Trump idzie na zwarcie z Iranem. Zerwie porozumienie nuklearne?
Prezydent USA chce renegocjować układ z Iranem. Tyle że przywrócenie sankcji będzie oznaczać jego zerwanie.
Protest przeciwników porozumienia z Iranem, 2015 rok.
JoshuaMHoover/Flickr CC by 2.0

Protest przeciwników porozumienia z Iranem, 2015 rok.

Jak się dowiadujemy, Donald Trump nie chce przedłużyć „certyfikatu” przestrzegania przez Iran porozumienia z USA i innymi mocarstwami, na mocy którego kraj ten zobowiązał się do przyhamowania prac nad swoim programem nuklearnym i ograniczenia go do celów pokojowych – w zamian za zniesienie dotkliwych sankcji ekonomicznych.

Prezydent ma to ogłosić w środę, tłumacząc, że układ nie leży w interesie z USA i należy go renegocjować. Jeśli to rzeczywiście oznajmi, Kongres będzie miał dwa miesiące na ewentualne przywrócenie sankcji, co będzie oznaczać zerwanie porozumienia.

W otoczeniu Trumpa nie ma jednomyślności w sprawie Iranu

Plany Trumpa to jego kolejny ryzykowny krok, o którym nie wiadomo, czy wynika z przemyślenia i kalkulacji zysków i strat, czy pokazania wyborcom, że jego gromy rzucane na układ z Iranem nie były słowami rzucanymi na wiatr. Układ, zawarty w 2015 r. przez Baracka Obamę, ma wiele wad, z których największa to zapis, że restrykcje na irański program atomowy wygasają po 8–10 latach. Istotnie opóźnia jednak perspektywę uzbrojenia się Iranu w broń nuklearną.

Wbrew oskarżeniom Trumpa reżim w Teheranie przestrzega, jak na razie, jego postanowień, co stwierdziła Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA). Renegocjacja układu nie jest realna – stanowczo odrzucił taką możliwość rząd irański. Nie chcą tego też pozostałe kraje-sygnatariusze, które chronią interesów swojego biznesu, dobrze zarabiającego na handlu z krajem ajatollahów.

W sprawie układu Trump nie zgadza się nawet z najbliższymi współpracownikami z gabinetu. Przeciwko jego „decertyfikacji” wypowiedział się sekretarz stanu Rex Tillerson, a szef Pentagonu, emerytowany generał James Mattis, powiedział w Kongresie, że porozumienie – wbrew zdaniu prezydenta – leży w interesie USA. Tego ostatniego poparł przewodniczący Kolegium Szefów Sztabów, generał Joseph F.Dunford Jr. Dlatego zapowiadaną decertyfikację należy traktować jako grę obliczoną na to, by kwestię Iranu przerzucić na barki Kongresu, który będzie teraz debatować nad przywróceniem sankcji.

W szeregach republikańskiej większości na Kapitolu działa bowiem frakcja jastrzębi, która prze do eskalacji konfliktu z ajatollahami, wyliczając wszystkie ich przewinienia, jak sponsorowanie terrorystów, pomoc dla reżimu Asada w Syrii i wrogość wobec Izraela. Tyle tylko, że grzechy te nie są przedmiotem układu nuklearnego, a twardogłowi nie przedstawiają wiarygodnej alternatywy dla dyplomacji. Wojna z Iranem nie jest rozwiązaniem.

Spodziewana decertyfikacja byłaby więc kompromisem między waszyngtońskimi jastrzębiami-przyjaciółmi Izraela (czy raczej jego obecnego rządu), a zwolennikami negocjacji. Ale łączy się z poważnymi kosztami. Kongres najprawdopodobniej nie przywróci sankcji, jednak wojownicza retoryka Trumpa może skłonić Iran do jeszcze bardziej agresywnych poczynań na Bliskim Wschodzie, gdzie szkodzi amerykańskim interesom.

A kwestionowanie zawartego układu może jeszcze bardziej oburzyć sojuszników USA – jego współsygnatariuszy – i utwierdzić reżim Korei Północnej w paranoicznym przekonaniu, że na temat broni nuklearnej z Ameryką nie ma sensu negocjować. Co nie rokuje dobrze dla rozwoju wydarzeń we wschodniej Azji.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj