szukaj
Prezydent Kaczyński odmawia podpisania traktatu
Co po polskim weto?
Irlandzka bakteria atakuje kolejne państwa Europy.

 

Na dobry początek francuskiego przewodnictwa w Unii Europejskiej prezydent Kaczyński rzucił prezydentowi Sarkozemu sporą kłodę pod nogi. Po irlandzkim "nie" i odłożeniu traktatu na sądową półkę w Czechach i w Niemczech, odmowa jego podpisania przez prezydenta Polski to kolejne poważne wyzwanie dla planów szybkiej ratyfikacji.

Dwóch nieznośnych Wschodnich Europejczyków

Zwolennicy Traktatu Lizbońskiego martwią się, że odmowa prezydenta Kaczyńskiego zachęci rząd czeski do takiej samej postawy. Decyzję polskiego prezydenta poparł od razu eurosceoptyczny Czech Vaclav Klaus: uważa opinię Kaczńskiego za "rozsądną i bardzo bliską własnej". Z kolei Vondra, wicepremier odpowiedzialny za politykę europejską w czeskim rządzie, w wypowiedzi Kaczyńskiego widzi jedynie ruch taktyczny, który trzeba umieścić w kontekście węwnętrznych polskich dyskusji. I tyle.

W reakcji na rewelacje z Warszawy komunikat Paryża dla całej Wschodniej Europy (która jest zwolennikiem dalszego rozszerzenia Unii o kraje bałkańskie i byłe republiki sowieckie) jest taki: żadne nowe kraje nie zostaną do bloku przyjęte, jeśli Traktat Lizboński nie przejdzie. Komentarze z Pałacu Elizejskiego zawierały także stwierdzenia, że kraje europejskie mogą zmierzać w kierunku pełnej integracji w różnym tempie - coś, co większość ekspertów uważa za niewykonalne. Francuski minister spraw zagranicznych Bernard Kouchner powiedział także, że koniec końców Czesi zostaną przekonani: jeśli sami będą pod sobą dołki kopać, to rozpoczną prezydenturę w Unii (w styczniu przyszłego roku) jako kraj izolowany od reszty.

Wyższy urzędnik francuski poinformował, że w tej sytuacji celem październikowego szczytu EU będzie przygotowanie drogi ewakuacji i takie pokierowanie Irlandią - w zamian za pewne polityczne bonusy, prawdopodobnie stały fotel w Komisji Europejskiej - by przeprowadziła drugie referendum. Inni liczą na to, że Irlandia przestraszy się zsyłki na europejskie peryferia i przestanie ociągać się z ratyfikacją. Izolowanie Irlandii może okazać się jedynym ratunkiem dla dokumentu.

Irlandzka bakteria

Bomba z Warszawy to test dla talentów Sarkozego, pisze The Guardian. Polska i czeska opozycja świadczą o tym, że jego strategia izolowania Irlandii rozpada się, a irlandzka bakteria zaatakowała kolejne państwa. Sarko nie pozwoli parze nieznośnych Wschodnich Europejczyków stanąć mu na przeszkodzie w realizacji swoich archaicznych planów budowy federacji rodem z lat 50., uzupełnionych o zwiększone wsparcie dla rolnictwa, zewnętrzny protekcjonizm i militarną integrację, komentuje Daniel Hannan, poseł brytyjskich konserwatystów i dziennikarz Daily Telegraph.

Niemcy, które są mózgiem operacji "Traktat Lizboński", bardzo chcą dokument uratować, pisze The Guardian. Kanclerz Merkel jest oddanym orędownikiem europejskiej integracji i w niedawnym wywiadzie dla niemieckiej gazety Bild twierdziła, że traktat uczyni unię bardziej demokratyczną i otworzy więcej możliwości wszystkim krajom członkowskim. Dlatego kanclerz zrobi wszystko co w jej mocy, by pchnąć proces ratyfikacji do przodu - wespół z Francją u steru Unii i mimo odmowy polskiego prezydenta.

Kaczyński powiedział: po irlandzkim "nie" proces ratyfikacji traktatu to strata czasu.

 

Ale to tylko wymówka, zauważa Voice of Russia. Warszawa od dawna była niezadowolona z procesu decyzyjnego w Unii. Większość wschodnio- i środkowoeuropejskich krajów wie, że ich zachodni sąsiedzi nie obawiają się potęgi Rosji tak jak oni. Kaczyński nie widzi więc w Unii obrońcy przed wschodnim sąsiadem (widzi go raczej w Stanach Zjednoczonych) i chce mieć pewność, że Polska utrzyma w bloku pozycję pozwalającą na modyfikowanie i formowanie polityki dotyczącej nie tylko samej Unii, ale też jej stosunków z Rosją.

"Coś jest nie tak. Coś jest całkiem nie tak."

Prezydent Sarkozy przyznał w wywiadzie dla francuskiej stacji telewizyjnej France 3 (jak donosi BBC), że "Europa martwi ludzi" i, co gorsza, ludzie coraz częściej pytają, czy mimo wszystko państwo na poziomie narodowym nie dba lepiej o ich interesy niż Unia? "Takie myślenie to krok wstecz", ocenił.

Niemiecka prasa wzywa Brukselę do zrobienia postoju i posłuchania, co obywatele Europy mają do powiedzenia. Bruksela musi przyjąć do wiadomości, że coraz więcej Europejczyków jest wobec projektu Unii podejrzliwych, pisze Der Spiegel, który zamieszcza przegląd opinii głównych niemieckich gazet.

 

Dziennik gospodarczy Handelsblatt pisze na przykład: "Podstawowy problem procesu unifikacji europejskiej leży w tym, że głębsza integracja, której chcą rządy i parlamenty, osłabia państwa narodowe i kreuje nowe problemy: referenda w mniejszych krajach, kaprysy polityków takich jak polski prezydent, wyroki sędziów, którzy w coraz ciaśniej ze sobą powiązanym świecie ciągle opierają się na starych strukturach narodowych. Wszyscy oni blokują demokratyczną Unię zdolną do radzenia sobie z problemami przyszłości".

Lewicujący Berliner Zeitung z kolei pisze: "Uparcie forsując proces integracji Bruksela ryzykuje utwierdzenie w Europejczykach przekonania, że "ci na górze" wymuszają ją na zwykłych ludziach, i że karze im się głosować tyle razy, aż rezultat będzie odpowiadał rządzącym. Europejscy politycy powinni przestać zachowywać się jakby nie było alternatywy dla Traktatu Lizbońskiego. Ci, którzy chcą, by Unia Europejska miała przyszłość, powinni przestać zmieniać ludzi i zamiast tego zmienić politykę".

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj