szukaj
Gafa Sarkozy'ego
Kaczyzacja Francji?
Francja ma wielki kłopot. A kłopot ten nazywa się 'Nicolas Sarkozy'.

 

Postępowanie prezydenta Francji burzy wiele nieprzekraczalnych dotąd zasad, wprowadzając do polityki francuskiej chaos i populizm. Zaczęło się od opery mydlanej: rozwód, ponowne małżeństwo w błyskawicznym tempie, a na kilka dni przed ślubem z byłą modelką Carlą Bruni - obecnie pierwszą damą Francji - wystukany ponoć ręką prezydenta sms do byłej żony Cecylii: "Jeśli wrócisz, kończę z tym wszystkim".

Wejście prezydenta Francji na pierwsze strony plotkarskich magazynów było jednak tylko niezbyt wyszukaną przygrywką do bardziej groźnego politycznie scenariusza. Wielu Francuzów odnosi wrażenie, że ich prezydent jest po prostu nieobliczalny. I to nie tylko w kwestiach uczuciowych.

Otóż francuski Trybunał Konstytucyjny (Conseil Constitutionnel) uchylił w ubiegły czwartek jeden z punktów wchodzącego dziś w życie prawa Dati (od nazwiska minister sprawiedliwości, autorki owej noweli prawnej). Chodziło o przedłużenie aresztu dla groźnych bandytów, którzy nie rokują poprawy po wyjściu z więzienia na wolność. Dokładniej zaś o jego retroaktywne działanie, tak by obejmowało osoby już skazane prawomocnym wyrokiem. Populistyczny charakter takich propozycji prawnych jest równie oczywisty co niezgodny zarówno z konstytucją V Republiki jak i z podstawowymi założeniami systemu prawnego - żadne prawo nie może działać wstecz. Populizm Sarkozy'ego polega na tym, iż gra on na zbiorowych uczuciach; według sondaży aż 80 proc. Francuzów popiera pomysł dodatkowego karania bandytów.

Choć Trybunał Konstytucyjny (w którym zasiadają dwaj byli prezydenci Francji, Valery Giscard-D'Estaing i Jacques Chirac) wydał jednoznaczny werdykt, to Sarkozy postanowił odwołać się od tej decyzji do sądu kasacyjnego. Problem w tym, że takie prawo mu nie przysługuje. Sarkozy jednak na żadne "złe" prawo się nie ogląda. W efekcie prezes sądu nie tylko odmówił podjęcia niekonstytucyjnych kroków, ale również udzielił prezydentowi swego rodzaju reprymendy. To zaś niebywały w historii V Republiki precedens.Teraz, w celu przeforsowania retroaktywnej formuły prawa Dati wbrew nieodwołalnym z założenia decyzjom TK, Sarkozy chce zmodyfikować konstytucję.

Popularność Sarkozy'ego wśród Francuzów spada na łeb, na szyję, co zapewne popycha go do dalszych populistycznych obietnic. Trzymający zaś fason premier François Fillon w sondażach bije już swego szefa na głowę. Sarkozy rozbudził ogromne nadzieje na zmiany, a tych albo nie widać, albo idą w złym kierunku. Obiecał Francuzom powstrzymanie wzrostu cen, a obietnicy tej nijak nie może spełnić. Za pochopne obietnice i branie na siebie bezpośredniej odpowiedzialności teraz słono płaci.

Za sprawą niepohamowanego temperamentu Sarkozy rozchwiał nie tylko francuskie instytucje (wspomniany Trybunał Konstytucyjny), ale upokarza również swój urząd. W sobotę, w trakcie wizyty na targach rolnych w Paryżu wdał się w słowną utarczkę z jednym z anonimowych zwiedzających. Kiedy ten odmówił podania prezydentowi ręki, co wyraził w niezbyt wybrednych słowach, Sarkozy rzucił "No to spieprzaj, głupku". Zajście to sfilmowali studenci szkoły dziennikarskiej.

Rozpowszechnione najpierw w internecie, a następnie w innych mediach, nagranie wywołało we Francji prawdziwą burzę krytyki. W dodatku to nie pierwsza taka wpadka. W listopadzie ubiegłego roku prezydent pokłócił się przed kamerami z jednym ze strajkujących rybaków. Jeszcze jako minister spraw wewnętrznych podgrzał atmosferę na jednym ze wzburzonych paryskich przedmieść oświadczając również przed kamerami, ze chuliganów trzeba wymiatać Karcherem (nazwa firmy produkującej urządzenia ciśnieniowe używane powszechnie we Francji do oczyszczania ulic). Wówczas wzięto te odzywki za przejaw spontaniczności Sarkozy'ego. Obecne "spieprzaj głupku" samą już tylko prostolinijnością głowy państwa nie da się wytłumaczyć.

Francuski prezydent idzie wyraźnie w ślady braci Kaczyńskich. Nieposkromiona chęć prowadzenia rewolucyjnych zmian wbrew wszelkim oporom i immobilizom przeważa u niego nad realnymi możliwościami, a temperament bierze górę nad rozsądkiem. U polityka na tak wysokim stanowisku to jednak cechy zgubne, gdyż prowadzące do politycznego chaosu. Francuzi do tej pory rozważali na ile prezydentura Sarkozy'ego upodabnia się do monarchii (opera mydlana i autorytaryzm prezydenta). Teraz pojawiają się obawy, by monarchia Sarkozy'ego z czasem nie przekształciła się w dyktaturę (zapowiadana ze swadą walka o zmiany w konstytucji dla przeforsowania jawnie populistycznych rozwiązań zaostrzających prawo).

Znając polski scenariusz sprzed kilku miesięcy łatwo przewidzieć jak upodabniający się równocześnie do obu braci Kaczyńskich Sarkozy będzie ratował swoją skórę. Tak jak Jarosław Kaczyński zawierający kolejne pakty stabilizacyjne mające odwrócić uwagę od niespełnionych obietnic, będzie zapewne wprowadzał zmiany w rządzie.

Premiera oczywiście nie zmieni, bo w obecnej sytuacji byłby to samobój. Ale kilku ministrów (np. gospodarki czy obrony narodowej) może łatwo stać się kozłami ofiarnymi. Sarkozy zapewne namyśla się właśnie czy zmian tych dokonać już teraz, czy też po zapowiadających się niekorzystnie dla prawicy marcowych wyborach samorządowych. Ten pierwszy wariant musi wyglądać bardziej obiecująco, gdyż daje pewne, choć złudne, nadzieje na szybkie powstrzymanie złych tendencji. Rachuby te muszą być chybione, gdyż i tak jasne jest, iż Francją ręcznie steruje sam prezydent.

Problemu prezydentury Sarkozy'ego takie kosmetyczne zmiany nie są więc w stanie rozwiązać. Wygląda bowiem na to, że, podobnie jak bracia Kaczyńscy, jest on po prostu niereformowalny.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj