szukaj
Gabinet okulisty
Baszar al-Assad miał być lekarzem - jest prezydentem Syrii. Wybrany w maju tego roku na drugą siedmioletnią kadencję uzyskał ponad 97 proc. głosów. Jego minister spraw wewnętrznych Bassam Abdel Madżed uznał ten wynik za 'dowód dojrzałości społeczeństwa syryjskiego i świadectwo prawdziwej demokracji'.
Dyplom ukończenia medycyny na Uniwersytecie Damasceńskim oraz świadectwa praktyki w szpitalach londyńskich sugerowały, że Baszar zostanie lekarzem okulistą. Został jednak przewodniczącym rządzącej partii Baas (partia socjalistycznego odrodzenia arabskiego), a tym samym dyktatorem w państwie, w którym od dziesiątków lat mamy do czynienia z faktycznym systemem jednopartyjnym. Władza wpadła w ręce Baszara przez przypadek – a właściwie przez wypadek. W 1994 r. w katastrofie samochodowej zginął jego starszy brat Basil. Tata Hafez al-Assad (pięć prezydenckich kadencji!) wyznaczył Basila na swego następcę. Jego niespodziewana śmierć otworzyła przed doktorem Baszarem, wysłanym natychmiast do szkoły oficerskiej, pałace prezydenckie w Damaszku i w Latakiji. Najwyższego stanowiska w kraju nie można przecież powierzyć obcemu.

Baszar, podobnie jak ojciec, szczególnym pietyzmem otacza więzy rodzinne. Jego wuj Dżamil al-Assad pełni funkcję regionalnego dowódcy milicji; drugi wuj – Madżd al-Assad – dowodzi gwardią prezydencką; Adnan al-Assad, kuzyn ojca, stoi na czele jednostek komandosów w Damaszku; generał Adnan Machluf, kuzyn matki, trzyma w garści gwardię republikańską; generał Asef Szawgat, szwagier, jest szefem wywiadu wojskowego, a jego żona Bushra al-Assad postrzegana jest jako mózg polityczny Syrii. Jedyna wpływowa osoba spoza najbliższego kręgu rodzinnego to wierny jak pies wieloletni minister spraw zagranicznych, obecnie wiceprezydent, Faruk al-Szaraa.

W takim otoczeniu Baszar al-Assad może rządzić silną ręką bez obawy, że ktoś wbije mu nóż w plecy. Mimo trudnej sytuacji materialnej 19 mln Syryjczyków, z których większość żyje w nędzy, nie zagraża stabilności reżimu. Dbają o to rozliczne służby bezpieczeństwa wewnętrznego (według danych międzynarodowej organizacji Human Rights Watch, w syryjskich więzieniach zamknięto 4,5 tys. więźniów politycznych), cenzura prasy i wciąż odnawiany stan wyjątkowy. Dbają o to również wszyscy ci, którzy czerpią profity z centralnie sterowanej upaństwowionej gospodarki. Strach przed prywatyzacją, która rozwinęłaby zacofaną gospodarkę, ale pozbawiłaby ich intratnych synekur, powoduje, że warstwa dyrektorów przedsiębiorstw i skorumpowanych urzędników państwowych całą duszą oddana jest władcy. Jest to niewątpliwie alians dwustronny, ponieważ Baszar al-Assad i partia Baas zdają sobie sprawę, że każda liberalizacja w dziedzinie gospodarki rodzi w konsekwencji żądania liberalizacji ustroju.

Baas doszła do władzy dzięki przewrotowi dokonanemu w 1963 r., wywłaszczyła wielkich sunnickich posiadaczy ziemskich i spauperyzowała miejską burżuazję. Rynek przemysłowy i handlowy został znacjonalizowany, ceny ustala rząd, 80 proc. rolników pracuje w gospodarstwach państwowych, 40 proc. ludności miejskiej jest zatrudnione w administracji rządowej, a siły zbrojne są całkowicie opanowane przez kadrę oficerską wywodzącą się z mniejszości alawickiej. Rodzina Hafez al-Assada, a także rodzina jego żony Anisy Machluf zaliczały się do elity tej kasty.

Alawici stanowią zaledwie 12 proc. populacji, często postrzegani byli przez sunnitów i szyitów jako odszczepieńcy od prawdziwej wiary muzułmańskiej. Po pierwszych wygranych wyborach Hafez al-Assad zmusił naczelnego immama w okupowanym Bejrucie do ogłoszenia werdyktu przywracającego alawitom godność prawowiernych muzułmanów. Małżeństwo Baszara z Asmą, sunnitką urodzoną i wychowaną w Anglii, stało się w pewnym sensie pomostem między alawitami a sunnicką większością i osłabiło wzajemne animozje.

Polityka gospodarcza Syrii doprowadziła do wzbogacenia się alawitów, którzy opanowali niemal całkowicie dochodowy sektor turystyki w nadmorskich prowincjach Latakija i Tartus, a także prowadzą luksusowe hotele, restauracje i bary w starej dzielnicy Damaszku. Przeciwnicy al-Assada (ojca i syna) zarzucają im, że umożliwiając inwestorom z krajów Zatoki Perskiej inwestycje w infrastrukturę turystyczną, działali nie tyle w interesie kraju, ile dla wzmocnienia popierających reżim alawitów.

Przepisy uniemożliwiające swobodny obrót walutą obcą oraz sztucznie podtrzymywany kurs funta syryjskiego umożliwiają kręgom zbliżonym do władzy szybkie, łatwe i przyjemne bogacenie się na kupnie w bankach dolarów po oficjalnym kursie i sprzedaży ich na czarnym rynku. Banki państwowe udzielające pożyczek i ustalające wysokość odsetek nie kierują się zdolnością płatniczą kredytobiorców, lecz wyłącznie ich koneksjami z aparatem władzy. Nieprzypadkowo wujek Baszara al-Assada, Muhammad Machluf, jest prezesem Centralnego Banku Syrii. Amerykański „Middle East Intelligence Bulletin” skonstatował, iż mimo że cła obowiązujące w Syrii należą do najwyższych na świecie, do skarbu państwa wpływają tylko drobne sumy. Większość opłat ginie po drodze, ponieważ dygnitarze służb celnych pakują do własnej kieszeni około miliarda dolarów rocznie. Import licznych produktów dozwolony jest wyłącznie przez strefę wolnocłową w Damaszku, zarządzaną przez dwóch kuzynów prezydenta ze strony matki, Ramiego oraz Ihaba Machlufów. Układy tego rodzaju dewastują gospodarkę, ale zapewniają spokój i bezpieczeństwo w pałacu prezydenckim.

Prawdziwego zagrożenia dla dyktatury prezydenta szukać należy poza granicami Syrii. Baszar al-Assad jest powszechnie oskarżany o udział w zamordowaniu libańskiego premiera Rafika Haririego w lutym 2005 r. oraz o próbę obalenia obecnego prozachodniego rządu w Bejrucie, między innymi poprzez czynne wspieranie takich organizacji terrorystycznych jak Fatah-al-Islam (POLITYKA 27) i Hezbollah.

ONZ powołała komisję śledczą dla wykrycia sprawców i inicjatorów zamachu bombowego na Rafika Haririego. Pierwszy przewodniczący komisji niemiecki prokurator Detlew Mehlis stwierdził w swoim 54-stronicowym sprawozdaniu, iż „operacja tego rodzaju byłaby niemożliwa bez udziału libańskich i syryjskich służb specjalnych”. W innym nieopublikowanym dokumencie Mehlis wymienił rzekomo nazwiska podejrzanych. Na liście znaleźli się brat prezydenta Syrii Maher al-Assad oraz szef informacji wojskowej gen. Asef Szawgat.

Świadkowie składali zeznania najczęściej w Wiedniu, ponieważ prezydent al-Assad twierdził, że przesłuchania w Damaszku zakładałyby a priori winę czynników syryjskich. Wszystkie etapy śledztwa kończyły się w ślepym zaułku, aż latem ubiegłego roku, zniechęcony przelewaniem z pustego w próżne, Detlew Mehlis złożył rezygnację. Jego miejsce zajął belgijski prawnik Serge Brammertz, który – jak powiada – tonie w stosie dokumentów, z których nic nie wynika. Ludzie Baszara al-Assada są mistrzami kamuflażu.

Departament Stanu USA wpisał Syrię na listę krajów popierających międzynarodowy terroryzm. Kongres i Senat nałożyły na kraj szereg sankcji gospodarczych: zakaz eksportu wszelkich towarów oprócz żywności i leków; zakaz przelotu samolotów syryjskich nad terytorium Stanów Zjednoczonych; zablokowanie kont syryjskich w bankach amerykańskich oraz ograniczenie swobody poruszania się dyplomatów syryjskich. Zabrania się firmom amerykańskim prowadzenia interesów z syryjskimi partnerami i inwestowania w Syrii. W gruncie rzeczy jest to zakaz niezbyt efektywny, ponieważ na ściśle reglamentowanym rynku syryjskim firmy zagraniczne i tak mają bardzo ograniczone pole manewru.

Szczególną złość prezydenta George’a Busha wywołuje przemyt broni i bojowników do Iraku oraz czynne wspieranie islamistów odpowiedzialnych za krwawe masakry w Bagdadzie. Jedynie Al-Kaida nie korzysta z łask Baszara al-Assada, dostrzegającego w fundamentalistycznym islamie bezpośredniego wroga jego świeckiego ustroju. Wyjątkiem jest Maszal Chaled, polityczny lider Hamasu, ruchu islamskiego, który siłą przejął władzę w Strefie Gazy; Chaled od lat korzysta z prezydenckiej gościnności w Damaszku. Niewątpliwie stanowić będzie dla Assada kartę przetargową w ewentualnych rokowaniach pokojowych z Izraelem.

Mimo amerykańskiego przyzwolenia rząd izraelski nie kwapi się jednak do podjęcia rokowań z Baszarem al-Assadem. Każde dziecko w Izraelu wie, że za pokój z Syrią trzeba zapłacić oddaniem Wzgórz Golan, zdobytych w 1967 r. podczas wojny sześciodniowej. Osłabiony wewnętrznie gabinet Ehuda Olmerta, ostro krytykowany za zlikwidowanie osiedli żydowskich w Strefie Gazy (które nie przyniosło, jak wiadomo, spodziewanego pojednania z Palestyńczykami), nie może sobie pozwolić na tak daleko idące ustępstwa. Wyżyna Golan, będąca dawniej jedną wielką syryjską bazą wojskową, stanowi obecnie dobrze zagospodarowany region, w którym na dodatek znajduje się jedna trzecia zasobów wodnych Izraela. Wycofanie się z tego obszaru doprowadziłoby niechybnie do rozpadu obecnego gabinetu koalicyjnego.

Pytanie, które absorbuje ostatnio izraelską opinię publiczną, brzmi: Czy Baszar al-Assad gotów jest do odzyskania wyżyny Golan siłą? Podczas spotkania z ambasadorami krajów UE, akredytowanymi w Izraelu, premier Olmert zapewniał, że Bliskiemu Wschodowi nie zagraża nowa zawierucha wojenna. Kilka dni później zastępca szefa sztabu generalnego generał Mosze Kaplinski zapewnił izraelskich telewidzów, że przepowiadana rychła wojna jest wymysłem szukającej sensacji prasy. Ale przemierzając wyżynę Golan, gołym okiem można zobaczyć koncentrację wojsk po obu stronach granicy.

Wywiad izraelski wychodzi z założenia, że armia syryjska nie jest dostatecznie przygotowana do starcia i że Baszar al-Assad nie zaryzykuje jeszcze jednej klęski po przegranych wojnach w 1967 i 1973 r. Strategia i taktyka wojsk syryjskich wciąż jeszcze oparte są na spuściźnie, którą pozostawili po sobie doradcy radzieccy. Dług Syrii za zakupioną i częściowo zniszczoną lub przestarzałą broń sowiecką urósł do astronomicznej sumy 13 mld dol. Podczas spotkania w Moskwie 24 stycznia 2005 r. Władimir Putin wyraził zgodę na umorzenie 75 proc. tych zobowiązań i na spłatę pozostałości w ciągu dziesięciu lat – pod warunkiem, że Syria wznowi zakupy w Rosji. Na miejscu podpisano nowe umowy na sumę 70 mln dol.

Obecne wyposażenie armii syryjskiej, liczącej około 400 tys. żołnierzy, opiera się na dywizjach pancernych mających 4,7 tys. czołgów, z tego około dwóch tysięcy to nowe T-72. Jednostki rakietowe dysponują osiemnastoma wyrzutniami umożliwiającymi odstrzał rakiet krótkiego oraz średniego zasięgu, częściowo nabytych w Korei Północnej. Lotnictwo opiera się na samolotach rosyjskich typu SU-22 i SU-24 oraz na MIG 23B, 25 i 29A. Jerozolima twierdzi, iż – pilotowane przez nie najlepiej wyszkolonych pilotów – nie mają żadnych szans w starciu z izraelskimi siłami powietrznymi.

Należy jednak pamiętać, że nawet przy braku równowagi sił, niektórych sił na Bliskim Wschodzie, może ten fakt nie odstraszyć.

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj