Wyspa chce niepodległości
Grenlandia jak Kosowo?
Topniejące lodowce są szansą na niepodległość. Albo na nową zależność.

Czytaj także

 

Tymczasem wyspa postanowiła zostać niezależnym państwem - po trzydziestu latach mało znanych dążeń niepodległościowych. Czy te ambicje właśnie teraz to efekt Kosowa? Być może to topniejące śniegi lodowców, ułatwiające dostęp do wielkich naturalnych złóż, są prawdziwą szansą na niepodległość - albo na nową zależność?

Marzenia o niepodległości

Największa na świecie wyspa, zamieszkana przez 56-tysięczną populację, w większości innuicką, została skolonializowana w 1721 roku - i od tego czasu nieprzerwanie jest częścią duńskiego królestwa. W 1979 roku eskimoscy mieszkańcy wyspy rozpoczęli walkę o większą kontrolę nad swoimi sprawami wewnętrznymi. Kopenhaga przyznała im pewien zakres autonomii, ale nadal zarządza sprawami zagranicznymi wyspy i pobiera połowę tantiem z jej dochodów - choć również zasila byłą kolonię wielomilionowymi subsydiami.

We wrześniu zeszłego roku miały zakończyć się renegocjacje z Danią na temat autonomii wyspy, ale utknęły na kwestii własności zasobów ropy i minerałów. W listopadzie tego roku ma odbyć się na Grenlandii referendum na temat przyszłości powiązań z królestwem.

Niedawno jednak duńska Partia Ludowa zakwestionowała wspólne granice, twierdząc, że północno-wschodnia cześć wyspy niekoniecznie należy do Grenlandii. Otworzyła tym nowy front w walce o samostanowienie Grenlandii - i o to, do kogo pójdą przyszłe dochody z wydobycia ropy naftowej na biegunie północnym.

Mimo, że nie ma potwierdzonych źródeł, amerykańskie Geological Survey szacuje, że na północny wschód od wyspy na dnie morza leży 31,4 miliardów baryłek ropy. Jeśli te baryłki się zmaterializują, uczynią z północnowschodniej Grenlandii 19. największy rezerwuar ropy i gazu wśród 500 znanych na świecie.

Prawie zupełną obojętność co do przyszłości Grenlandii Dania zastąpiła teraz wielkim zainteresowaniem, zauważa Kuupik Kleist, jeden z dwóch przedstawicieli Grenlandii w duńskim parlamencie. Kopenhaga bardzo chce utrzymać prawo do grenlandzkich zasobów mineralnych, bo spodziewany łatwiejszy dostęp do złóż ropy na biegunie północnym to kolosalna gratka dla duńskich polityków. I nie tylko dla nich. Grenlandia wydała pozwolenia na poszukiwanie ropy wielu wielkim koncernom, jak Chevron i Exxon Mobil.

Pod koniec lata około 3400 naukowców z 60 krajów gościło na wyspie w ramach prac badawczych. Wszystkie helikoptery zostały zarezerwowane przez poszukiwaczy diamentów. Zarówno kanclerz Niemiec Angela Merkel, jak i przewodnicząca amerykańskiej Izby Reprezentantów, Nancy Pelosi, wpadły z wizytą, żeby osobiście ocenić, jak topią się lodowce. Topniejące śniegi na lądzie i morzu plus rosnące światowe ceny ropy i minerałów to niezwykle pomyślny dla Grenlandii zbieg okoliczności, dzięki któremu być może w końcu wyspa uzyska niepodległość.

Strach przed wielkim bratem

Dyplomatyczne stosunki między wyspą i koroną są w zasadzie bardzo przyjazne - niektórzy Grenlandczycy uważają wręcz, że mieli wielkie szczęście, że skolonizowała ich właśnie Dania, a nie Stany Zjednoczone czy Kanada.

Ale niektórym przeszkadzają duńskie pieniądze, bo choć wysyłane w najlepszych intencjach, nie tylko zapewniają Grenlandczykom opiekę państwa od żłobka do grobu, ale też utrzymują ich w ciągłej zależności. Ubóstwo, alkoholizm, wysoki odsetek samobójstw, brak przedsiębiorczego ducha - to druga strona medalu.

Po latach zależności Grenlandczycy raczej nie cieszą się na kolejną, właśnie zarysowującą się okazję do realizacji interesów wielkich narodów na ich ziemi. Pamiętają, jak w latach 50. innuciccy myśliwi zostali wysiedleni, by zrobić miejsce na budowę amerykańskich baz wojskowych. "Boimy się, że Stany Zjednoczone przejmą Grenlandię, jeśli Duńczycy się wyniosą. Skoro przejęli Irak, to czemu nie Grenlandię?", pyta Aqqaluk Lynge, szef Inuit Circumpolar Council's Greenland.

Svend Auken, długoletni duński polityk i minister ds. energii, twierdzi, że Grenlandczycy mają rację, że się boją. "Na dłuższą metę idealnym rozwiązaniem byłoby dla nich uznanie wyspy przez ONZ jako niezależnego państwa, ale w bliskich związkach z Danią. Inaczej staną się zależni od Amerykanów, a wiedzą, że to oznacza koniec społeczeństwa dobrobytu i skandynawskich pensji".

Prawdopodobnie więc Grenlandia będzie trzymała się Danii ze strachu przed jeszcze większym bratem. Według Minika Rosinga, grenlandzkiego geologa z Uniwersytetu w Kopenhadze, jeśli na Grenlandii faktycznie zostanie znaleziona ropa, będzie to koniec marzeń o niepodległości.

Modlę się, by nie znaleziono ropy

"Jesteśmy bardzo kruchym narodem, zarówno w sensie podatności na zmiany klimatyczne, jak i na skutki rozbudowy potencjału militarnego na Arktyce", mówi Aqqaluk Lynge, przewodniczący Inuit Circumpolar Conference Greenland. "Nie zawsze dobrze wychodzą na tym małe, bogate w ropę kraje z ludnością rdzenną na swoim terytorium. Każdej nocy modlę się, żeby nie znaleźli u nas ropy".

Jakkolwiek się sprawy potoczą, jakkolwiek wielkie bogactwa da się wydobyć z lodowych wód Grenlandii - nie wspominając o złożach pod pokrywą bieguna - przyszłość jest jeszcze bardzo odległa. Lód jest nadal za gruby, złoża być może wcale nie istnieją, a technologia odwiertów w tak nieprzyjaznych warunkach pozostaje nierozwinięta. Grenlandia tymczasem bada możliwości rozwoju innej branży, potencjalnie lukratywnej i na którą Kopenhaga nie ma chrapki: podobno przyszłość należy do energii wodnej.

Źródła: 

 

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij