Co stoi za wyborczym sukcesem Alternatywy dla Niemiec?
Pyrrusowe zwycięstwo Merkel
Sukces Alternatywy dla Niemiec polega na pozyskaniu elektoratu podobnego mentalnie i kulturowo do wyborców głosujących na Trumpa, Le Pen i Kaczyńskiego.
Protest przeciw AfD w Berlinie
Wolfgang Rattay/Forum

Protest przeciw AfD w Berlinie

Dla Niemiec i Europy byłoby lepiej, gdyby chadecja Merkel zrobiła lepszy wynik. Niestety, nie zrobiła. Lepiej by było, gdyby pani kanclerz miała silny mandat do rządzenia. Ma słabszy. Wygrała, lecz nie wiadomo, z kim będzie w koalicji, bo na pewno nie z umiarkowaną lewicą Martina Schulza.

Prawdopodobnie z liberałami z FDP i z Zielonymi. Pertraktacje koalicyjne mogą się przedłużać, bo „jamajska” (od barw partyjnych tych trzech ugrupowań) koalicja nie będzie łatwa ani do sformowania, ani do zarządzania, nawet przez taką polityczną wyjadaczkę jak pani Merkel. Media niemieckie spekulują, że nowy rząd Niemcy dostaną dopiero pod choinkę.

Merkel płaci za kryzys migracyjny

W obecnej napiętej sytuacji międzynarodowej to zła wiadomość. Zadowoleni mogą być tylko przeciwnicy Niemiec i Unii Europejskiej w Rosji i Polsce. Sukces Merkel polegał na tym, że dla znacznej części Europy politycznej „dziewczynka” kanclerza Kohla urosła do rangi przywódcy globalnego, przewidywalnego i pragmatycznego. Ten wizerunek ucierpiał wskutek otwarcia granic Niemiec dla setek tysięcy uchodźców z terenów objętych wojną domową.

Merkel, praktykująca luteranka i córka pastora, wielokrotnie wyjaśniała swą decyzję motywami etycznymi i humanitarnymi. Odbudowała zaufanie do siebie jako przywódcy i wygrała wybory, lecz zapłaciła wraz ze swą CDU słoną cenę za kryzys migracyjny nie przez nią wywołany.

Chadecja odnotowała spadek poparcia o ponad 8 procent (w symulacjach exit polls). Jej siostra w Bawarii CSU zaliczyła katastrofę, spadek poparcia poniżej 40 proc. Oba zjazdy w dół są historyczne, to znaczy tak złych wyników CDU i CSU nigdy nie miały.

Oczywiście ostateczne liczby mogą się zmienić, lecz chyba już nie na podium. Prócz chadecji i lewicy demokratycznej wdrapała się na nie skrajna prawica, która dotąd nigdy nie miała reprezentacji w demokratycznym parlamencie, bo była antysystemowa, antydemokratyczna. To szok i zapowiedź całkiem nowych konfliktów, które będą odciągały uwagę mediów i rządu od realnych problemów do rozwiązania.

W poszukiwaniu głównej siły opozycyjnej

Sukces antyimigranckiej, nacjonalistycznej partii AfD jest porażką CDU i SPD pospołu. Jeśli partia Schulza przejdzie do opozycji, to nie wypali polityczny plan skrajnej prawicy, by to ona pozowała na główną siłę opozycyjną w Bundestagu i w ten sposób przełamywała bojkot, jaki zapowiadają w stosunku do AfD inne partie parlamentarne. Dotkliwa przegrana SPD i Schulza może więc mieć też dobre skutki: izolację skrajnej prawicy i reaktywację żywej debaty parlamentarnej.

Sukces Alternatywy dla Niemiec polega na pozyskaniu elektoratu podobnego mentalnie i kulturowo do wyborców głosujących na Trumpa, Le Pen, partię UKIP w Wielkiej Brytanii, a w krajach postkomunistycznych na prawicę typu Kukiza, Korwin-Mikkego i Kaczyńskiego.

Ale nie tylko: aż pół miliona dotychczasowych wyborców SPD oddało głosy na AfD. Nacjonaliści mają wyraźnie lepszy wynik w byłym NRD. W debacie telewizyjnej liderów partyjnych odbytej zaraz po ogłoszeniu wstępnych wyników tylko przedstawiciel AfD zdecydowanie sprzeciwił się sankcjom UE na Polskę czy Węgry za odmowę przyjęcia uchodźców.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj