Katalonia zasługuje na referendum. Dlaczego władze Hiszpanii chcą je zablokować?
Wielu mieszkańców Katalonii, dotąd wahających się, ulega radykalizacji na widok policji państwowej blokującej z rozkazu rządu centralnego dostęp do lokali referendalnych.
Policja w Katalonii blokuje dostęp do lokali referendalnych.
Alberto Estevez/Forum

Policja w Katalonii blokuje dostęp do lokali referendalnych.

Kto jak kto, ale Polacy nie powinni mieć większych trudności ze zrozumieniem Katalonii. Zwłaszcza ci wychowani na „Murach” Jacka Kaczmarskiego. Nasz bard napisał polskie słowa do pieśni Katalończyka Lluisa Llacha, przeciwnika rządów frankistowskich, który powrócił z emigracji politycznej do Katalonii po śmierci gen. Franco.

Hiszpania jest dziś państwem demokratycznym, lecz – inaczej niż Wielka Brytania w odniesieniu do Szkocji czy Kanada w odniesieniu do Quebeku – nie chce się zgodzić na katalońskie referendum niepodległościowe. Londyn i Ottawa na referenda się zgodziły i w istocie wygrały, bo hasło niepodległości nie zdobyło w nich większości.

Hiszpania sama sobie szkodzi

Madryt się nie zgadza i może przegrać politycznie i moralnie. Właściwie już przegrywa, bo wielu mieszkańców Katalonii, dotąd wahających się, ulega radykalizacji na widok policji państwowej blokującej z rozkazu rządu centralnego dostęp do lokali referendalnych. Bo odbierają to jako deptanie praw obywatelskich. A oni po prostu chcą zagłosować i przekonać się, jakie poparcie mają zwolennicy wyjścia Katalonii z państwa hiszpańskiego w autonomicznym parlamencie i rządzie.

Wbrew pozorom, gdyby Madryt na referendum zezwolił, jego wynik nie byłby oczywisty. Dziś Katalonia jest zradykalizowana na „si!” (tak dla niepodległości), ale jeszcze całkiem niedawno niepodległościowcy nie mieli większości. Nie mieli też znaczącego poparcia międzynarodowego. Ale nawet teraz, gdy niektórych lokali policji nie uda się zablokować, frekwencja będzie za niska, by wynik referendum mógł być podstawą do ogłoszenia niepodległości.

A zatem ryzykują także niepodległościowcy. Nie tylko w tym sensie, że spadną na nich szykany i represje ze strony Madrytu, który uważa referendum za bezprawne i niekonstytucyjne. Także dlatego, że ewentualne fiasko referendum podetnie skrzydła katalońskiemu ruchowi niepodległościowemu. Madryt i stolice europejskie mające u siebie podobny problem z ruchami odśrodkowymi odetchną z ulgą, ale przymus i przemoc w takich sprawach są pozornym rozwiązaniem.

W przypadku Katalonii, która walczy pokojowo i deklaruje chęć dialogu, zgoda na referendum byłaby mniej kosztowna niż odmowa.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj