szukaj
Azor, Burek & Haute Couture(k)
Kiedy pies ma lepiej niż człowiek.

Pieskie życie w Ameryce nie oznacza podrzucanych od niechcenia ochłapów czy zimnej budy (o bezdomnych czworonogach nie wspominając). Bywa, że mają lepiej niż ludzie. 42 proc. psów śpi w łóżku z właścicielem, co trzeci dostaje prezent urodzinowy, a spora część „rasy panów" uwzględnia ich komfort nawet podczas nabywania auta. Szczęśliwcom natomiast przypadają w udziale nawet zapisywane w testamencie nieruchomości.


Biznes na kocią łapę


Amerykanie wydają 41 miliardów dol. rocznie na swoich czworonożnych przyjaciół (dla porównania - na kino przeznaczają ok. 11 mld.). Zaraz po branży elektronicznej, "zwierzęca" jest najszybciej rozwijającą się gałęzią w handlu detalicznym, z ponad 6-procentowym wzrostem rocznie.

W czworonożnym biznesie swoją szansę widzą tak „ludzkie" koncerny jak Procter & Gamble, Nestlé, znane marki odzieżowe (m.in. Polo Ralph Lauren) czy firmy kateringowe, które pomagają w organizowaniu np. wieczorków zapoznawczych dla czworonożnych singli i pet-parties dla psów-imprezowiczów. Kwitnie też branża hotelarska, oferująca niedrogie (jedyne 31 dol. za noc) prywatne miniapartamenty, zawierające miniłóżeczka na miniplatformach, z których można śledzić 24 godz. na dobę losy przyjaciół w Animal Planet.

Koty też nie mają dużo gorzej. Swoje oczy cieszą niezliczoną ilością żywych rybek w specjalnie w tym celu wbudowanych w ściany akwariach. We wszystkich pomieszczeniach natomiast zamontowane są systemy filtrujące powietrze tak, by w koedukacyjnych kocio-psich hotelach intensywny zapach Mruczków nie wyprowadzał z równowagi wrażliwych zmysłowo Burków.


Chomik odchodzi

Jeszcze 10 lat temu czworonoga zabierało się do weterynarza w ostateczności. Dziś zapisywane są na regularne wizyty kontrolne, a weterynarze zarabiają niejednokrotnie więcej niż zwykli lekarze. Na przykład Suzanne Kramer z Chicago, wydała prawie 400 dol. na opiekę medyczną nad swoim (świętej już dziś pamięci) chomikiem. Gdy natomiast zdarzy się tak, że umiera właścicielka - zwierzątku na smutek i „stany lękowe związane z rozłąką" (tekst z ulotki) można śmiało zaaplikować Reconcile, dedykowany dla czworonoga lek, którego skład niewiele się różni od Prozaku.

Rynek znajduje zresztą na taki tragedie odpowiedź i w formie duchowej. Firmy łączą się (oczywiście!) w bólu z właścicielami zmarłych (by nie rzec - zdechłych) futrzaków, deklarując także działalność misyjną. Ze zwykłych producentów karmy przechodzą do sektora doradczego, ucząc jak stać się lepszymi „rodzicami" dla swoich czworonogów, czy - jak w przypadku pani Kramer - oferując mityngi konsolacyjne.

Zobacz film z cyklu Ciekawe zawody: Psi fryzjer

Depresja terriera

Mieszkańcy USA przeznaczają krocie na leki antydepresyjne i psychoterapie pupili. Nie skąpią też na zabiegi kosmetyczne czy chirurgię - nie tylko nowotworów, ale i plastyczną. Czworonożni emeryci i renciści mogą natomiast liczyć na bezpłatną opiekę medyczną, jako że rasowy amerykański posiadacz psa ubezpiecza nie tylko siebie, ale i jego.

Nim jednak osiągną starość, żyją po pańsku i serwisowane są z należytą troską przez higienistów i osobistych trenerów. Powstają obwoźne centra psiej troski, salony pedicure'u, istnieją też zawodowi wyprowadzacze na spacer czy ekskluzywni zwierzęcy masażyści. Rosnąca zamożność właścicieli sprawia, że koszty nie grają roli, toteż mogły powstać takie miejsca jak słynne Centrum Psiej Psychologii w Los Angeles z równie słynną klientelą (częstym gościem jest podobno suczka Tinkerbell rasy chihuahua, która nie radzi sobie z obecnością swojej właścicielki, Paris Hilton).

Problemem nr 1 jest jednak walka z nadwagą. Zmaga się z nią (siłami swoich panów) już ponad 40 proc. amerykańskich psów i kotów, które otyłości nabawiły się dzięki złym nawykom żywieniowym... właścicieli. Z pomocą przychodzi Slentrol, medykament dla czworonożnych grubasów - wydatek rzędu 2 dol. dziennie.


Psia kość? Bez takich!


Boomowi na czworonożne odchudzanie towarzyszy również cała gałąź spożywcza poświęcona żywieniu dietetycznemu. „Włochate" menu coraz mniej się zresztą różni od ludzkiego, ba - niewielu z nas miało w ustach takie rarytasy jak wegańskie chipsy, a tylko kulturyści i domorośli pakerzy wiedzą, czym jest glukozamina i inne wyszukane suplementy diety.

Zgodnie z modną ostatnio w Stanach etyką żywienia, z myślą o czworonogach powstają smakołyki oparte nie tylko na kuchni wegetariańskiej, ale i posiłki koszerne dla tych wyznania mojżeszowego (chrzest pupili i pupile-konwertyci to temat na obszerny artykuł). Ci włochacze, którzy preferują styl country, mogą liczyć na specjalnie profilowane wiejskie jadło.

Czworonóg-esteta, przedkładający formę opakowania nad treść pokarmową, nie ma również powodów do narzekania. W zapomnienie odchodzą bowiem zimne i bezduszne metalowe puszki z karmą na rzecz gustownie zdobionych plastikowych kubeczków. Psy i koty z ciągotami antropomorfizującymi natomiast dostaną do marketingowców specjalnie na nie targetowane odpowiedniki keczupu, coś w sam raz do chrupiących żeberek o wdzięcznej nazwie Pup-Peroni.


Nie ma brzydkich psów

Są co najwyżej te przed zabiegiem i te po zabiegu. Właściciele - ekstremiści próbują bowiem uszczęśliwić swoje czworonogi i sprawić, by nie bały się własnego odbicia na dnie miski. Prowadzą je więc do chirurgów na operacje plastyczne nosa, do dentystów, by założyć koronki na wyszczerbione ząbki. Czworonożne grubasy natomiast mogą liczyć na liposukcję, a pomarszczone włochate brzydule o błędnym spojrzeniu na lifting opadających powiek.

Bo amerykański pies czy kot wyglądać jakoś musi, to oczywiste. Choćby po to, by bez obciachu móc się pokazać na nowojorskim tygodniu czworonożnej mody.

Gdy już nieszczęśnica jedna z drugą zostaną doprowadzone do estetycznego porządku, odziewa się je w psie wieczorowe perły od Chanel za 500 dol., oblewa antyalergicznymi perfumami (30 dol. za uncję), wciska w płaszczyk za 225 dol. (latem ew. w bikini) i można zacząć obnosić je po imprezach. Miesięczny koszt utrzymania takich małych przebierańców na odpowiednim poziomie niejednokrotnie przekracza wydatki na rachunki telefoniczne ich właścicieli, a firmy typu Little Lily zarabiają ok. miliona dol. miesięcznie, sprzedając bambosze, szlafroczki czy kuse stroje (stroiki?) kąpielowe.


Zaciera się różnica w jakości życia psiego i pańskiego. Ssak to ssak, nieważne, ile ma nóg, więc dyskusja nad tym, kto jest czyim właścicielem - pan psa, czy też pies „pana" - wydaje się jak najbardziej uprawniona.
 

Tekst na podstawie Business Week.

Fot. CC by Flickr  
 

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj