. W przeciwieństwie do swoich prawicowych sojuszników on sam Unii Europejskiej nie potępia, chce nawet więcej Europy. Wzywa do wspólnej polityki obronnej, zagranicznej, przemysłowej i finansowej. W kraju zaś obiecuje reformę wymiaru sprawiedliwości, podatek liniowy, zlikwidowanie podatków od spadku, podwyższenie minimalnych emerytur, wprowadzenie emerytur dla gospodyń domowych i wsparcie dla najuboższych rodzin. Skąd na to wziąć pieniądze, oczywiście nie powiedział, ale dobrze wyglądał, a jego program brzmiał atrakcyjnie.

Były premier za kilkanaście dni skończy 80 lat, półtora roku temu przeszedł operację na otwartym sercu, ma za sobą kilka procesów: o nadużycia władzy, fałszerstwa podatkowe i zmuszanie nieletnich kobiet do seksu oraz rozwód i olbrzymie alimenty, które wywalczyła sobie jego była żona. Do tego dochodzi łatka polityka, który w rzeczywistości wcale nie był tak skuteczny, jak się przedstawia, a poza tym częściej wywoływał zażenowanie niż podziw. A jednak to on zostaje twarzą rozpoczynającej się właśnie kampanii wyborczej i zapowiada, że wiosną 2018 r. rządy we Włoszech przejmie centroprawica.

Premierem był już trzy razy. W 2011 r. podał się do dymisji, a dwa lata później został pozbawiony mandatu senackiego i prawa startu w wyborach do połowy 2019 r. Teraz więc wciąż nie może sprawować żadnych funkcji publicznych. Jednak niezniszczalny Silvio nie byłby sobą, gdyby nie próbował. Dlatego walczy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i ma nadzieję, że ETPC rozpatrzy jego sprawę jeszcze w listopadzie, odwróci decyzję włoskich sądów, zniesie nałożony na niego zakaz i jak sam mówi, przywróci mu honor i pozwoli wiosną wziąć udział w wyborach.

Przy wszystkich opisanych wyżej uwarunkowaniach aż trudno uwierzyć, że Włosi kolejny raz dają się Berlusconiemu omamić. Ale widocznie nie tylko Polacy najbardziej lubią piosenki, które znają.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj