Miedwiediew na Kremlu, a Putin?
Carów dwóch
Siódmego maja Dmitrij Miedwiediew uroczyście przejmuje władzę na Kremlu, następnego dnia odchodzący prezydent obejmie urząd premiera. O tej dwuwładzy w Rosji krążą sprzeczne przypuszczenia.

Pamiętam wszystkie rosyjskie inauguracje prezydenckie: ślubowanie Borysa Jelcyna w 1996 r., pokazywane jakby przez pończochę, aby ukryć fizyczną słabość nadużywającego alkoholu gospodarza Kremla; potem inaugurację Władimira Putina z 2000 r., gdy stary (dosłownie) prezydent przekazywał władzę nowemu, a później obaj przyjmowali defiladę pułku kremlowskiego. Pamiętam tę najbardziej imperatorską inaugurację drugiej kadencji Putina: jego długi, samotny marsz przez złocone korytarze i pyszne sale Pałacu Kremlowskiego. Kamera telewizyjna prowadziła go krok za krokiem... Wszystko było zgrane co do sekundy i sam Putin - podobno - przez pół nocy ćwiczył wcześniej tę sekwencję, aby czas przemarszu odpowiadał precyzyjnie opracowanemu scenariuszowi.
Inauguracja A.D. 2008 będzie jednak szczególna. Oto po raz pierwszy w historii Rosji ustępujący prezydent, cieszący się olbrzymią popularnością w społeczeństwie, odchodzi z najwyższego stanowiska w państwie, aby dalej współrządzić, tyle że z konstytucyjnie niższej pozycji premiera. Pewnie dlatego, aby zatrzeć wszelkie związane z tym wątpliwości, całą procedurę uroczystego przekazania najwyższej władzy w państwie rozłożono na trzy dni i być może nawet termin kolejnych uroczystości dobierano w ten sposób, aby ich finał wypadł właśnie w Dzień Zwycięstwa, by tym mocniej podkreślić jedność władzy, prezydenta i premiera.

Nowa świecka tradycja

Ta nieustannie zmieniająca się formuła inauguracji, której stałym elementem jest jedynie tekst roty przysięgi, insygnia prezydenckie - oraz dyskretnie, na zapleczu, przekazywana walizeczka z kodami do arsenałów nuklearnych - jest najlepszym dowodem, jak krucha jest to władza, skoro dotąd nie była w stanie wypracować żadnej stałej tradycji instytucjonalnej, a o wszystkim decydowała wola tego, kto obejmował kremlowski tron.

Teraz i z tym jest kłopot. W ramach zaplanowanej przez siebie operacji Następca Putin - podobnie jak ponad 8 lat temu uczynił to Jelcyn - osobiście wybrał kandydata, aby uczynić go prezydentem. Tyle że Jelcyn odchodził wówczas na polityczną emeryturę i w pożegnalnym orędziu przepraszał Rosjan za błędy, które popełnił, i za to, że zawiódł ich nadzieje. A Putin, który zaledwie przekroczył pięćdziesiątkę, o żadnej emeryturze nie myśli. Z jakichś powodów postanowił uszanować konstytucję, która dopuszcza jedynie dwie kadencje prezydenckie, i już samo to uznano w Rosji za ewenement, skoro - ciesząc się tak wielkim poparciem społecznym - bez trudu wygrałby każde referendum na temat zmiany ustawy zasadniczej i mógłby spokojnie rządzić choćby dożywotnio.

Tyle że ustępujący prezydent bynajmniej z władzą się nie żegna. Usuwa się o stopień niżej w hierarchii państwowej, aby z pozycji premiera i bezpartyjnego szefa rządzącej Jednej Rosji - typowej partii władzy, biurokratów i koniunkturalistów - współdecydować o losach państwa. Pytanie tylko, jak długo uda się utrzymać taki system faktycznej dwuwładzy lub też - jak nazywają go inni - asymetrycznego przywództwa? To największa dziś zagadka. W zbiorach muzeum kremlowskiego znajdujemy wprawdzie dwuosobowy carski tron, pokazywany jako kuriozum, ale przeznaczony tylko dla młodych carewiczów, w imieniu których i tak rządził regent, dopóki bojarzy nie wybrali tego jednego, jedynego, mniej lub bardziej dramatycznie pozbywając się konkurenta. Jak więc ułoży się współpraca między nowym i wciąż jeszcze bardzo popularnym byłym prezydentem? Przecież Putin formalnie będzie podlegał politykowi, którego - co do tego nikt nie ma wątpliwości - sam wybrał i osadził na tronie. Współpraca ich obu zależy od tego, kim naprawdę jest Mr Miedwiediew.

Niedźwiedź czy szara mysz

W miarę jak wokół jego osoby rozkręca się machina propagandowa, wiemy o nim coraz więcej. Nie tylko to, gdzie i kiedy się urodził (w Leningradzie, w 1965 r.) oraz że jest o 10 lat młodszy od Putina i o 10 cm niższy od niego (choć ten też nie uchodzi za wielkoluda). Wiemy również, że jest prawnikiem cywilistą, wykładał również prawo rzymskie, a także, że w odróżnieniu od siatkarza i tenisisty Jelcyna, oraz judoki i narciarza Putina, uprawia jogę, więc jest spora szansa, że i w tej dziedzinie, jeśli tylko będzie rządził i panował dostatecznie długo, Kreml może stać się światową potęgą.

Znane są już również trudne momenty z jego biografii: biznesowe związki z firmą Ilim Palp, której był współzałożycielem i którą uratował od krachu, dzięki czemu dziś jest to jeden z gigantów przemysłu drzewnego. Wiadomo także o jego powiązaniach z petersburską firmą prawniczą Jegorow, Pugiński i partnerzy, wśród której klientów są duże firmy naftowe; o przyjaźni z biznesmenem, współwłaścicielem rosyjskiego dziennika „Kommiersant" i londyńskiego klubu piłkarskiego Arsenal, Aliszerem Usmanowem, oraz o bliskich kontaktach z byłym szarym kardynałem Kremla Aleksandrem Wołoszynem, któremu w dużej mierze zawdzięcza swój awans i z którym - podobno - zaraz po wyborach pojechał odwiedzić swoją matkę.

Jego żonę Swietłanę media coraz częściej promują jako nową Pierwszą Damę. Gazety rozpisują się o jej przymiotach i o tym, jak bardzo różni się od Ludmiły Putin; o tym, że to ona namówiła Miedwiediewa do przyjęcia chrztu i powrotu na łono cerkwi prawosławnej oraz że na pewno będzie czynnie wspierać męża w jego działaniach politycznych, a nawet mieszać się do polityki. Podobno to z jej kręgów do mediów przeciekła plotka o rzekomym rozwodzie Putina i jego romansie z Aliną Kabajewą.

Wszystkie te informacje o kontaktach i związkach mają w rosyjskiej polityce swój ciężar gatunkowy, ale ciągle nie odpowiadają na pytanie: jaką rolę wybrała dla Miedwiediewa historia - niedźwiedzia czy szarej myszy. Opinie komentatorów rosyjskich są podzielone. Zdaniem Gleba Pawłowskiego, w biografii Miedwiediewa były dwa ważne momenty, w których potrafił zaryzykować karierę: wtedy, gdy odważnie zaangażował się w kampanię wyborczą Anatolija Sobczaka, pierwszego demokratycznego mera Petersburga, i 10 lat później, gdy wezwany na pomoc stanął na czele komitetu wyborczego Władimira Putina, choć obóz Jelcyna i Putina był wówczas w zdecydowanej mniejszości i przegrywał z obozem Łużkowa i Primakowa.Według Pawłowskiego, to świadczy o jego kwalifikacjach politycznych oraz umiejętnościach mediacji między różnymi grupami interesów. Bo do tego sprowadzała się jego rola jako szefa sztabu wyborczego, a później jako przedstawiciela Kremla w radzie dyrektorów Gazpromu. Krótko mówiąc: jeśli ktoś sądzi, że Miedwiediewem będzie łatwo manipulować, popełnia błąd. „Miedwiediew na pewno nie będzie pionkiem Putina, ale też nie pozwoli, aby go wypchnąć z polityki" - mówi Pawłowski w jednym z wywiadów udzielonych polskiej prasie.

W podobnym tonie wypowiada się wielu innych komentatorów. Nie mówiąc już o bliskich współpracownikach Putina, którzy do ostatniej chwili przekonywali Władimira Władimirowicza, że popełnia błąd, a na swojego następcę powinien wyznaczyć przewodniczącego Dumy Państwowej Borysa Gryzłowa, bo - jak dowodzili - Miedwiediew potrafi być nazbyt samodzielny, jest nieprzewidywalny i zdolny do zdecydowanych działań.

Odmiennego zdania jest Lilia Szewcowa z moskiewskiego centrum Carnegie. Jej zdaniem, Miedwiediew to typowy produkt rosyjskiej klasy politycznej, człowiek bez wyrazu, za to - w dobrym i złym tego słowa znaczeniu - dostatecznie pragmatyczny. - I jeśli coś go wyróżnia na tle pozostałych członków rządzącej ekipy, to systematyczność w pracy, wewnętrzna dyscyplina oraz lojalność, której w rzeczywistości zawdzięcza swoją karierę. Nie jest ani liberałem, ani żadnym ideologiem, jest przedstawicielem dość szerokiej dziś w Rosji grupy pragmatycznych technokratów, gotowych pracować dla każdej władzy i każdego reżimu - uważa.

Jakim prezydentem będzie Miedwiediew? - To się dopiero okaże - mówi Szewcowa. - Wkraczamy w okres, kiedy ani elita, ani społeczeństwo, ani nawet nasi przywódcy nie wiedzą jeszcze, jak będzie funkcjonowała władza w nowej formule. Tymczasem już dziś wiadomo jedno: ten system władzy, a właściwie dwuwładzy, który zaczął tworzyć Putin, aby rozwiązać problem następstwa, nie tylko zaczął destabilizować istniejący dotąd układ, ale wręcz inicjuje jego demontaż. - To był system zły, nawet straszny, ale - mówi Szewcowa - był to system całościowy, zrozumiały oraz czytelny dla wszystkich. I jakoś funkcjonował. A teraz nic już nie jest pewne. Nawet reakcje Putina, który w porównaniu z pierwszymi latami swojej prezydentury coraz częściej podejmuje decyzje dyktowane sytuacją, chwilowym nastrojem, bez dokładnego rozpoznania konsekwencji.

System podwójnego weta

Z tą ostatnią opinią Lilii Szewcowej można się spierać. Wiele wskazuje, że Putin - pod presją coraz częstszych konfliktów w łonie rządzącej biurokracji, która ma wyraźne kłopoty z wyborem obozu, pod jaki warto się podczepić - zdał sobie sprawę, że musi interweniować, dopracować tworzony przez siebie system i umocnić własne pozycje. Tym tłumaczona jest m.in. dość zaskakująca decyzja Putina, który krótko przed oddaniem władzy prezydenckiej zgodził się - oprócz objęcia funkcji premiera - zostać również bezpartyjnym (!) szefem partii władzy, Jednej Rosji. „W ten sposób - pisze na portalu internetowym gazeta.ru rosyjski komentator Dmitrij Badowski - aby uniknąć niebezpieczeństw, jakie niesie faktyczna dwuwładza i nieuchronna wojna o wpływy wewnątrz aparatu - wojna, która mogłaby zmieść i prezydenta, i premiera - Putin zaczął tworzyć system oparty na zasadzie podwójnego weta. Występując w roli szefa rządu i zarazem lidera największej frakcji w posłusznym parlamencie będzie w stanie zablokować dowolną inicjatywę prezydenta, zaś Miedwiediew - jako głowa państwa - będzie mógł to samo zrobić w stosunku do decyzji rządu i parlamentu". Mówiąc inaczej: każdy z nich będzie dysponował blokującym pakietem akcji, a oprócz tego obaj będą też mieli pakiety kontrolne.

Pewnie prościej, dysponując taką większością w Dumie jak obecnie, byłoby przeprowadzić stosowne zmiany w konstytucji, aby inaczej rozdzielić pełnomocnictwa między urzędem prezydenta i premiera, na korzyść tego ostatniego. Ale akurat na to Putin nie chce się zgodzić. „I ma powody - twierdzi Badowski - bo ciągle jeszcze nie zdecydował, czy i kiedy wróci na Kreml. Wie natomiast jedno, że jeśli ostatecznie podejmie decyzję o powrocie, to tylko z takimi szerokimi uprawnieniami, jakie miał podczas swojej pierwszej i drugiej kadencji".

Operacja Następca miała zapewnić płynne i bezpieczne przekazanie władzy, aby uniknąć kolejnej wojny elit i utrzymać cały system w stanie równowagi. Tymczasem tworzony system dwuwładzy, nawet z formułą podwójnego weta, wręcz ją prowokuje. W najbliższych miesiącach nie należy spodziewać się dramatycznych konfliktów między Putinem a Miedwiediewem, ale one już dojrzewają, nawet wbrew ich woli.

- Pamiętaj - przekonywała mnie kilka miesięcy temu, jeszcze przed wyborami do Dumy, Irina Kobrińska - jeśli w ciągu roku, półtora Putin nie wróci na Kreml, to nie wróci już nigdy... W istocie. Rosja rządzi się swoimi prawami. I pewnie obaj, podczas uroczystości inauguracyjnych, mają tego pełną świadomość. Chyba że role zostały już rozpisane. W gabinecie Putina na honorowym miejscu wisi portret Piotra Wielkiego, a u Miedwiediewa - Mikołaja II, czyli ostatniego cara Rosji, ale czy można z tego wyciągać jakieś dalej idące wnioski? 

Sławomir Popowski
 


Partia bezpartyjnego Putina

Jeśliby Putin, wzorem swoich kolegów z postsowieckich republik, mianował się dożywotnim prezydentem, byłoby to pogwałceniem konstytucji z 1993 r. i ostatecznym przekreśleniem szans na pluralizm polityczny w Rosji. Byłaby to droga donikąd, bo lekcje samodzierżawia, czy to carów, czy genseków, Rosja już przerabiała.

Putin obejmuje zatem stanowisko szefa rządu, a jednocześnie przywódcy rządzącej partii Jedna Rosja (tak w Polsce tłumaczy się nazwę Jedinaja Rossija, choć uważam, że dużo lepiej byłoby: Wspólna Rosja), posiadającej bezwzględną większość w parlamencie - 315 miejsc w 450-osobowej Dumie. Z takim poparciem Putin staje się nieusuwalny, bo chociaż to prezydent wskazuje szefa rządu, kandydat na premiera musi uzyskać wotum zaufania w parlamencie. Większość parlamentarna decyduje o kształcie ustaw. Putin jako premier i lider większości parlamentarnej ma więc realne instrumenty władzy. To wszakże tylko jedna strona medalu.

Drugą jest zadanie wprzęgnięcia Jednej Rosji, która dzisiaj stanowi koniunkturalną zbieraninę urzędników administracyjnych różnej maści, w realny proces rządzenia krajem i przekształcenie jej w prawdziwą partię. Na razie strukturami Jednej Rosji są urzędy gubernatorów i szefów rejonów, a to za mało, by partia stała się autentycznym ruchem politycznym. Rosja - podobnie jak znakomita większość państw postkomunistycznych - ma niewykształcony system partyjny, co przesądza o słabości i niewydolności systemu politycznego.

Jedyną partią z prawdziwego zdarzenia jest Komunistyczna Partia FR, z określoną ideologią, strukturami w terenie i 180 tys. członków. Partia Liberalno-Demokratyczna jest wodzowskim ugrupowaniem Żyrynowskiego, Sprawiedliwa Rosja - zlepionym naprędce efemerycznym tworem. Zamysł Putina i kremlowskich analityków polega na tym, by doprowadzić do powstania w Rosji dwupartyjnego systemu z prawdziwego zdarzenia. Jedna Rosja zajęłaby miejsce na prawej flance. Pozostałe ugrupowania utworzyłyby lewicową alternatywę. Prawdopodobnie wokół komunistów, którzy nie nawołują już do budowy komunizmu, lecz „socjalizowanego kapitalizmu", a hasło „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się" zastąpili skromniejszym: „Rosja, praca, ludowładztwo, socjalizm".

Nie wiadomo, czy Putinowi uda się zamysł zbudowania normalnej partii politycznej z partii władzy. Podejmowane w przeszłości próby nie powiodły się. Poprzedniczką Jednej Rosji była partia Nasz dom - Rosja. Jej lider, były premier Wiktor Czernomyrdin, przyznaje: „Jakąkolwiek partię próbowaliśmy tworzyć, zawsze wychodziła nam KPZR".
 
Zdzisław Raczyński


 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj