Brytyjczycy - społeczeństwo klasowe?
Zagrożone plemię
53 proc. Brytyjczyków uważa się za członków klasy robotniczej. Ale politycy brytyjscy zachowują się jakby klas nie było.

  

40 proc. brytyjskiej siły roboczej to nadal pracownicy fizyczni; jeśli dodać do tego urzędników - to w sumie klasa robotnicza stanowi dwie trzecie brytyjskiego społeczeństwa. Mimo to elita polityczna traktuje ten fakt jak tabu, pisze Seumas Milne, felietonista brytyjskiego The Guradian.

Zamiast "klasa robotnicza" politycy używają teraz eufemizmów takich jak "ciężko pracujące rodziny" i "ubóstwo dzieci". Decyzja BBC, by zlecić produkcję serii programów na temat marginalizacji klasy robotniczej za rządów nowej Partii Pracy była rzadką okazją do rzucenia światła na to, co się dzieje w dwóch trzecich społeczeństwa. Program skupił się jednak na tym jaki wpływ na białą klasę robotniczą miała imigracja - jakby było to jakieś antropologiczne studium zagrożonego wymarciem plemienia, pisze Milne. Przesłanie twórców programu jest absolutnie czytelne: biała klasa robotnicza została wymazana ze scenariusza z powodu multikulturalizmu i migracji. W rzeczywistości w ciągu ostatnich dwudziestu lat cała klasa robotnicza, biała i nie biała, została osłabiona i zmarginalizowana, polemizuje autor.

Nowa polityka płac

Oczywiście, masowe migracje ostatnich kilku lat - w większości ze wschodniej Europy - miały ogromny wpływ na brytyjską klasę robotniczą. Rząd stosował nieregulowany napływ pracowników z zewnątrz jako pewnego rodzaju nową politykę płacową. Pracodawcy bez skrupułów wykorzystali emigrantów jako pretekst do zamrożenia poziomu zarobków. Ale to nie emigranci są winni. Powody? Zamknięcie całych gałęzi przemysłu, podupadły przemysł wytwórczy, zaniedbane mieszkalnictwo komunalne, zamach na związki zawodowe, wielkie transfery środków w ręce zamożnych, deregulacja rynku pracy i niczym niepowstrzymane postępy neoliberalnej globalizacji za rządów zarówno torysów, jak i laburzystów.

Wysokie pensje i indywidualizm

Wygląda na to, że nadzieje na inny kierunek polityki Partii Pracy za Gordona Browna są płonne. Laburzystowscy parlamentarzyści, którzy sporo zainwestowali w Bowna, dochodzą teraz do wniosku, że brownizm niczym nie różni się od blairyzmu - brakuje mu tylko efektowności ostatniego. Ministrowie z obozu Blaira: nowy minister pracy i emerytur, James Purnell, i minister ds. biznesu, John Hutton, dostali od Browna wolną rękę w prowadzeniu agresywnego prokorporacyjnego kursu. Niedawna deklaracja Huttona, że Partia Pracy powinna świętować "wysokie pensje i indywidualizm" to niemal parodia wczesnych dni blairyzmu.

Tymczasem budżet na najbliższy rok finansowy (BBC), przedstawiony przedwczoraj przez kanclerza skarbu Alistaira Darlinga, rozwodnia plan opodatkowania superbogatych cudzoziemców bez rezydencji podatkowej w Wielkiej Brytanii i wycofanie się z planu podatku od zysków kapitałowych. Brown oparł się też żądaniom związków zawodowych i własnych parlamentarzystów, by przyznać równe pracownikom tymczasowym. Lobby korporacyjne zażegnało też groźbę wprowadzenia podatku od gigantycznych zysków firm energetycznych, który mógłby dać Darlingowi trochę tej gotówki, której potrzebuje na zapowiadane zmniejszenie ubóstwa dzieci do 2010 roku.

Nie ma gdzie iść

Przy postępującym kryzysie gospodarczym, który prawdopodobnie przyniesie niższy wzrost gospodarczy niż pan Darling przewiduje, przy kurczących się pensjach w sektorze publicznym - niespełnione obietnice mogą Partię Pracy wiele kosztować. Nowi laburzyści argumentowali kiedyś, że głosy wyborców klasy robotniczej można uznać za oczywistość, bo tacy wyborcy nie mają dokąd odejść. Od czasu wyborów w 2005 roku teza ta nie trzyma.

Z 4 milionów głosów, które Partia Pracy wtedy straciła, najwięcej stanowiły głosy klasy robotniczej - i z północy, i z południa, i białej, i nie białej. Nie przenieśli ich wcale na torysów, ale na nacjonalistów, Brytyjską Partię Narodową, liberałów i partię Respect. Jeśli laburzyści chcą wygrać następne wybory, muszą skoncentrować się na sytuacji ich kluczowego elektoratu: problemach mieszkaniowych, obawach o utratę pracy, nierówności w dostępie do usług publicznych, inwestycjach w upośledzonych regionach.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj