szukaj
Konflikt indyjsko-pakistański rozlał się w mediach
Teorie prasowe
W indyjskich i pakistańskich mediach wojna już się zaczęła.
Fot. Nomad Tales, Flickr, CC by SA
Nomad Tales/Flickr CC by SA

Fot. Nomad Tales, Flickr, CC by SA

Ataki w Mumbaju zepchnęły Indie i Pakistan, dwa skłócone państwa nuklearne, na skraj konfliktu. Armie jeszcze nie walczą, ale w indyjskich i pakistańskich mediach wojna już się zaczęła. 

Winny: Pakistan  

Hindusi „instynktownie" oskarżają Pakistan o zorganizowanie ataków, piszą zachodnie media. Mają ku temu istotne powody: już wcześniej za wieloma zamachami w Indiach prawdopodobnie stał Pakistan.

The Times of India ogłasza: „Nazwijmy wroga po imieniu. To Pakistan. Większość światowego terroru, nie tylko tego, który uderza w Indie, pochodzi właśnie stamtąd". The Hindustan Times donosi: „wszyscy zabici terroryści pochodzą z Pakistanu", a The Hindu twierdzi, że czytało email z Pakistanu, w którym sprawcy przyznają się do winy. The Indian Express publikuje informację, że podsłuchano 11 rozmów telefonicznych dwóch terrorystów z głównym autorem zamachów, Pakistańczykiem z Karaczi o imieniu Amir. W ciągu następnych dni media indyjskie obszernie pisały o pakistańskich powiązaniach. Dwóch anonimowych oficerów indyjskiego wywiadu powiedziało Reutersowi, że jedyny pozostały przy życiu zamachowiec był szkolony przez pakistańską organizację zbrojną Lashkar-e-Taiba, która zasłynęła z walk w indyjskim Kaszmirze.

Rzecznik grupy zadzwonił później do biura jednego z kanałów pakistańskiej telewizji, żeby zdementować te twierdzenia.

Trupy w szafie

Pakistan broni się przed oskarżeniami, które, jak twierdzi, oparte są na informacjach z anonimowych źródeł i na pochopnych spekulacjach. Premier, prezydent i minister spraw zagranicznych Pakistanu wspólnie rozpoczęli dyplomatyczną ofensywę, obdzwaniając zachodnie stolice, by przekonać je, że rząd Pakistanu nie ma nic wspólnego z tragedią w Mumbaju. „Nawet jeśli stoją za tym bojownicy z Lashkar-e-Taiba, to z kim myślicie, że walczymy?", apeluje prezydent Asif Zardari w Financial Times. Atak na hotel Marriott, zabójstwo Benazir Bhutto - czy to nie wystarczy, by przekonać wszystkich, że Pakistan ma problem z terroryzmem, a nie że go wspiera? Nie można nie zauważyć wysiłków, jakie włożył wojnę z terrorem: to już niemal 1000 poległych żołnierzy, którzy próbują „zszyć" dziurawą granice z Afganistanem, przez którą przedostają się bojownicy.

„Pakistan jest nerwowy, bo strategiczne partnerstwo Indii i USA szybko się zacieśnia", tłumaczą postronnym zachodni komentatorzy. Islamabad chciałby, żeby Stany Zjednoczone prowadziły bardziej „zrównoważoną politykę w Południowej Azji". To znaczy: nie chce zwycięstwa w pojęciu NATO. Chce przede wszystkim spokoju na granicy z Afganistanem, gdzie nie może wspierać konfliktu kosztem własnej stabilności, tłumaczy pakistański punkt widzenia Bronwen Maddox z Times Online. Dodaje jednak, że „Pakistan i USA są przecież w stałym kontakcie, a USA ściga wielu terrorystów, których śmierci życzy sobie także pakistański rząd". Ale muszą brać pod uwagę pakistańskie nastroje.

Tymczasem pakistańska prasa i telewizja „bombardują" Indie, a czasem i Amerykanów. Zamiast wskazywać palcem na Pakistan, Indie powinny pozbyć się kościotrupów z własnej szafy, ripostują Pakistańczycy. Czyż wiele nie wskazuje na to, że Indie dopuściły do wydarzeń w Mumbaju? Przecież Amerykanie ostrzegali ich dwa razy o możliwości ataku od strony morza. Uprzedzał o tym także indyjski minister spraw wewnętrznych Shivrav Patel (który po zamachu podał się do dymisji). Ale Indie nie reagowały na raporty o przygotowaniach zamachu, a indyjska policja i straż przybrzeżna zaprzeczają, że otrzymały jakiekolwiek informacje, które dałyby podstawę do działania.

W skrajnej wersji argument pakistański brzmi: jeśli Pakistan jest odpowiedzialny za 9/11, w co należy wątpić, to za sabotaż w Pakistanie odpowiedzialne są wywiady Indii, Izraela i Afganistanu - w dużo większym stopniu niż sami pakistańscy bojownicy. Pakistan nie nagłaśniał posiadanych dowodów w obawie o kruchy proces pokojowy, który się rozpoczął . Globalni gracze chyba nie zdają sobie sprawy, że zarówno wcześniejsze akty terroru (a wśród nich ostatni), jak i cała ta gra w oskarżenia najbardziej dotkną Bliski Wschód i Południową Azję, a nie Zachód i Europę.

Tylko w trójkącie


Więc kto tu kłamie, zastanawia się prasa. Nie spekulujmy, wzywają inni. Tylko część z opisanych „faktów" to rzeczywiście fakty, część to hipotezy, a reszta - teorie spiskowe. Nikt poważny przecież się nie spodziewa, że Indie i Pakistan rozpoczną wojnę i popsują styczniową ceremonię inauguracyjną Obamy.

Rząd Pakistanu wprawdzie grozi, że jeśli w konflikcie na słowa nastąpi eskalacja, to przesunie wojska z granicy afgańskiej na zachodzie (gdzie walczą z afgańskimi i rodzimymi bojownikami) na obszar Kaszmiru (gdzie tli się konflikt z Indiami). Jednak Condoleezza Rice bagatelizuje napięcie: „Oba kraje mają wspólnego wroga - ekstremistów, którzy w każdym wydaniu zagrażają zarówno Pakistanowi, jak i Indiom". Barack Obama wziął pakistańskie groźby na poważnie i zapowiedział, że konflikt rozwiąże, przekonując Indie, że Kaszmir to nie sprawa między New Delhi a Islamabadem.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj