Książę Karol
Książę na lonży
Książę Karol kończy 60 lat. Spędził je ucząc się zawodu, wykonywanego w jednym egzemplarzu na świecie: brytyjskiego monarchy.

Czytaj także

W tym biznesie nie można sobie pozwolić na to, by zostać więdnącym fiołkiem - tak tłumaczył Karolowi stosunki monarchii z mediami jego ukochany wuj lord Mountbatten. Zalecał on Karolowi studiowanie życia księcia Windsoru (tego od pani Simpson, wyklętego i zmuszonego do rezygnacji z korony). „Nie wyobrażaj sobie, że jak się staniesz, jak on, gwiazdą królewską, to lud brytyjski zawsze cię będzie popierał". Zdaniem Mountbattena, zabitego potem przez bombę podłożoną przez IRA, monarchia wprawdzie nie przeżyłaby bez rozgłosu, ale musi „służyć krajowi i wykonywać swoją pracę". Najwyraźniej Karol słuchał wuja Dickiego od najmłodszych lat i starał się dobrze przygotowywać do roli. Dla przykładu, tytuł księcia Walii (tradycyjny tytuł następców tronu) potraktował poważnie i przez pewien czas studiował walijski, choć jego poprzednicy nigdy się tym nie interesowali.

Od początku dbał, by podobać się ojcu, który skierował go marynarki wojennej zgodnie z tradycją rodzinną. Jego służba wojskowa nie była tylko teatralnym przedstawieniem. Karol nawet dowodził okrętem, choć admiralicja obsadziła jednostkę doborową załogą z doświadczonym dowódcą - dublerem, by następcy tronu nie stało się nic złego. Wielu zresztą uważało, że przyszły monarcha i tak szuka zbyt niebezpiecznych specjalności i sportów. Karol miał dobre wyniki jako nurek głębinowy, spadochroniarz, pilot, jeździec i żeglarz. W Anglii, gdzie od dawna nie ma obowiązkowej służby wojskowej, Karol był nieoficjalną reklamą punktów zaciągu armii, młody książę - idol rekrutów.

Biografowie 60-letniego dziś mężczyzny - często uważanego za oryginała, samotnika i dziwaka, a sławnego głównie przez małżeństwo z medialną i tragiczną postacią, Dianą - dociekają psychologiczno-rodzinnej skazy jego osobowości. Karol był chłopcem wyjątkowo skromnym i uprzejmym jak na swój wiek i środowisko. „Sam zawsze nieskazitelny w obejściu, oczekiwał od innych, że będą mu się odwzajemniać tym samym. Brak ogłady (szczególnie u polityków i urzędników) doprowadzał go do skrywanej furii; nieprędko wybaczał urazy" - pisał biograf Jonathan Dimbleby.

Mocny w koniu

Ale łagodność okazuje się cienką politurą, bo arystokracja jest chłodna, może nawet okrutna. Doświadczył tego dawniej jego ojciec, książę Filip, małżonek królowej. Filip był Grekiem z rodziny królewskiej wygnanej z Grecji po przegranej wojnie z Turcją (1920-1922), rodziny bardzo zubożałej. Po ślubie z Elżbietą dwór angielski traktował go z „lekceważeniem, graniczącym z pogardą".

Są teorie, które kryzysy małżeńskie rodziny panującej (a rozwodzili się wszyscy, którzy zawarli małżeństwo:
Karol, następca tronu, jego siostra Anna, jego brat Andrzej) przypisują surowości domu, w tym i oschłej matki. Ta oschłość miała być wywołana nieprzychylnym nastawieniem angielskiej arystokracji do parweniusza z pomniejszego domu królewskiego. Filip, wiecznie atakowany, musiał się odcinać. „Zdobył sobie reputację szydercy i gbura, jeśli był arogancki i niecierpliwy, to może tak musiało być" - ocenia znawca dworu Dimbleby.

 Książę Filip zapewne uważał, że synowi przyda się w życiu dużo szorstkości i że choć uprzywilejowany, powinien wyposażyć się we własny pancerz. Karol powierzany był niańkom, kierowany do szkół z internatem - w tym do Gordonstoun, skopiowanej z niemieckiego wzoru Hohenzollernów („dla stworzenia liderów, którzy nigdy nie dopuszczą do upokarzającej klęski"), także i do Australii, gdzie najczęściej był przedmiotem szyderstw i nękania; cytowany bywa rozpaczliwy w tonie list do rodziców, który napisał z jednej ze szkół. Jednak nie zabrano go stamtąd.

Młodość następcy tronu przypada na lata rewolucji seksualnej, a w każdym razie tej rozkosznej, nowej swobody, którą zapewnił wynalazek pigułki antykoncepcyjnej. Przemiana obyczajów staje się bardziej widoczna, gdyż media stopniowo tracą rewerencję w stosunku do rodziny królewskiej i tropią romanse książąt, co dawniej było nie do pomyślenia. Karol, wierny radom Mountbattena, stara się obracać w tych sprawach w kręgu tylko odpowiednich kobiet; trudno dziś powiedzieć, dlaczego nie oświadczył się w młodości swej dzisiejszej żonie Camilli. Może za długo zwlekał z decyzją. Camilla wyszła za mąż za późniejszego generała Parker-Bowlesa. 

Karolowi polecono młodą, nietkniętą - co wedle ówczesnych poglądów establishmentu było równie ważnym wymogiem co przynależność do arystokracji i Kościoła anglikańskiego - a nadto urodziwą dziewczynę, Dianę. Małżeństwo z nią było jaskrawym i smutnym nieporozumieniem, przez lata niewidocznym dla opinii publicznej.

Diana, która z trudem przebrnęła przez szkołę podstawową, nie bardzo wiedziała, jak sobie wypełnić czas, nie umiała się wtłoczyć w sztywne rygory dworu, nie starała się też podzielać żadnych zainteresowań ani rozrywek Karola, w gruncie rzeczy uciekali od siebie przy każdej okazji. Karol zawsze podkreślał, iż nie jest człowiekiem miasta, że kocha wieś i spokojne, dawne angielskie życie, a Diana, 12 lat od niego młodsza, chciała imprezować. Szybko zaczęła szukać pocieszenia u innych mężczyzn, znajdując sobie usprawiedliwienie w tym, iż Karol wznowił intymną znajomość z Camillą. Co gorsza, partnerzy Diany, przeważnie typy bawidamków, nie byli dla niej wystarczającym oparciem psychicznym i nie zapewnili takiej równowagi, która uchroniłaby ją przed huśtawką emocjonalną czy częstymi napadami histerii.

Rozwód, a potem pogrzeb Diany, ujawnił w Anglii dwa skonfliktowane światy. Płacząca większość, zakochana w „księżnej ludzkich serc", uważała, że rodzina królewska skrzywdziła Dianę, szczerą, prostą i niewinną dziewczynę, chorą na bulimię, cierpiącą z powodu zdrad męża, chłodu i samotności w rodzinie i małżeństwie. Milcząca początkowo, bardziej elitarna mniejszość uważała, iż Diana była wyborem fatalnym, niezbyt lotną histeryczką, osobą psychicznie niezrównoważoną, przy tym płochą, bez jakichkolwiek poważniejszych zainteresowań i bez pomysłu na życie.

Chętnie przypisuje się arystokracji niskie loty. Rozpieszczeni przez los, uwolnieni od znoju codzienności - trwonią pieniądze na głupstwa. Największy autorytet w tej dziedzinie, prof. David Cannadine z Uniwersytetu Kolumbia, całą królewską rodzinę krytykuje za brak intelektualnych ambicji i napisał, że sama monarchia prowadzi życie puste i próżniacze! Próżniacze? To raczej odmienny, tak dziś modny lifestyle.

W Sandringham w hrabstwie Norfolk (jedna z czterech siedzib rodziny królewskiej) zajmowano się głównie strzelaniem, okolica obfituje w kaczki. Natomiast w Windsorze, wielkim zamczysku pod Londynem - prym wiodły konie. Królowa jeszcze przed koronacją zajmowała się hodowlą, jej konie wygrywały prestiżowe gonitwy. Karol był jednym z najlepszych na świecie graczy w polo (to dyscyplina trudna i kosztowna), jej córkę Annę uwieczniła piosenka polska, obsesyjnie koncentrując się na „upadku z konia", choć Anna była w światowej czołówce, a jej mąż zdobył złoty medal olimpijski. Jeszcze w latach 50. trudno było znaleźć dzieci arystokratów nie jeżdżące konno. Kiedy Karolowi, jeszcze w młodości, ktoś zasugerował, żeby zrezygnował z polo na rzecz sportu, który zbliżyłby go do ludu, książę odparł, że nie mógłby żyć bez polo.

Macho i mistyk

Jeszcze do niedawna w Wielkiej Brytanii uważano (na serio), iż kształcenie młodych książąt jest zbytecznym i niefortunnym przedsięwzięciem, może w obawie, że szersze horyzonty tej grupy i ich szkolne przyjaźnie wzbudzą ambicje rządzenia, których nie można pogodzić z monarchią konstytucyjną. Karol jest pierwszym w historii następcą tronu posłanym do zwykłej szkoły, ale też pierwszym za pamięci współczesnej, który na serio zainteresował się światem i polityką społeczną. Los zetknął go z afrykanerskim pisarzem i filozofem Laurensem van der Postem, któremu kilku znawców przypisuje rolę duchowego ojca księcia-filozofa. W każdym razie Karol zaczął wygłaszać obszerne i skomplikowane wykłady, otwierające obrady rozmaitych szacownych gremiów w kraju, pisywać listy i memoriały. „Myślę, że jesteśmy operą mydlaną" - powiedział o sobie i roli całej monarchii znanemu autorowi Jeremiemu Paxmanowi. Ten uznał tę wypowiedź za zrozumiałą frustrację człowieka, który „spędził większość dorosłego życia w oczekiwaniu na śmierć w rodzinie, zanim podejmie rolę, do której, jak mu mówiono, był zawsze szykowany".

Ale opera mydlana nie służy Karolowi ani opinii o nim. Paxman słusznie pisze, że poza rzadkimi wydarzeniami, jak koronacje, królewskie śluby i państwowe pogrzeby, publiczne życie królów i królowych musi być przeraźliwie nudne. Niemniej ta rola należy do pasjonujących zagadnień ustrojowych. Wiadomo, że korona jest politycznie ubezwłasnowolniona: królowa odczytuje napisane jej słowa, podróżuje według planów rządu, nie powinna komentować żadnych wydarzeń politycznych i - jak to pięknie ujmuje fraza konstytucyjna - działa wyłącznie „za radą swoich ministrów". Ba, nawet najintymniejszą sferą życia, wyborem małżonka, rządzi „Ustawa o małżeństwach monarszych" (z 1772 r.), której praktyczny skutek jest taki, że kandydaci muszą być zaakceptowani przez rząd.

Królowa żyje więc w niewoli. Natomiast książę Walii, następca tronu, ma nieporównanie większą swobodę, może robić - w granicach rozsądku - co chce, lecz za to żyje w wiecznej poczekalni. Co ambitniejsi niecierpliwili się i spiskowali. Biedny książę Rudolf, ten od wielkiej miłości z Marią, przyjaźnił się z ówczesnym księciem Walii i nieustannie go wypytywał, jak znosi polityczną bezczynność. Z Karolem jest inaczej. Choć znaczy mniej od monarchy, to może więcej. Czy rzeczywiście nastąpiła w nim przemiana z macho w mistyka, czy dojrzał i wydoroślał? W każdym razie ułożył sobie pewien filozoficzny system, w którym nacisk kładzie na poprawę państwa, a zwłaszcza wyglądu miast, na szkoły z programem bardziej wymagającym, na konieczność większej refleksji nad życiem.

Ambitny tak jak matka - która choć stanowi opokę chwiejącej się monarchii, to całe życie interesowała się jedynie końmi, a jedyne momenty ekscytacji, jakie zarejestrowała kamera, dotyczą wygranych na wyścigach - Karol rozwinął jednak całą gamę zainteresowań. Kiedy do władzy po epoce pani Thatcher doszli wreszcie laburzyści - wiecznie oczekujący książę nie stronił od zdecydowanej krytyki establishmentu politycznego. Karol zaczął pisać listy do ministrów, nie tylko z sugestiami, lecz i napomnieniami. Karol, jak się wydaje, hołubi zdroworozsądkowe poglądy prostego Anglika i nie kieruje się żadnym cynizmem, lecz jego inicjatywy lądują na ogół źle.

Przed siedmioma laty książę zainicjował Szkołę Letnią dla nauczycieli, by przedyskutować treści kształcenia na Wyspach. Bardzo chwalebnie. Ale jego komentarze, żeby nie ulegać modzie i nowinkom, na przykład, by nie uczyć pisania esemesów, a powrócić do historii, tradycji - wielu intelektualistów odebrało jako amatorskie wstecznictwo, zwłaszcza kiedy książę w 2004 r. zakwestionował rządowy plan powiększenia odsetka młodzieży z wykształceniem wyższym.

Trafić w jajo

Przy innej okazji książę - który prowadzi ekologiczne gospodarstwo ogrodnicze i żywo dyskutuje ze swoimi ogrodnikami - publicznie zaatakował uprawy genetycznie modyfikowane, ostrzegając, że sprawy poszły w złym kierunku i kraj czeka katastrofa ekologiczna. „Jeśli to katastrofa, to proszę przedstawić dowody" - tak energicznie zaprotestował Phil Woolas, minister ochrony środowiska, oskarżając księcia o lekceważenie potrzeb najbiedniejszych krajów, dla których uprawy genetycznie modyfikowane mogą być ratunkiem przed głodem.

Trzy lata temu książę wziął udział w popularnym programie religijnym BBC, w którym bardzo spokojnie zaapelował do rodaków, by przyhamowali codzienną gonitwę, chwalił powolniejsze tempo życia na północy Szkocji, bo akurat był (każdy tydzień sierpnia tak spędza) na zamku Mey, posiadłości zmarłej Królowej Matki. W uwadze o spokoju, jaki daje religia, i potępieniu zgiełku nie było nic zdrożnego. Podobnie jak w wystąpieniu na jednym ze zjazdów architektów o szaleństwie nowej architektury, która proponuje „ohydne karbunkuły wieżowców" w sielskim krajobrazie Londynu. Mimo to książę ciągle był krytykowany.

Z jego autoryzowanej biografii wyłania się „obraz poważnego, choć nierozumianego przez innych człowieka, pełnego ekscentrycznych, twórczych ideałów i pomysłów". Za to lewicowa prasa kpi niemiłosiernie z amatorskiej, nie popartej studiami humanistycznymi, chaotycznej i przypadkowej filozofii społecznej księcia, który całkiem niepotrzebnie ma zdanie na każdy temat.

„Jego poglądy reprezentuje bardzo niewielki krąg utrzymujących konie właścicieli ziemskich, których styl życia wyznaczają przywileje i którzy zawsze protestowali przeciw ingerencji rządu i biurokracji", dodajmy w tym i takiej ingerencji, która miała ograniczyć te przywileje - pisze znawca Anglii Anthony Simpson. Nie brak takich, którzy uważają, że ze względu na pozycję księcia jego uwagi publiczne zyskują szkodliwą, nadmierną wagę w postmodernistycznym społeczeństwie, w wolnej grze poglądów. Inni wreszcie martwią się o redefinicję roli monarchy: „Płacimy komuś, by mu wyciskał pastę na szczoteczkę do zębów..., a on trzymał się z dala od polityki. Taki jest deal" - oświadczył wzburzony poseł laburzystowski Stephen Pound.

O tym wyciskaniu pasty przez służącego to podobno prawda. Tak zaręcza sam Paxman, który również podał - zdementowaną przez dwór - informację, że służba podaje księciu osiem jajek na miękko, oznaczonych kolejnymi liczbami, by następca tronu mógł utrafić w taką konsystencję, jaką lubi. Ma prawo do takich fanaberii. Natomiast, rzeczywiście, mądrość brytyjskiej konstytucji zakłada, że monarcha nie ma poglądów i dlatego dla wszystkich może pozostać symbolem jedności narodowej.

Karol, przyszły król, też będzie się musiał temu podporządkować.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij