Europejskie reakcje na wybór Obamy
Obama i Europa
Zarówno politycy, jak i mieszkańcy Europy mają wielkie nadzieje związane z Obamą. Tak wielkie, że z pewnością się rozczarują, uważają sceptycy.
Na ulicach Waszyngtonu młodzi ludzie cieszą się ze zwycięstwa Obamy.
Andrew Feinberg/Flickr CC by SA

Na ulicach Waszyngtonu młodzi ludzie cieszą się ze zwycięstwa Obamy.

Witamy w rodzinie

Światowi przywódcy nie zwlekali ani chwili z gratulacjami dla nowego prezydenta Ameryki: od kanclerz Merkel, prezydenta Sarkozego, premiera Browna, przewodniczącego Komisji Europejskiej Barosso, po prezydenta Afganistanu i premiera Japonii - wszyscy wyrażają nadzieję na współpracę lepszą niż z panem W. Bushem. „Ameryko, witamy ponownie w społeczności narodów", pisze The Guardian w komentarzu redakcyjnym. „Osiem lat katastrofalnej polityki zagranicznej wszystkim nam wystarczy". W europejskiej prasie nastroje są podniosłe. Wszyscy zdają sobie sprawę, że nadchodzi szansa na historyczną zmianę.

Europejski koncert życzeń

Kanclerz Merkel ma nadzieję, że czasy amerykańskiej samowoli właśnie się skończyły. Za Obamy będzie wolno otwarcie szukać nowych partnerów. „Stany Zjednoczone powinny konsultować ważne decyzje ze swoimi sojusznikami", życzyłby sobie Karsten Voigt, koordynator ds. współpracy niemiecko-amerykańskiej przy niemieckim MSZ. Omid Nouripour, Irańczyk reprezentujący niemiecką partię Zielonych w Bundestagu pisze „Kochany panie prezydencie, bardzo proszę nie bombardować Iranu". „Obama musi dotrzymać obietnicy i odwołać wojnę z terrorem", wzywa Jonathan Steel w The Guardian i uznać, że terroryzm to technika, a nie ideologia. „Liczę na to, że Obama pomoże stworzyć nowy porządek finansowy", dołącza się do chóru Ann Pettifor, współtwórczyni Jubilee 2000, światowej kampanii na rzecz anulowania długów trzeciego świata. Kraje z największą liczbą ubogich, jak Chiny, Indie i Południowa Afryka, nie powinny już udostępniać swoich rezerw na pożyczki Ameryce za pół darmo.

Niebieski Transatlantyk

„Wszyscy oczekujemy od naszego idola, że zakończy wojnę w Iraku, zacznie się rozbrajać, przeprowadzi reformę służby zdrowia, siądzie z Putinem do stołu, namówi Chiny i Indie do cięć emisji gazów cieplarnianych, podpisze protokół z Kyoto, pozbędzie się Talibów z Afganistanu, zawrze układ z Iranem, złapie Osamę i zakończy konflikt palestyńsko-izraelski". To wszystko ma oczywiście być przeprowadzone w ścisłej współpracy z rządami europejskimi, najlepiej w ciągu pierwszych dni prezydentury.
W prasie niemieckiej radość miesza się z rezerwą. Tak, Europa chce, żeby USA podpisały wreszcie Kyoto. Chce, żeby zamknęli Guantanamo. Ale jeśli ktoś wierzy, że to wszystko możliwe, musi być chyba z Marsa.

Głosując na Obamę Amerykanie nie stali się nagle państwem Unii Europejskiej, przypomina Volker Perthes, szef berlińskiego Instytutu Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa (SWP). Pewne kwestie sporne pozostaną nierozwiązane. Ameryka i Europa coraz bardziej różnią się w sprawie traktowania Rosji. Nie będzie też miesiąca miodowego dla pacyfistów: jeśli Obama rzeczywiście poprosi Unię o wsparcie wojskowe w Afganistanie, Europa będzie się ociągać, przewiduje Ulrike Guérot z Niemieckiego Funduszu Marshalla.

Nowa era ludzkości

Obama nie rozwiąże wszystkich problemów świata, pisze Michael Tomasky dla brytyjskiego The Guardian. Dolary nie zaczną spadać z nieba, nie nastąpi nowa era ludzkości. Wszyscy i tak będziemy musieli płacić rachunki. Ale jednego można się po Obamie spodziewać: będzie przestrzegał konwencji genewskich i skończy z teorią o niepodzielnej władzy wykonawczej prezydenta.
 
Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy Merkel lubi Obamę i czy Obama lubi Merkel. Nie wiadomo też wcale kto jest lepszy: McCain czy Obama, studzi entuzjazm Christopher Meyer, były ambasador brytyjski w Waszyngtonie w brytyjskim Telegraph. Nie ma znaczenia, bo Ameryka i tak będzie działać we własnym interesie narodowym. I eks-ambasador proponuje Brytyjczykom test: zamiast nazywać brytyjsko-amerykańskie stosunki „specjalnymi", należy zadać sobie cztery pytania: Czy Ameryka jest najważniejszym partnerem USA? Absolutnie. Czy to znaczy, że ich interesy są takie same? Absolutnie nie. Czy powinniśmy bronić naszych interesów, kiedy są sprzeczne? Absolutnie. Czy kłótnie z USA od czasu do czasu bardzo zaszkodzą? Absolutnie nie.
 
The Times wylicza na dzień dobry wszystkie obietnice Obamy, których prezydent raczej nie spełni, a Financial Times informuje, że korporacyjna Ameryka zwiera  już szeregi przeciwko „socjalistycznym" pomysłom nowego prezydenta.
 

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj