Trumpa hymn na cześć nacjonalizmu
Kładąc podczas sesji ONZ nacisk na narodowy egoizm, Trump dał Chinom i Rosji dodatkowy argument do torpedowania wszelkich prób współpracy.
Donald Trump
Forum

Donald Trump

W swoim pierwszym wystąpieniu na sesji Zgromadzenia Ogólnego NZ Donald Trump potępił „bandyckie” i autorytarne rządy Korei Północnej, Iranu i Wenezueli. Dwa pierwsze z wymienionych państw znalazły się swego czasu na celowniku George′a W.Busha, nazwane wtedy – wraz z Irakiem – „osią zła”.

Bush nie ograniczył się do słów – wkrótce wojska USA usunęły reżim w Bagdadzie i obudziły na Bliskim Wschodzie długo zamrożone siły destrukcji, które wywołały potem chaos „arabskiej wiosny”. Obecny prezydent raczej nie zdecyduje się na podobną awanturę, ale jego wojenny ton może spotęgować paranoję lęku przed Ameryką, która w Korei Północnej i Iranie wzmacnia determinację, by zapewnić sobie bezpieczeństwo za pomocą broni atomowej, a w Wenezueli i na Kubie służy jako wygodna metoda mobilizacji społeczeństwa wokół władzy.

Trump wygłasza pean na część nacjonalizmu

Retoryka Trumpa obliczona jest głównie na użytek krajowy, ale w przemówieniu w Nowym Jorku znalazło się także to, co można by zrozumieć jako niejasny apel do zasiadających na sesji przedstawicieli krajów członkowskich, by pomogli USA poradzić sobie z kłopotliwymi reżimami w Pjongjangu i Teheranie. „Jeżeli wielu sprawiedliwych nie stawia czoła niewielu złym, wtedy zło zatriumfuje. Kiedy przyzwoici ludzie i narody stają się tylko widzami historii, siły zniszczenia tylko nabierają siły” – powiedział prezydent.

Ale jak „przyzwoite” kraje mają się przeciwstawić siłom zniszczenia? W wypadku Korei Północnej tylko najsurowsze i konsekwentnie egzekwowane sankcje prowadzące do szczelnej izolacji jego reżimu mogą skłonić Kim Dżong Una do ustępstw. Czy zostaną zastosowane, to zależy od Chin i Rosji.

Tymczasem w tym samym przemówieniu Trump wygłosił pean na cześć nacjonalizmu. Wszystkie kraje – podkreślił – mają prawo i powinny iść jego śladem i tak jak pod jego rządami USA kieruje się zasadą „America First”, tak inne mają kierować się przede wszystkim swoimi interesami.

To niby oczywiste, ale przed Trumpem nikt w ONZ nie przemawiał w ten sposób. Obama akcentował to, co narody łączy. Kładąc nacisk na narodowy egoizm, Trump dał Chinom i Rosji dodatkowy argument do torpedowania wszelkich prób współpracy. Doktryna jego ekipy odrzuca bowiem pojęcie „globalnej wspólnoty” – co napisał wprost jego doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, H.R. McMaster – akceptacja której implikowałaby poczuwanie się do wspólnej odpowiedzialności za rozwiązywanie światowych problemów. Jak walka ze zmianami klimatu czy działania na rzecz likwidacji źródeł migracji zamiast budowania murów na granicach.

Swoje przemówienie zakończył słowami: „Boże, pobłogosław narody świata”. Nie „zjednoczone”, tylko pilnujące własnych spraw.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj