Sarkozy zmienia konstytucję
Prawie jak król
To krok w kierunku VI Republiki.

W poniedziałek francuski Kongres gromadzący w pałacu wersalskim parlamentarzystów i senatorów V Republiki dokonał zmiany konstytucji Francji. Notabene to właśnie dlatego nie było nikogo z Francji na pogrzebie prof. Bronisława Geremka. Większością zaledwie jednego głosu wzmocniono polityczną rolę zarówno prezydenta, jak i parlamentu - kosztem funkcji premiera.

Konstytucja V Republiki została skrojona na miartę generała de Gaulle'a. Więcej, generał sam ją skroił na swoją miare. Każda jej zmiana wymaga 3/5 głosów Kongresu, czyli połączonych obu izb Parlamentu - Zgromadzenia Narodowego i Senatu. Zdobycie takiej większości jest nie lada sztuką.

Ten majstersztyk właśnie udał sie Nicolasowi Sarkozy'emu. W dodatku głos, który przeważył szalę należy do socjalisty Jacka Langa. Lang zasiadał w komisji przygotowującej obecną reformę. Choć jego partia opowiedziała się przeciw, Lang nie miał wyboru - złożył swój podpis pod projektem. Musiał oddać głos za (we francuskim parlamencie nie ma dyscypliny partyjnej) i tak też uczynił.

Socjaliści byli przeciwko reformie tylko dlatego, że zgłosił ją Sarkozy. Wcześniej podobne zmiany chciał wprowadzić socjalistyczny prezydent François Mitterrand. Bał się jednak, że nie zdoła przekonać opozycji. Socjaliści wpadli więc w pułapkę zastawioną przez obecnego prezydenta - okazali się wrogami swych własnych dawnych pomysłów.

Reforma zmienia niewiele z punktu widzenia zwykłego Francuza. Otwiera możliwość zorganizowania referendum ze wspólnej inicjatywy elektoratu i parlamentarztów oraz uznaje języki lokalne (np. baskijski, bretoński, kataloński) za spuściznę narodową.

Z politycznego punktu widzenia najważniejsze jest jednak równoczesne wzmocnienie roli Parlamentu (uzyskał on np. możliwość ingerencji w niektóre nominacje prezydenckie), jak i samego prezydenta. Ten ostatni będzie mógł zwoływać Kongres i wygłaszać przed posłami i senatorami mowy programowe. Od XIX wieku do 21 lipca 2008 prezydent Francji miał formalny zakaz pokazywania się w Parlamencie i Senacie. Choć archaiczny, zakaz ten nie został dotąd nigdy złamany.

Pojawienie się prezydenta przed Kongresem jest wielkim novum. Podnosi ono jego rangę, nadając mu wręcz monarszy przywilej, albowiem prezydent prezentuje swój punkt widzenia i... opuszcza salę obrad. Dyskusja będzie się więc toczyć pod jego nieobecność.

Za zmiany te najwięcej zapłaci premier. Skoro prezydent osobiście będzie mógł przemawiać do parlamentarzystów, to funkcja premiera, który do tej pory był łącznikiem między Parlamentem, prezydentem i wykonawcą ich woli, traci na znaczeniu. Szybko może okazać się, że w takim systemie premier będzie zbędny, jeśli prezydent sam zechce pokierować pracą rządu.

Dlatego zmiany te zmierzają prostą drogą w kierunku nowego systemu politycznego Francji. Po obecnej noweli konstytucji waga przechyla się znacznie na korzyść prerogatyw prezydenckich. Coraz bardziej prawdopodobne staje się przejście z czasem do VI Republiki z czysto prezydenckim systemem rządów, bez premiera. Nie na darmo Nicolas Sarkozy wzoruje się na USA.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj