Jak na Sycylii radzą sobie z problemem uchodźców
Po dwóch na miasteczko
Na południu Włoch przybysze z Afryki nie robią na nikim wrażenia. No, chyba że na przybyszach z Europy Wschodniej.
Targowisko Ballaro w Palermo. Kiedyś handlowali tu Polacy, dzisiaj – Nigeryjczycy.
Hermes Images/BEW

Targowisko Ballaro w Palermo. Kiedyś handlowali tu Polacy, dzisiaj – Nigeryjczycy.

Na lotnisku w Lamezii, w południowych Włoszech, lądują samoloty ze wschodniej Europy. Po pasażerów podjeżdżają ich rodacy mieszkający tu już od jakiegoś czasu: rodziny, znajomi. Na autach rejestracje z Dolnego Śląska, z rumuńskiej Suczawy, z Preszowa na Słowacji.

– Ach, Mezzogiorno – wzdychała do małżonka jedna z pasażerek jeszcze w samolocie. Ich dziecko darło się niemiłosiernie, bo mu rodzice nie chcieli kupić Pringlesów za taką ilość euro, za którą na ziemi mógłby się w nich tarzać. – Południowe Włochy, zobaczysz, będzie cudownie!

– Ta, jasne – burczał małżonek – jak nam ciapaci z morza na plażę nie wypełzną, to może i będzie. Albo jak nie zaczną gwałcić.

Na lotnisku też narzekano. Lotem z Krakowa leciała do południowych Włoch połowa Europy Środkowej. Niektórzy na wakacje, inni do pracy. Głównie do pracy. Słowacy, Rumuni, Ukraińcy, Polacy. Słowacy i Polacy, już w autobusie z lotniska do dworca, wspólnie, w pansłowiańskim narzeczu, narzekali na muzułmańską inwazję na białą Europę.

– Muslimy, ISIS, islamskie państwo!

– Jak po waszemu będzie „ciapate”?

– Ako? – dopytywali się Słowacy.

Stereotypy zresztą działają w obie strony. – Eastern Europe, Eastern Europe – mówił mi później, w pociągu do Reggio, Nigeryjczyk, który przedstawił się jako Seki. – Polska, Rumunia, Ukraina. Najgorsi rasiści, najgorsi – kręcił głową. – Sorry man, sorry.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj