szukaj
Michael Stone i biografie oprawców
Fritzl to małe piwo
Amerykański psychiatra Michael Stone od 30 lat bada biografie i metody działania seryjnych morderców, oprawców i kanibali. Dla niego Austriak Fritzl to tylko przykład jeden z wielu. Wcale nie taki najgorszy.

Michael Stone, psychiatra z Uniwersytetu Columbia, ma stały program telewizyjny na kanale Investigation Discovery. Przedstawia tam sylwetki setek zabójców, morderców, psychopatów: ich metody i motywy działania. Na własny użytek stworzył "skalę zła" - czyli swego rodzaju ranking zbrodniarzy. Najniżej na skali zła (kategoria 1) stoją według Stone'a­ ludzie zabijający w obronie własnej. Najwyżej (kategoria 22) - seryjni mordercy czerpiący satysfakcję z torturowania swoich ofiar przed śmiercią. W programie TV Michael Stone - z pomocą zaproszonych ekspertów - odtwarza przebieg wydarzeń i bada czynniki neurologiczne, genetyczne i socjologiczne, by ustalić, co pchnęło sprawców do zbrodni.

Austriak Josef Fritzl spłodził siedmioro dzieci ze swą córką Elisabeth, którą trzymał przez 24 lata w piwnicznym lochu pod swoim domem. Dlaczego człowiek robi coś takiego?

Michael Stone: Kazirodztwo i przemoc we włas­nej rodzinie wcale nie są takim rzadkim zjawiskiem. Niestety. Ale przypadek Josefa Fritzla jest szczególnie drastyczny. Fritzl jest mężczyzną zboczonym na tle seksualnym, chodzi mu o sprawowanie władzy i kontroli nad innymi - takie są jego motywy. Trzyma swoją młodą córkę jako niewolnicę seksualną, stworzył sobie własne małe, prywatne królestwo, o którym nikt nic nie wie. Tam wszystko należy do niego: jego córka, jego wnuki. Fritzl jest królem swojej piwnicy.

Kiedy Fritzl schodzi po schodkach do tej piwnicy i widzi córkę, co wtedy czuje?

Zapewne seksualne podniecenie, poza tym niewiele. Można założyć, że nie jest on raczej zdolny do empatii i nie myśli o cierpieniach, jakich przysparza innym. Jak wszyscy psychopaci poszukuje silnych doznań zmysłowych; nie ma żadnych hamulców. Wielu mężczyzn marzy o takim własnym lochu, w którym trzymaliby kobiety czekające na nich. Dzięki Bogu w przeważającej większości wypadków kończy się jednak na chciejstwie.

Co odróżnia nas od Fritzla?

Także miewamy złe myśli, ale znamy swoje granice i przestrzegamy ich. Wiemy, co to dobro i zło. Jesteśmy zdolni do empatii, potrafimy wczuć się w innych ludzi, wiemy, co sprawia im ból.

Zna pan inne podobne przypadki jak sprawa Fritzla?

Amerykanin Marcus Wesson utrzymywał kazirodcze stosunki ze swymi córkami i wnuczkami. Jako motyw podał, że chciał założyć własną, nową rasę. Uroił sobie, że jest kimś w rodzaju Boga. Zanim wpadł, zabił swoich dziewięć córek, strzelając każdej w oko, i ułożył je w starych trumnach w swoim pokoju. Także seryjny morderca Gary Heidnik, który więził kobiety w piwnicy i torturował je, fantazjował, że jest Bogiem, i nie zdziwiłbym się, gdyby Fritzl miał podobne myśli. Bo dlaczego ryzykował ciąże? Dlaczego nie używał środków antykoncepcyjnych? Może chciał jak gdyby zapewnić sobie nieśmiertelność, stworzyć nadczłowieka? Na takie tematy chciałbym z nim porozmawiać.

Od 30 lat zajmuje się pan seryjnymi mordercami i psychopatami, w wyniku tych badań opracował pan "skalę zła". Od kategorii 1 do kategorii 22.

Chciałem stworzyć narzędzie pomocne do oceny różnych przypadków oraz metod i motywów sprawców. Do kategorii 1 zaliczają się wszystkie morderstwa, które uznalibyśmy za zrozumiałe. Weźmy np. kobietę, która zabija męża, bo ten znęca się nad nią od lat. Jest to wprawdzie wbrew prawu i jest to zaplanowany mord. Ale jest to także reakcja na ogromną krzywdę, niesprawiedliwość i z tego względu można ten czyn zrozumieć. Do kategorii 2 zaliczam wszystkie morderstwa powodowane zazdrością. Clara Harris w 2002 roku przejechała swego męża mercedesem na podziemnym parkingu, bo zdradzał ją z młodą kobietą. Jej córka siedziała na miejscu obok kierowcy.

A kto znajduje się na końcu skali, w kategorii 22?

Wszyscy seryjni mordercy i psychopaci, którzy w okrutny sposób torturują swoje ofiary.

A co z Hitlerem, Stalinem czy Mao?

To całkiem inna grupa. Ja zajmuję się ludźmi, którzy stosują tortury w czasach pokoju. Gdy w grę wchodzą konflikty grupowe, rzecz staje się bardziej skomplikowana - proszę pomyśleć choćby o Holocauście. My, Żydzi, uważamy, że Hitler był zły, ale naziści sądzili, że to Żydzi są źli. Jakkolwiek uważam, że to my jesteśmy bliżsi prawdy, w przypadku grupowych konfliktów nie osiąga się nigdy stuprocentowej akceptacji. Natomiast w przypadku Fritzla nie znajdziecie nikogo, kto by powiedział: "Jaki to dobry człowiek".

W którym miejscu na pańskiej skali znajduje się Fritzl?

Analogicznie do podobnych przypadków Fritzl ma u mnie 16 punktów.

Kto jest jeszcze gorszy od niego?

David Parker Ray ze swojej przyczepy w Nowym Meksyku stworzył prawdziwą komorę tortur - z fotelem ginekologicznym, łańcuchami i pasami. Kiedy poznawał jakąś kobietę, zabierał ją do siebie, umieszczał na fotelu i włączał taśmę magnetofonową. Był na niej nagrany jego głos - tłumaczący kobiecie, co mężczyzna za chwilę z nią uczyni. Już same te tortury psychiczne były czymś strasznym. Potem przystępował do rzeczy. Podłączał jej sutki do prądu i wkładał różne przedmioty do jej pochwy i odbytu. David Parker Ray umarł w więzieniu, jednak parę razy udało mi się porozmawiać z jego ukochaną i asystentką Cynthią Hendy, która była obecna przy niektórych sesjach tortur.

Skąd u ludzi jak David Parker Ray czy Josef Fritzl pojawia się taka brutalność i okrucieństwo?

Co do Fritzla - nie mogę się wypowiedzieć, musiałbym lepiej znać historię jego życia. Zwykle składa się na to kilka powodów. David Parker Ray był w dzieciństwie wykorzystywany z dużym okrucieństwem przez swojego ojca alkoholika. U niego mamy więc do czynienia z czymś w rodzaju zemsty. Większość z tych ludzi robi to, co kiedyś im uczyniono. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że Fritzl w dzieciństwie był molestowany. Jeśli ktoś spotyka się z brutalnością i okrucieństwem jako dziecko, często później pojawiają się u niego zachowania psychopatyczne. Jest na to wiele przykładów.

Mógłby je pan przytoczyć?

Chociażby markiz de Sade. W szkole często wymierzano mu chłostę, a w domu wychowywano go niezwykle srogo. W takim przypadku prawdopodobieństwo, że człowiek sam będzie skory do przysparzania komuś bólu, jest większe.

A jakie inne okoliczności robią z ludzi psychopatów?

Istnieją przyczyny prenatalne. Alkohol czy kokaina w organizmie matki podczas ciąży zwiększają prawdopodobieństwo wystąpienia tzw. alkoholowego zespołu płodowego. Ludzie, którzy na niego cierpią, często zachowują się w sposób agresywny. Istnieją poza tym predyspozycje genetyczne - jak chociażby niski puls. Jest też cały szereg innych fizjologicznych uwarunkowań, które sprzyjają wystąpieniu zachowań psychopatycznych.

A więc zło jest dziedziczne?

To zbytnie uproszczenie. Można powiedzieć: ryzyko wystąpienia zachowań antyspołecznych jest dziedziczne. Prawdopodobieństwo, że u dziecka psychopaty pojawią się analogiczne symptomy jak u ojca, jest większe niż u normalnych rodziców. Jednak nawet tak zwane normalne dzieci mogą wyrosnąć na okrutnych przestępców. Istnieją na przykład określone urazy głowy, wskutek których całkowicie odmienia się osobowość. Weźmy na przykład Danny'ego Starretta, który urodził się w typowej rodzinie z klasy średniej. Dobrzy rodzice, pełna harmonia. Aż do momentu, kiedy Danny w wieku sześciu lat spada na głowę z huśtawki, wskutek czego dochodzi do uszkodzenia mózgu. Kiedy Starrett dorósł, był hiperseksualny, jak opętany oglądał pornosy. Ożenił się i miał córkę, ale też zgwałcił ponad tuzin kobiet, a jednej z nich strzelił w głowę i z jej zwłokami umieszczonymi obok siebie w samochodzie objeżdżał okolicę.

Geny, trudne dzieciństwo, wypadek. Czy każdy człowiek może przeistoczyć się w mordercę?

Nie. To znaczy wszyscy potrafilibyśmy zabić - na przykład w obronie własnej. Ale to nie jest morderstwo. Kto dorasta w harmonijnej rodzinie, nie ma złych genów i nie spada na głowę, ten wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie stanie się mordercą. Podkreślam: na pojawienie się zachowań agresywnych najbardziej wpływa doświadczenie ich na własnej skórze w dzieciństwie.

Jakie podobieństwa istnieją między takimi brutalnymi sprawcami. Czy można stworzyć jakiś wspólny profil?

W przypadkach, w których seksualność jest istotnym czynnikiem, przestępca jest zwykle mężczyzną w wieku od 25 do 45 lat, w dziesięciu procentach przypadków - homoseksualistą, w 60 procentach - pochodzi z niższych warstw społecznych, w 16 procentach przypadków jest adoptowany. Często ma zachwianą osobowość, wykazuje antyspołeczne zachowania, był młodocianym przestępcą i żyje w izolacji.

Dlaczego gorsi są mężczyźni?

Są bardziej agresywni, to uwarunkowane genetycznie. Ale istnieją także kobiety, takie jak choćby Teresa Knorr. Była ona chorobliwie zazdrosna o swoje córki, bo były od niej młodsze i piękniejsze. Z tego względu karmiła je tonami makaronu z serem, żeby utyły - ale to jeszcze był ten "miły aspekt" jej działalności. Później jedną córkę spaliła, a drugą zastrzeliła. Pojawiają się też przykłady par - takich jak Ian Brady i Mira Hindley, którzy w latach 60. w Anglii zamordowali pięcioro dzieci. Ich krzyki nagrywali na taśmy i wykorzystywali do stymulacji seksualnej. Dużo gorzej się już nie da.

W filmach seryjni mordercy są zwykle osobami inteligentnymi. Czołowy przykład to Hannibal Lecter z "Milczenia owiec".

IQ seryjnych morderców jest bardzo zróżnicowane. Ale faktycznie pojawiają się tacy, których IQ sięga 120. Ted Bundy, który zamordował i pociął na kawałki 28 kobiet, studiował prawo. John Wayne Gacy, który zgwałcił 33 mężczyzn, zabił ich i zakopał na terenie swojej posesji, uchodził za dobrego biznesmena.

Jaki był najbardziej szokujący przypadek, z jakim miał pan do czynienia?

Kanibal z Montany, Nathaniel Bar-Jonah, urodzony w pobliżu Bostonu, homoseksualista. Jako chłopak ważył 150 kg i już w szkole zabił swojego kolegę z klasy. Będąc nastolatkiem, przebrał się za policjanta i zgwałcił dwóch chłopców. Bar-Jonah spędził 14 lat w więzieniu w Bostonie, po czym wypuszczono go na wolność na podstawie wątpliwego orzeczenia psychiatrycznego. Mężczyzna udał się do Montany, przebrał się za policjanta i znowu zgwałcił jakiegoś chłopaka. Tym razem jednak ugotował swoją ofiarę i ją zjadł. Czego nie udało mu się zjeść, oddał swoim sąsiadom, mówiąc, że to sarnina. Pod jego werandą znaleziono więcej kości, a w mieszkaniu zamknięte na kłódkę pamiętniki i przepisy na potrawkę z ludzkiego mięsa.

Dlaczego musiał zjadać swoje ofiary?

Ciężko powiedzieć. Badałem biografie 34 kanibali, ich motywy były bardzo zróżnicowane. W przypadku Armina Meiwesa, niemieckiego kanibala z Rothenburga, powody były jednoznaczne. Kiedy zmarła jego dominująca matka, z którą miał bardzo bliską, emocjonalną relację, Armin zaczął szukać sobie ofiar przez internet. Sigmund Freud w swoim dziele "Żałoba i melancholia" mówi o potrzebie "wchłonięcia" zmarłej osoby, która była nam bardzo bliska. Oczywiście w sensie symbolicznym. Nie potrafimy rozstać się, oddać tego kogoś po prostu ziemi - stąd stypa, wielkie przyjęcie bezpośrednio po pogrzebie. W przypadku Meiwesa zjedzenie ofiary stanowiło symboliczne wchłonięcie zmarłej matki. To był symboliczny ekwiwalent.

Czy ludzi takich jak kanibal z Montany warto poddawać terapii?

Nie.

A po czym poznać, że kogoś można jeszcze wyleczyć?

Clarę Harris, która przejechała męża mercedesem, można poddać terapii. Ona wykazała skruchę. Jeśli brak jest jakiegokolwiek poczucia winy i żalu, terapeuta nic już nie pomoże.

Co należałoby robić z ludźmi takimi jak kanibal Bar-Jonah?

Zamknąć na całe życie. Są zbyt niebez­pieczni.

A jakie jest pańskie zdanie na temat kary śmierci?

Po Bar-Jonahu nie uroniłbym nawet jednej łzy. Nie jestem w stu procentach przeciwnikiem kary śmierci, jednak również nie jestem w stanie jej z przekonaniem poprzeć. Jeśli istnieje chociaż cień niepewności co do czynu bądź osoby - jestem jej przeciwny.

Czy w ciągu ostatnich lat liczba seryjnych morderców wzrosła?

Brak jest dokładnych statystyk. Pewne jest jedynie to, że liczba seryjnych morderstw o podłożu seksualnym stale wzrasta od lat sześćdziesiątych.

Dlaczego?

Moja teoria jest taka: od czasu narodzin ruchu feministycznego, od kiedy kobiety wywalczyły sobie większą wolność i łatwiej mogą się rozwodzić, coraz więcej sfrustrowanych seksualnie mężczyzn siedzi samotnie w domu. Kompensują swoją utraconą władzę i dominację tym, że reagują agresywnie i brutalnie traktują kobiety.

Czy w tej chwili jacyś seryjni mordercy żyją spokojnie na wolności?

Oczywiście.

Ilu?

W Stanach przynajmniej z pół tuzina - dokładnie nie wiadomo. Może więcej.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj