Nie tylko Bastylia
Dążenie do zgody narodowej zajmuje w pamięci Francuzów i Polaków mniej istotne miejsce niż krwawe jatki.

Choć Francja ma swoje święto narodowe dopiero od r. 1880, to Francuzi fetują 14 lipca już od r. 1790. W 12 miesięcy po zburzeniu Bastylii decyzją Konstytuanty obchodzono po raz pierwszy Święto Federacji; m. in. mszą odprawianą przez Talleyranda w obecności Ludwika XVI, Marii Antoniny i królewiąt. Były też zgodne ślubowania wierności Narodowi składane tak przez La Fayette'a, jak i przez króla. Chodziło bowiem o przywrócenie zgody narodowej. Ta jednak nie potrwała długo. Co dziś pozostało z tej tradycji?

Francuzi przywiązani są niezmiernie do święta 14 lipca, tak samo jak do spuścizny Wielkiej Rewolucji. Z ulicznych sondaży wynika, że większość z nich wie, iż świętują rocznicę zburzenia Bastylii. Jednak tylko niewielu pamięta ze szkoły, iż po raz pierwszy święto to obchodzili z wielką nadzieją wspólnie rewolucjoniści i rojaliści i chodziło nie tyle o fetowanie zburzenia paryskiego więzienia, co o przywrócenie ładu i pokoju. W samej Francji pamięta o tym niewielu. Co dopiero za granicą, gdzie z genezy tego święta zdają sobie sprawę chyba wyłącznie historycy badający dzieje Rewolucji Francuskiej.

Pomożecie? - Pomożemy!

Ludwik XVI sądził, iż decyzja Konstytunty stanowiąca Święto Federacji może pomóc w scaleniu rozbitego rewolucyjną zawieruchą narodu. Biorąc udział w wielkim balu rewolucjonistów nie mógł zapewne przewidzieć, iż nie tylko on sam, ale i jego rodzina, ba - całe królestwo, zginie już za niecałe trzy lata z rąk tych samych ludzi.

Idea Święta Federacji przyszła z prowincji. Jeszcze pod koniec r. 1789 pod wpływem nowych idei rewolucyjnych kilka miast bretońskich, a za nimi miasta z regionu Dauphiné, podjęło decyzję połączenia się w federację. Za ich przykładem poszły miasta Alzacji, Szampanii, Flandrii i innych regionów. To właśnie te federacje miast miały stać się za dwa lata zaczątkiem jednolitej republiki. W lutym 1790 r. mieszkańcy sfederowanych miast bretońskich zadeklarowali się jako "obywatele tego samego imperium". W obliczu tego oddolnego ruchu m. in. mer Paryża, astronom i matematyk Jean-Sylvain Bailly chciał spowodować, by federacja objęła całą Francję. 5 czerwca na przedstawiony przez niego wniosek Komuny Paryskiej (sic! - taką właśnie nazwę administracyjną nosił wówczas Paryż) Zgromadzenie Konstytuanty ustanowiło Święto Federacji na dzień 14 lipca. Do zorganizowania obchodów pozostało Francuzom zaledwie trzydzieści kilka dni.

Równo miesiąc później zaczęli napływać do Paryża delegaci z całej Francji. Po kilku dniach było ich już w stolicy ponad 14 tysięcy. Wszyscy lojalnie głosili oddanie Ludwikowi XVI. Przyjmował ich z otwartymi ramionami dowódca paryskiej gwardii narodowej La Fayette.

14 lipca w Paryżu przez cały dzień ciął ulewny deszcz - jakby zwiastun kolejnych tragedii, które uwieńczyć miał wkrótce ponury okres terroru. Wielkie święto patriotyczne miało odbyć się na paryskich Polach Marsowych - tam gdzie dziś stoi wieża Eiffla. W tym kierunku podążał z dzielnicy Temple, gdzie przed rokiem zburzona została Bastylia, uroczysty orszak delegatów z 83 sztandarami wszystkich departamentów królestwa.

Na Polach Marsowych Paryżanie ustawili trybuny, przed którymi zgromadzić się mięli delegaci reprezentujący poszczególne regiony i ponad 60-tysięczny (a według innych źródeł ponad 100-tysięczny) tłum widzów. W sypaniu ziemnych wałów pomógł symbolicznie sam Ludwik XVI, przybywając na początku lipca wraz z orszakiem, by osobiście wbić w ziemię szpadel. Również La Fayette miał wówczas pracować z zakasanymi rękawami jako zwykły robotnik.

Na białym koniu

W dniu święta, na wzniesionej "wspólnym wysiłkiem" trybunie, w tronie obitym błękitnym welurem zasiadł Ludwik XVI. Do r. 1789 był królem Francji i Nawarry, a od roku - różnica znaczna - królem Francuzów. U jego boku zasiadła rodzina królewska - w tym królowa, z upiętym do włosów trójkolorowym piórem. Na równi z rodziną królewską na trybunach zasiedli członkowie Zgromadzenia Narodowego - Konstytuanty. La Fayette, na białym koniu, osobiście dozorował przebiegu uroczystości.

Msze odprawianą przez biskupa Talleyranda koncelebrowało 300 księży. Ich białe sutanny przepasywały trójkolorowe szarfy. Po mszy poświęcono symbole i flagi departamentów. Następnie La Fayette zbliżył się na swym koniu do ołtarza polowego, noszącego nazwę ołtarza Ojczyzny, i złożywszy na nim szpadę wypowiedział słowa uroczystej przysięgi na wierność Narodowi. Tekst przysięgi powtórzyli jednym głosem wszyscy delegaci. Teraz Ludwik XVI podniósłszy się ze swego tronu uroczyście przysiągł "być wiernym Konstytucji zadekretowanej przez Zgromadzenie Narodowe". Na te słowa rozentuzjazmowany tłum wzniósł okrzyk "Niech żyje król, królowa i następca tronu!". Zaintonowano "Te Deum". Niewielu zapewne myślało wówczas, iż będą to ostatnie chwile, podczas których monarcha cieszył się miłością ludu. Uroczystość oficjalna przekształciła się w powszechny bal ludowy w całym Paryżu. Tak też obchodzi się święto 14 lipca i dzisiaj.

Drugi raz Święto Federacji obchodzono 14 lipca 1792 r. Jednak wówczas nastroje były już zupełnie odmienne. Zaufanie zastąpiła podejrzliwość, jedność - podstęp i chęć rewanżu, z obu stron konfliktu zresztą. Później, Napoleon I próbował jeszcze wskrzesić ducha święta jedności i pojednania wszystkich Francuzów w trakcie swych słynnych 100 dni. Bezskutecznie.

Raspail, czyli wspomnienie rewolucji

Do idei tej powrócono prawie 100 lat później, w r. 1880, czyli pięć lat po powołaniu III Republiki, która miała przetrwać tym razem aż 65 lat i upaść dopiero wraz z wkroczeniem Niemiec hitlerowskich w r. 1940. Wówczas to, 6 lipca 1880 r., na wniosek lewicowego deputowanego Benjamina Raspaila parlament ustanowił 14 lipca Świętem Narodowym. Benjamin Raspail był pierworodnym synem François Raspaila, zmarłego dwa lata wcześniej chemika i znanego republikańskiego polityka z epok dwóch rewolucji 1830 i 1848.

W dekrecie mówi się wyraźnie o dacie 14 lipca jako podwójnej i równorzędnej rocznicy - zburzenia Bastylii i ustanowienia Święta Federacji. W ten sposób dzisiejsze francuskie Święto Narodowe zyskało swe zapomniane podwójne znaczenie. Choć sami Francuzi pamiętają lepiej datę 14 lipca 1789 r. jako dzień krwawych walk, niż 14 lipca 1790 r. jako radosne święto pojednania, to wystarczy sięgnąć do oficjalnych dokumentów, by stwierdzić, jakie były zamiary Raspaila. Chodziło mu o upamiętnienie wspólnego wysiłku Francuzów, zarówno tych zwykłych, których reprezentował astronom Bailly, jak i władzy, czyli Konstytuanty i króla Ludwika XVI. No cóż, dążenie do zgody i zjednoczenia całego narodu zajmuje w zbiorowej pamięci nie tylko Francuzów mniej istotne miejsce niż krwawe jatki.

Przebrane królestwo

Pomimo swych rewolucyjnych tradycji Francja pozostaje do dziś królestwem przebranym za republikę (royaume déguisé). Dzięki konstytucji V Republiki napisanej przez de Gaulle'a prezydent ma władzę iście królewską. Pozory, ale i prerogatywy królewskiej władzy utrzymują i kultywują kolejni prezydenci. Paradoksalnie socjalista François Mitterrand, który głosił w trakcie swej kampanii wyborczej, że zerwie z tą tradycją, zasłynął ze szczególnego upodobania do rojalistycznej etykiety. Etykietę tę widać rokrocznie właśnie w trakcie obchodów święta 14 lipca. Prezydent przemierza najpiękniejszą aleję świata - Champs Elysées w otwartym pojeździe (to w trakcie tego przejazdu 14 lipca 2002 r. do prezydenta Chiraca oddał strzały związany z faszystowskim ruchem zamachowiec Maxime Brunerie). Następnie odbiera wojskową paradę z nieodzownym przelotem samolotów puszczających niebieski, biały i czerwony dym - te same kolory 14 lipca 1790 r. upięte miała we włosach Maria-Antonina. W południe prezydent podejmuje swych gości bankietem w ogrodach Pałacu Elizejskiego. Opuszcza ich jednak na godzinę, by udzielić transmitowanego na żywo wywiadu dziennikarzom trzech stacji TV (pytania są oczywiście zawczasu przygotowane). Wieczorem - sztuczne ognie, których nie może zabraknąć nawet w najmniejszej francuskiej miejscowości. Tradycyjny bal ludowy odbywa się natomiast wieczorem 13 lipca. W Paryżu, najlepsza atmosfera panuje wówczas w Dzielnicy Łacińskiej.

Chyba niewielu polskich emigrantów, tak licznych w Paryżu i całej Francji, wie o podwójnym znaczeniu tego święta. Jedynie motyw zburzenia Bastylii pasuje do naszego tradycyjnego polskiego rozumienia patriotyzmu i on właśnie jest wysuwany na pierwszy plan. To łączy tradycyjny patriotyzm polski i francuski. A szkoda, gdyż więcej refleksji przydałoby się obu narodom. Polacy zdają się uwielbiać atmosferę wieczoru 13 lipca. Wojskowa parada nie jest zaś już rzeczywistym pokazem francuskiej siły militarnej, bo ta od dawna nie zależy wyłącznie od liczby armat. Przekształciła się w atrakcję turystyczną z prezydentem-królem w roli głównej. Zresztą od kiedy wzięły w niej udział oddziały zaprzyjaźnionej Bundeswehry, dla wielu to już nie to samo święto. W tym roku będą defilować po Champs Elysées oddziały wojsk UE, w tym i polskie. No cóż, czasy się zmieniają i zmieniają się też jak widać narodowe tradycje. A o historycznych szczegółach zapominają nawet sami zainteresowani.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj