Kuba ma się sama wyżywić
Czerwone z żółtym
Z Hawany nadeszła wiadomość, że nowy dyktator Kuby Raul Castro wydał dyspozycję, aby kraj wyżywił się sam.
Adam Jones, Ph.D./Flickr CC by SA

Kuba ma dobre ziemie, ale zostały one zdewastowane przez monokulturę trzciny cukrowej
lvroberts/Flickr CC by SA

Kuba ma dobre ziemie, ale zostały one zdewastowane przez monokulturę trzciny cukrowej

W Hawanie nie ma sklepów, są punkty dystrybucji żywności na kartki. Raz rzucą trochę kapusty, kiedy indziej jajka, nieco makaronu, kilka butelek oleju. Konserwy rybne i mięsne można dostać w sklepach dla dyplomatów lub w hotelowych, dla zwykłego Kubańczyka niedostępnych. Raul polecił: wydzierżawić chłopom ziemię, niech sieją czy sadzą, co chcą, niech sami jedzą, a nadwyżki niech sprzedają na wolnym rynku. Kuba musi wyżywić się sama! Czyli: bez kosztownego importu, najczęściej ze znienawidzonych Stanów Zjednoczonych. W podobny sposób zaczynał chińskie reformy Deng Xiaoping. Polecił zlikwidować głód. Rozwiązał kołchozy i sowchozy i wydzierżawił chłopom ziemię: niech sami uprawiają, jedzą i sprzedają nadwyżki. Po dwóch latach ludzie w Chinach zaczęli jeść normalnie, choć jeszcze nie do syta.

Kuba ma dobre ziemie, ale zostały one zdewastowane przez monokulturę trzciny cukrowej. Od dawna już nie opłaca się jej uprawiać, ścinać, przerabiać na cukier – te czasy minęły. Na Kubie nie ma prywatnego rolnictwa. Wieśniacy nie wiedzą nawet, jak się sadzi kartofle i kalafiory. Wiedzą taką dysponował tylko Fidel, ogrodnik z zamiłowania. Ale warunki klimatyczne są wszelkim uprawom na Karaibach przyjazne. Wystarczy wetknąć parasol – żartowano kiedyś – żeby po tygodniu urosły na nim pomarańcze. A dlaczego nie banany? A dlaczego nie pomidory? A dlaczego przy każdym gospodarstwie nie mogłyby się chować prosiaki? Kubańska kuchnia słynęła kiedyś z puerco asado – pieczonego prosięcia.

Za rządów Fidela Castro nie jadano ryb ani owoców morza, chociaż organizowane były międzynarodowe zawody wędkarskie. Generalnie jednak Kubańczyk nie łowił ryb, bo musiałby mieć łódź, a gdyby ją miał, to popłynąłby na Florydę. Fidel osobiście przyrządzał dla swoich gości langusty, które można wyciągać z Zatoki Meksykańskiej gołą ręką. Ale zwykły Kubańczyk ich nie widział. Jeśli Raul Castro wkroczył na drogę Deng Xiaopinga, to kuchnia bardzo szybko się poprawi, ale będzie to ciągle „kuchnia lądowa”. Na razie za wcześnie, żeby dać Kubańczykom łodzie i pozwolić im wypływać na połów.

Pomysł Raula w kwestii samowystarczalności żywnościowej może być skutkiem studiów nad rozwiązaniami chińskimi, które prowadził Eduardo Lage, lekarz z wykształcenia, reformator z temperamentu i przekonania. Jeśli tak, to teraz pozwoliwszy Kubańczykom uprawiać ziemię, trzeba będzie zagospodarować ich nadwyżki dostarczając im narzędzi pracy. Na bazarach pojawią się banany, pomarańcze, kokosy, kartofle i prosięta.

Najedzeni chłopi dostaną trochę peso i teraz chodzi o to, żeby mogli za to kupić nie telewizory, a na przykład traktory i podstawowy sprzęt do lepszej uprawy ziemi. Gdyby to miała być droga chińska, Raul musiałby w przyszłym roku skierować apel do Kubańczyków z diaspory, żeby zainwestowali swoje pieniądze na Kubie, zbudowali odpowiednie fabryki narzędzi w zamian za wakacje podatkowe. Załóżmy, że są kubańscy emigranci zdolni do tego. Podobnie jak Chińczycy są patriotami. Różni ich tylko system wartości. Kubańczyk chciałby tego, co mają obywatele USA i Europy, a Chińczyk szanuje ojca narodu i państwo – bez względu na dynastię czy ideologię. Kubańczyk od religii odszedł, nawet tej afrykańskiej, na komunizm nie chce się powoływać, bo system go zawiódł. Chińczyk ma natomiast Konfucjusza i jego nauki o poszanowaniu państwa, prawości i gospodarności. Ale załóżmy, że znajdą się bogaci Kubańczycy, na przykład w Hiszpanii, którzy zechcą zainwestować w dekompozycję sklerotycznego fidelizmu. Jeśli nie będą od razu domagać się zwrotu zabranych im i zniszczonych posiadłości, to mogą je odzyskać potem polubownie. Kubańczyk jest na ogół krewki, podczas gdy Chińczyk zachowuje spokój i cierpliwość. Gdyby także Kubańczycy z Florydy uznali drogę Deng Xiaopinga jako dobry model dla Kuby, to pieniędzy na inwestycje pojawiłoby się w Hawanie dużo więcej. Infrastruktura turystyczna i tak się już rozwija, turystyka i tak już stała się ważną gałęzią gospodarki, ale dochody z niej idą na utrzymanie aparatu przemocy, więc tą drogą sytuacji się nie poprawi.

Powiedzmy, że Kubańczycy są już najedzeni i że wszyscy się trochę wzbogacili, pracując w prywatnych zakładach emigrantów kubańskich. Jeśli pieniądze z nadwyżek i oszczędności nie uderzą od razu w sklepy z dobrami do tej pory luksusowymi (a wszystko na Kubie jest luksusem), to da się poprawić nieco zdewastowaną infrastrukturę. Potrzeby konsumpcyjne i mieszkaniowe są na Kubie ogromne, podobnie jak ogromne były piętnaście lat temu w Chinach. Ale w Chinach udało się je na poziomie podstawowym zaspokoić. Może tak być też na Kubie. Idąc dalej chińską drogą – jeśli o niej w ogóle myśli – Raul zechce utrzymać rygory w zakresie dyscypliny społecznej i tak zwanej nadbudowy, czyli swobód, praw człowieka, kultury, mediów. Natomiast poluzuje w zakresie bazy, czyli gospodarki. Jeśli Kubańczycy chcą od razu wszelkiej wolności, to nic z reform nie wyjdzie. Dojdzie do kolejnej rewolucji.

Raul nie może być Gorbaczowem, może być Dengiem (Deng też był bardzo stary, kiedy zaczynał zmiany). Gorbaczow zreformował nadbudowę, a gospodarki nie ruszył. Deng postąpił na odwrót i dziś Chiny zagrażają gospodarczo całemu światu, bo ich siła tkwi w taniej pracy. Podobnie jest na Kubie. Kubańczyk pracuje za tak marne grosze (kilkanaście dolarów miesięcznie), że jak dostanie podwyżkę o sto procent, to i tak będzie najtańszym robotnikiem w rejonie, a poprawi sobie życie w dwójnasób. Byłby to – paradoksalnie – triumf Che Guevary zza grobu. Jako szef Banku Centralnego przesiadywał w ambasadzie chińskiej, bo nie chciał „tego (sowieckiego) gówna dla mojego narodu”, o co niemal pobili się z Fidelem.

Fidel będzie mruczał, że jest to niezgodne z wykładnią komunizmu, ale można mu powiedzieć, że skoro Chiny zostały komunistycznym państwem bez komunistycznej ideologii, to i Kubie nic złego się nie stanie.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj