Unia Europejska i Afryka: nowa kolonizacja czy obopólny interes
Kto kogo zaleje?
W piątek Unia podpisała umowy o wolnym handlu z czterema krajami południowoafrykańskimi. Pozostały jeszcze 73 państwa Afryki, Karaibów i Pacyfiku, z którymi muszą być zawarte podobne umowy do końca tego roku.
Europa zaleje Afrykę czy odwrotnie?
Ferdinand Reus/Flickr CC by SA

Europa zaleje Afrykę czy odwrotnie?

Miało być pełne otwarcie rynków, ale zamiast tego Unia i 77 jej byłych kolonii prawdopodobnie zawrą czasowe porozumienia, które nie obejmą wrażliwych segmentów rynku, na których Unii zależało. Otwarcie rynków usług i zamówień publicznych mają poczekać, podała prasa zagraniczna (w ostatnich tygodniach donosiły o tym m.in. agencje Reuters, IPS, Forbes.com, EurActive, „Financial Times", „International Herald Tribune"). Bruksela była bardzo zdeterminowana, żeby podpisać dalej idące porozumienie, tłumacząc, że takie jest stanowisko Światowej Organizacji Handlu: pięć lat systemu preferencji dla biednych, a potem całkowita liberalizacja handlu. Okazało się jednak, że termin 31 grudnia na satysfakcjonujące zakończenie pięcioletnich rozmów jest „nierealistyczny".

Cała sprawa plasuje się na linii głównego podziału w systemie światowego handlu i globalizacji gospodarek świata. Rozwinięte kraje europejskie wyhodowały już swoje przemysły w cieplarniach protekcjonizmu zeszłego wieku i od dawna podlegają internacjonalizacji - choć do tej pory rządy narodowe Unii wspomagają i chronią przemysły i rolnictwo. Globalizacja i otwarcie gospodarcze nadal działają na korzyść Europy, jak potwierdzili komisarz Unii ds. handlu Peter Mandelson i Manuel Pinho, minister ds. handlu Portugalii w artykule zamieszczonym w „International Herald Tribune". „Europejscy konsumenci i firmy korzystają z taniej produkcji w krajach o wrastających gospodarkach, które są również wielkimi i rosnącymi rynkami dla europejskich produktów", napisali. Odpowiedzią na globalizację powinna być ze strony Europy „rozwaga, a nie protekcjonizm". W negocjacjach z byłymi koloniami Unia naturalnie również próbuje realizować swój interes. Tymczasem jednak rządy krajów rozwijających się stają pod presją wewnętrznej opinii publicznej, które wolnohandlowych umów nie chcą. Oba obozy zgadzają się, że obecny system oparty na preferencjach celnych i handlu towarami nie przyczynił się do poprawy sytuacji w krajach rozwijających się. Ale na tym zgoda się kończy. Unia uważa, że otwarcie rynków dobrze zrobi wszystkim, a przeciwnicy alarmują, że takie wystawienie się na europejski najazd może odebrać wielu ludziom źródła utrzymania.

Kraje afrykańskie okazały się najbardziej oporne, choć w śród nich są takie, które bardziej przychylają się do szybkiej liberalizacji niż inne. Twierdzą, że aby skompensować utracone dochody z ceł importowych i przygotować się na wolną konkurencję, będą potrzebowały więcej pomocy zagranicznej. Kenia oskarżyła Brukselę o tyranizowanie groźbą wprowadzenia wysokich taryf. Strach padł na eksporterów cukru, kiedy Unia zagroziła cofnięciem cen minimalnych w handlu cukrem. Unijni komisarze, pan Mandelson i Louis Michel, komisarz ds. rozwoju, twierdzili natomiast, że szeroko zakrojone umowy wolnohandlowe pomogą krajom AKP w budowie „silnych gospodarek i rynków regionalnych, dając więcej możliwości lokalnym przedsiębiorstwom i przyciągając nowych inwestorów". A jeśli nie podpiszą porozumień do końca grudnia, stracą zagraniczne inwestycje i wpędzą się w wysokie cła. Komisarzy poparło Stowarzyszenie Europejskich Izb Handlowych i Przemysłowych (Eurochambres), które reprezentuje 19 milionów firm. Przedsiębiorcy skrytykowali organizacje pozarządowe za mistyfikowanie i demonizowanie umowy: "Handel to sedno rozwoju", oświadczyło stowarzyszenie, cytowane przez EurActive z Brukseli. Regionalna integracja tworzy większe rynki, które przyciągną więcej inwestorów, a inwestycje europejskie przyczynią się do transferu know-how.

"To jedyna gra, w jaką można grać", ostrzegł komisarz Mendelson, cytowany przez EurActive. „Dla umów wolnohandlowych nie ma wiarygodnej alternatywy", oświadczył w liście otwartym do aktywistów. 

Sprawę nagłośnili i skomplikowali właśnie aktywiści z organizacji pozarządowych, którzy stanęli po stronie „rolników, pracowników i konsumentów" w proteście przeciwko umowie (zorganizowanym przez dwieście organizacji z 40 krajów m.in. Oxfam, ActionAid, Federation of Young European Greens). W apelach ostrzegali, że umowa oparta na propozycjach Unii przełoży się wprost na likwidację źródeł utrzymania większości ludzi w krajach rozwijających się, da europejskim gigantom nieograniczony dostęp do dopiero raczkujących rynków i wyniszczy tamtejszy przemysł. Oxfam wymieniał także unijne subsydia rolnicze, na których wzbogacają się europejscy farmerzy, ale które represjonują drobnych rolników w krajach rozwijających się i niszczą źródła utrzymania. „Zachęcając do nadprodukcji, subsydia obniżają światowe ceny podstawowych artykułów spożywczych takich jak cukier, produkty mleczne i zbożowe", napisano w dokumencie "Stop the Dumping: How EU agricultural subsidies are damaging livelihoods in the developing world".

Organizacje pozarządowe wezwały Unię do szczerych i otwartych negocjacji oraz konsultacji z reprezentantami wszystkich sektorów przemysłowych. Cytowane przez EurActive Afrykańskie Centrum Handlu i Rozwoju zaapelowało do rządów krajów afrykańskich, aby nie podpisywały umowy, która odbierze im możliwość ochrony rynku przed importem z Europy. Podobnie wypowiadały się organizacje drobnych farmerów afrykańskich, produkujących większość podstawowej żywności. ActionAid stwierdził dobitnie, że umowy w kształcie proponowanym przez Unię łamią gwarantowane przez ONZ „prawo do żywności", jedno z praw człowieka.

Jak do tej pory nikt nie odpowiedział z pełnym przekonaniem na pytanie, czy globalizacja gospodarki światowej poprawia warunki życia większości ludzi, czy raczej poszerza przepaść między posiadającymi i nie posiadającymi. Unia prze do zawierania umów wolnocłowych, konkurując o rynki i zasoby ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Niektórzy widzą w tym dla siebie korzyść, inne same straty. Jeśli przywołać przykład handlu z Chinami, to wniosek może być również taki, że oczekiwania i skutki bywają rozbieżne. Europa naciskała na otwarcie rynku chińskiego spodziewając się wejścia na miliardowy rynek konsumentów, a zdarzyło się odwrotnie - to Chiny zalały Europę.   

   

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj