szukaj
O co gra Rosja w Gruzji?
Rosja wstaje z kolan
Prawdziwą stawką w wojnie Moskwy z Tbilisi jest międzynarodowa pozycja Rosji i przyszły układ sił na Kaukazie, a być może i w całej Azji Centralnej - zgodnie twierdzą rosyjskie media.
Czy Rosja mogła uniknąć konfliktu?
Gribiche/Flickr CC by SA

Czy Rosja mogła uniknąć konfliktu?

Gruzińska wojna albo całkowicie utrwali rozpad ZSRR, albo wyznaczy nowy okres w historii - podkreśla powiązany z niemieckim Handelsblatt, internetowy dziennik rbcdaily.ru. "Trzeba iść do końca, zniszczyć pasy startowe na wszystkich lotniskach, włączając cywilne, wszystkie kluczowe węzły kolejowe, wyłączyć Gruzji gaz i prąd, którego 70 proc. dostaje z położonej w Abchazji elektrowni Inguri, całkowicie zniszczyć porty w Poti, Batumi, naftociągi, linie kolejowe do Azerbejdżanu i Turcji" - przekonują wojskowi eksperci na łamach portalu. Ich zdaniem pomoże to szybko rzucić Gruzję na kolana i zrealizować wojskowo-polityczne cele Moskwy.

Rosja musi zakończyć wojnę w korzystny dla siebie sposób. Po pierwsze, nie dopuścić do utworzenia w Gruzji kontyngentu międzynarodowego. Po drugie zaś, pozbyć się Saakaszwilego - twierdzi Agencja Politycznych Nowości apn.ru. To popularny portal analityczny, stworzony przez rosyjski Instytutu Strategii Narodowej. Optymalnym dla Kremla wariantem zakończenia wojny jest siłowe obalenie rządu Saakaszwilego, ustanowienie w Osetii Południowej i Abchazji "stref bezpieczeństwa", do których nie miałyby wstępu wojska gruzińskie, rozbrojenie armii Gruzji do niezbędnego minimum i redukcja jej wojskowego budżetu, pisze apn.ru

Moskwa coraz głośniej domaga się niepodległości dla Osetii i Abchazji, coraz częściej w korytarzach Dumy mówi się też o włączeniu ich w skład Federacji Rosyjskiej. Oczywiście, najpierw Rosjanie musieliby osadzić w Tbilisi sprzyjający sobie rząd, który nie sprzeciwi się proklamowaniu niepodległości przez te prowincje. Analitycy zdają sobie sprawę, że tak długo, jak w Tbilisi rządzi Saakaszwili, o uznaniu niepodległości nie może być mowy. Gruzini już zapowiedzieli, że traktują Osetię i Abchazję jak terytoria okupowane, i będą o nie walczyć, dopóki ostatni okupant nie opuści tych ziem.

 Koniec fazy militarnej

Tymczasem Rosja zainteresowana jest szybkim zakończeniem militarnej fazy konfliktu. Nie może sobie pozwolić na wciągnięcie swoich wojsk w długotrwałą wojnę w górach (jaką prowadziła np. w Afganistanie), przekonuje informacyjna agencja Rosbałt. Zdaniem agencji, uwikłanie Rosji w partyzanckie działania w górach wpłynie nie tylko na sytuację w Osetii, ale również w sąsiedniej, sprzyjającej Moskwie, Armenii. Kraj ten już dziś cierpi z powodu blokady, nałożonej przez sąsiadujące Turcję i Azerbejdżan. W praktyce jest uzależniony od tranzytu przez Gruzję. Długotrwała wojna będzie Armenię "dusić" i osłabiać gospodarczo, a to z kolei sprowokuje Azerbejdżan do próby zbrojnego rozwiązania kwestii Górnego Karabachu, przewiduje rosbalt.ru.

"W Baku dobrze rozumieją, że tak korzystne rozdanie kart, jak obecnie, zdarza się tylko raz. Wysokie ceny ropy pozwoliły zmodernizować i wyposażyć azerbejdżańską armię, Moskwa zaangażowała się w konflikt z Gruzją, a USA cicho popierają Saakaszwilego. Azerbejdżan chyba nie przegapi tego momentu" - przewiduje agencja, zwracając jednocześnie uwagę, że wojna armeńsko-azerska zmusi Kreml do zaangażowania się w kolejny konflikt w południowej części Kaukazu. Może to z kolei wpłynąć na sytuację w północnokaukaskich republikach: Dagestanie i Inguszetii, a także w środkowoazjatyckiej Dolinie Fergany.

Scenariusz nie do przyjęcia

Jeśli cały Kaukaz i Azja Centralna staną się areną walk, prawdopodobnie dojdzie do wprowadzenia tam międzynarodowych sił pokojowych. W praktyce - jak podkreślają rosyjskie media - będą to głównie siły NATO, a taki scenariusz jest dla Rosji nie do przyjęcia, wyeliminuje ją bowiem z dotychczasowej strefy wpływów. Agencja Rosbałt zwraca też uwagę, że konsekwencją takiego rozwoju wypadków będzie stopniowe przechodzenie pod kontrolę amerykańską rejonu kaspijskiego z jego zapasami ropy i gazu. Już teraz Waszyngton ma wpływ i na stolicę bogatego w ropę Kazachstanu - Astanę, i na Aszchabad (Turkmenistan). Jeśli pod Baku pojawi się amerykańska, wojskowa baza morska, jego wpływy jeszcze bardziej się wzmocnią. Wtedy nic nie stanie na przeszkodzie, by z pominięciem Rosji budować transkaspijski gazociąg i rurociągi z kaspijską ropą, ubolewa agencja.

Rosjanie obawiają się też, że umocnienie w rejonie kaspijskim pozwoliłoby Ameryce "zajść od tyłu" Iran i zapobiec utworzeniu korytarza transportowego północ-południe, który ma połączyć Rosję, Iran i Indie.

Rosyjskie media zgodnie twierdzą, że zbrojna akcja Gruzinów w Osetii była inspirowana przez Waszyngton lub przynajmniej wspierana przez USA. APN mówi nawet o pierwszej wojnie rosyjsko-amerykańskiej, w której Stany Zjednoczone zdecydowały się na siłowe uderzenie w "miękkie podbrzusze" Rosji na Kaukazie. Komentarze w mediach nie pozostawiają wątpliwości o przekonaniu Rosjan, że akcja w Osetii Południowej była atakiem na Rosję. "Nie będziemy się oszukiwać prawną przynależnością Południowej Osetii do Gruzji. Faktyczna kontrola w rejonie już od 15 lat należy do Rosji", pisze apn.ru.

Zgodnie z tą logiką, wchodząc do Osetii Południowej, Gruzini weszli na terytorium Rosji. I jak przekonuje agencja: "Rosja nie mogła nie odpowiedzieć, bo okazałaby słabość i pokazała innym, że można na nią gwizdać. A nastroje separatystyczne w innych regionach Kaukazu nasiliłyby się".

Syndrom bałkański

Uważana za niezależną „Niezavisimaja Gazieta” zauważa, że polityczne koszty, jakie Rosja poniesie w wyniku operacji gruzińskiej, mogą być duże. Wchodząc zbrojnie do Gruzji, Moskwa zdecydowała się na operację wojenną w granicach obcego państwa, będącego sojusznikiem USA, i to przy braku jakiegokolwiek poparcia międzynarodowego. "Moskwa nie może nie zauważyć, że mimo niejednoznacznego stosunku do reżimu Saakaszwilego, świat stanął po stronie Gruzji. Co więcej, łatwo można było przewidzieć tę reakcję."

Zdaniem Niezavisimej, część moskiewskich elit, ogarnięta "syndromem bałkańskim" po ogłoszeniu niezależności Kosowa, uznała za możliwe wzmocnienie pozycji Rosji w południowym Kaukazie. Jednak proklamowanie niezależności Kosowa nie miało odczuwalnych skutków w zakresie bezpieczeństwa na samych Bałkanach, komentuje gazeta. Stacjonujące tam siły, przede wszystkim NATO, które kontrolowały sytuację od 1999 roku, nie musiały obawiać się groźby starcia z armią serbską lub próbami anulowania ich mandatu. W przypadku Osetii sytuacja wygląda inaczej.

Czy Rosja mogła uniknąć konfliktu? - zastanawia się Niezavisimaja i odpowiada: mogła, za cenę ograniczenia własnej roli na Kaukazie i wzmocnienia tam wpływów Zachodu, podczas gdy zbliżenie Gruzji z NATO trwałoby nadal.

Również serwis gazeta.ru jest zdania, że Rosja mogła tej wojny uniknąć, gdyby naprawdę chciała. Jednak „zmuszanie Gruzji do pokoju na jej własnym terytorium" dobrze wpisuje się w przytoczoną przez dziennik gorzką anegdotę: Rosja wstała z kolan i przystąpiła do drugiego etapu planu Pupina - rzucenia na kolana reszty świata.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj