Nowe szaleństwo ogarnia Amerykę: biegi po schodach
Zaczęły się schody
Zawodowi maratończycy, przekonani, że bieganie po schodach to bułka z masłem, padają w okolicach 43 piętra, wijąc się w bolesnych skurczach. USA ogarnia szaleństwo wbiegania na drapacze chmur.

Męczarnie, jakie jesteśmy w stanie znieść, aby utrzymać się w formie czy trochę rozerwać, są często zaskakujące, ale nie ma bardziej wymagającego pod względem wytrzymałościowym sportu niż wbieganie na wieżowce. Dyscyplina ta jest dziecinnie prosta: biegnie się do góry po schodach i albo dociera na sam szczyt, albo pada ze zmęczenia. Oczywiście zwycięzcą tej ekstremalnej zabawy zostaje ten, kto najszybciej pokona tysiące schodków. Mimo że przyjemność płynącą z wbiegania na najwyższe budynki świata można porównać z płukaniem gardła rozżarzoną lawą, to - o dziwo - jest to jedna z najprężniej rozwijających się dyscyplin sportu na świecie. Szczególnie dużo zawodów odbywa się w Stanach Zjednoczonych, przy czym najważniejsze z nich to wspinaczka biegiem na US Bank Tower w Los Angeles, Sears Tower w Chicago i Empire State Building w Nowym Jorku. Nowa dyscyplina przyjęła się też w Europie (z wyjątkiem Wielkiej Brytanii), Azji i Ameryce Południowej.

 

To wcale nie jest przyjemne

Elitę biegaczy po schodach tworzą - jak się można spodziewać - wyjątkowo oryginalne jednostki. Jest wśród nich 55-letni Kurt Hess, który dzierży światowy rekord wysokości (w ciągu 24 godzin wspiął się na budynki o łącznej wysokości 30 tys. metrów) i trenuje po 12 godzin dziennie, ale tylko w weekendy. Ed McCall, broker z sukcesami, tak polubił bieganie po schodach, że zaraził nim swoich nastoletnich synów: teraz cała trójka łączy pracę i naukę z uczestnictwem w zawodach organizowanych na całym świecie. Jest jeszcze Tim Van Orden, który czuje się w obowiązku bić kolejne rekordy, by pokazać wszystkim (za pośrednictwem swej strony internetowej runningraw.com), że można to robić, będąc na ścisłej wegańskiej diecie.

Motywy, dla których zawodnicy ci zainteresowali się tym sportem, bywają różne, wspólne dla nich wszystkich pozostaje za to jedno doświadczenie: niesamowity ból. - To wcale nie jest przyjemne - mówi Ed McCall, a jego syn Colin dodaje: Po pierwszym biegu zwymiotowałem do kosza na śmieci. Wszyscy przybili mi potem piątkę. Pomyślcie sobie o najbardziej bolesnej rzeczy, jaka was spotkała w życiu, i pomnóżcie to przez dziesięć, a będziecie mieć wyobrażenie, czym jest bieganie po schodach.

Większość amatorów tej dyscypliny odkryła ją przypadkiem. - Na jesieni 2006 roku przygotowywałem się do występów z reprezentacją USA w bieganiu po górach - wspomina Van Orden. - W tamtym czasie był to najcięższy sport. Niestety doznałem kontuzji kolana i musiałem pauzować przez kilka miesięcy. Zacząłem biegać po schodach, gdy się okazało, że nie szkodzi to mojej kontuzjowanej nodze. Kolega powiedział mi o zawodach w Bank Tower w Los Angeles i zachęcał, żebym spróbował. Wystartowałem i zająłem trzecie miejsce. Nigdy w życiu nie czułem takiego bólu, ale połknąłem haczyk.

Oczywiście nie każdy osiąga taki sukces w pierwszym starcie. Weterani nowej dyscypliny opowiadają sobie historie o maratończykach przekonanych, że bieganie po schodach będzie dla nich bułką z masłem. Większość z nich pada na 43 piętrze, wijąc się w bolesnych skurczach.

Jedną z nielicznych klasycznych biegaczek, która święci triumfy, wbiegając na najwyższe budynki, jest Austriaczka Andrea Mayr, aktualna rekordzistka tego kraju na dystansie trzech tysięcy metrów z przeszkodami. Mayr kilka razy wygrała już zawody Empire State Run Up i najbardziej prestiżowy bieg Tajpej 101. Austriacka lekkoatletka ma nadzieję, że bieganie po schodach to świetny trening wytrzymałościowy, który pozwoli jej zakwalifikować się na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Ale nawet ona - doświadczona zawodnicza - narzeka na ból towarzyszący uprawianiu tego sportu. - Już w połowie dystansu nogi są bardzo zmęczone, pod koniec mięśnie palą żywym ogniem. To naprawdę bardzo ciężka konkurencja.

- Można by sądzić, że uprawianie tej dyscypliny wiązać się musi z licznymi kontuzjami, ale tak nie jest - zapewnia Susan Brown wykładająca biomechanikę na Napier University. - Bieganie po schodach to dobre ćwiczenie poprawiające wydolność układu krążenia, siłę mięśni i wytrzymałość. Biegając po schodach, zawodnik przenosi masę swego ciała zarówno w płaszczyźnie horyzontalnej, jak i pionowej. Przeciwstawia się sile grawitacji, co powoduje większe zużycie energii. A im trudniejsze ćwiczenie, tym lepszy efekt treningowy.

Zawodnicy biegający po schodach często pomagają sobie rękami, podciągając się na poręczach. Dzięki temu ćwiczą też górne partie mięśni. - Gdy się zastanowić, sportowcy od dawna stosują w treningu bieganie po schodach, wystarczy wspomnieć o piłkarzach uprawiających przebieżki po schodkach trybun stadionu. Nawet Balboa biegał po schodach (chodzi o pamiętną scenę na schodach Muzeum Sztuki w Filadelfii z  pierwszego filmu „Rocky") - podkreśla Brown.

Śladem Rocky'ego

Rocky wyglądał na wycieńczonego, gdy pokonał 65 stopni filadelfijskiego muzeum. Większość wieżowców godnych wzmianki, na które wbiegają zawodnicy, ma około 1,5 tys. schodów.

Brown nie zgadza się też z opinią, że bieganie po schodach bardzo obciąża organizm sportowca: Kontuzje zdarzają się wtedy, gdy mamy do czynienia z siłami działającymi w kierunkach, które nie odpowiadają naturalnym ruchom ciała człowieka. Jeśli chodzi jednak o wspinanie się po schodach, to jesteśmy doskonale do tego przygotowani. Dodatkowe obciążenie stawów kolanowych i biodrowych nie jest na tyle duże, by ciało sobie z nim nie poradziło, chyba że utrudniają to nabyte w przeszłości schorzenia. Brown ma jednak kilka rad dla amatorów biegania po schodach. - Trzeba zwracać uwagę, by stawiać całą stopę na stopniu i chronić w ten sposób ścięgno Achillesa przed naciągnięciem. Nie należy też zbiegać po schodach, bo ryzyko upadku i związanych z nim obrażeń nie równoważy potencjalnych korzyści. Coraz większe zmęczenie podwyższa też ryzyko potknięcia się i uszkodzenia zębów lub nosa. Podobnie jak z wszystkimi dyscyplinami sportu należy zaczynać powoli, pokonując naraz tylko jeden stopień. Po sześciu tygodniach treningów można spróbować wspinać się co dwa schodki, potem zwiększyć tempo, a na końcu dorzucić jeszcze pas z obciążeniem - mówi.

Entuzjasta nowej dyscypliny David Snyder twierdzi na swojej stronie internetowej stairclimbingsport.com, że na schodach spala się dwa razy więcej kalorii niż w przypadku innych form aktywności ruchowej. Na razie jednak tezy tej nie potwierdzają żadne badania naukowe. Powszechnie uważa się, że wspinając się po schodach, spalamy przez godzinę około 500-600 kalorii, pokonując zaś schody biegiem - około 1000 (zależy to też od wagi zawodnika).

Kiedy więc następnym razem w biurze wysiądzie winda, zamiast wzdychać i narzekać, potraktujmy to jako szansę na poprawę naszej kondycji.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj