Katalończycy na realną niepodległość nie mogą teraz liczyć. Co ich czeka?
Ogłoszenie niepodległości to krok, który ma umocnić pozycję negocjacyjną Katalonii w rozmowach z rządem centralnym.
Vincent West/Forum

Ogłoszenie niepodległości to krok, który ma umocnić pozycję negocjacyjną Katalonii w rozmowach z rządem centralnym.

Hiszpania i Katalonia błądzą we mgle

Katalończycy zbili wczoraj ogromny kapitał. Ale podobnie jak hiszpański, tak kataloński rząd wydaje się błądzić we mgle. Premier Katalonii Carles Puigdemont zapowiada, że kataloński parlament zdecyduje w tych dniach o jednostronnym ogłoszeniu niepodległości – do tego obliguje go uchwalona naprędce i z pogwałceniem prawa i procedur ustawa o „ustroju przejściowym” Katalonii.

Independentyści, którzy w ostatnich wyborach zdobyli 47 proc. głosów, mają w katalońskim parlamencie większość, więc są w stanie przepchnąć takie rozwiązanie. „Wywalczyliśmy sobie prawo do niepodległego państwa” – ogłosił w niedzielnym orędziu Puigdemnot, kiedy wciąż trwało liczenie głosów tego, bądź co bądź, symbolicznego głosowania, bojkotowanego przez większość przeciwników niepodległości. Katalońscy politycy zdają sobie sprawę, że na realną niepodległość nie mają co liczyć, ale ogłoszenie niepodległości to krok, który w ich mniemaniu ma umocnić pozycję negocjacyjną Katalonii w rozmowach z rządem centralnym. Jest to jednak krok bardzo ryzykowny – represje ze strony Mariano Rajoya mogą pójść jeszcze dalej. W grę wchodzi zastosowanie artykuły 155. hiszpańskiej konstytucji i całkowite zawieszenie autonomii Katalonii. Przed takim pójściem na całość wzbrania się też wielu Katalończyków.

Jestem za niepodległością całym sercem, ale uważam, że Katalonia zasługuje na coś lepszego niż jednostronne wypowiedzenie niepodległości. Chciałbym, żeby to się odbyło z zachowaniem gwarancji, przy uznaniu międzynarodowym – mówił mi w sobotę rozemocjonowany blady chłopak, którego nie zdążyłam zapytać o imię, bo pobiegł organizować obiad dla ludzi okupujących szkołę w barcelońskiej dzielnicy Raval.

Mimo pełnej napięcia atmosfery w wielu szkołach w Barcelonie panowała wczoraj atmosfera iście świąteczna. Ludzie ustawiali się do głosowania w gigantycznych kolejkach, bili brawo głosującym, śpiewali. Taka jest Katalonia – nie daje się łatwo pognębić. Ale pogoda ducha nie zmienia faktu, że jej mieszkańcy wciąż są w szoku po tym, co wczoraj spotkało ich ze strony funkcjonariuszy państwa, które wciąż jest także ich państwem. Przekonanie ich, żeby zechcieli w nim pozostać, to praca na lata.

Katalonio, chcemy kraju z tobą

Tę pracę muszą wykonać hiszpańscy politycy, a zaczyna się ona od radykalnego odcięcia od strategii, którą stosuje obecny rząd. Od wotum nieufności albo przynajmniej silnej presji na premiera Mariano Rajoya. „Catalonia, volem un pais amb tu” – „Katalonio, chcemy kraju z tobą” – tweetował po katalońsku lider Podemos, Pablo Iglesias. Kluczowa będzie postawa hiszpańskich socjalistów z PSOE, którzy dotąd popierali hiszpański rząd, ale po wczorajszych zdarzeniach zaczynają się od niego dystansować.

Czy wystarczy im odwagi, długofalowej wizji, by wreszcie stawić czoła katalońskiemu wyzwaniu? Nie ma zbyt wielu powodów do optymizmu, ale obecna, krytyczna sytuacja zmusza hiszpańskie partie opozycyjne do rewizji dotychczasowych strategii.

Dobrze by było, gdyby umiały skorzystać z tej szansy.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj