szukaj
Korporacje farmaceutyczne walczą o Trzeci Świat
Wyścig po zdrowie
Gigant farmaceutyczny GlaxoSmithKline zaskoczył wszystkich: po latach bojów o niższe ceny leków dla trzeciego świata, ogłosił nagle, że obniży ceny leków w 50 najuboższych krajach świata, a 20 proc. zysków z tych rynków przeznaczy na budowę szpitali. Wyraz poczucia korporacyjnej odpowiedzialności społecznej? Czy działanie we własnym interesie?
Adam (adamjinj)/Flickr CC by SA

Andrew Witty, nowy szef GSK, jest świadom, że posunięcie nie zjedna mu przyjaciół w branży. Uznał jednak, że nadszedł czas na kluczową zmianę podejścia do zdrowia ludzi w biednych krajach. „Pracujemy jak wariaci, żeby wymyślić następny super lek przeznaczony dla krajów rozwiniętych, ale moglibyśmy zrobić coś także dla krajów rozwijających się. Czy pracujemy nad tym dość ciężko?", pyta - i odpowiada sam sobie: „Myślę, że wielkie globalne koncerny powinny wykazać się bardziej zrównoważonym światopoglądem niż jedynie krótkoterminowy zysk". Dlatego z 43 mln dolarów rocznego dochodu, który GSK generuje w najmniej rozwiniętych krajach, 1,5 do 2,5 mln będzie teraz reinwestowane w szpitale, kliniki i personel medyczny.

Największy przełom polega jednak na czym innym. Po raz pierwszy wielka firma farmaceutyczna zdecydowała się podzielić swoją opatentowaną wiedzą. Witty chce, by naukowcy z innych firm, NGO i rządy skomasowały wiedzę na temat zaniedbanych chorób tropikalnych. Chronione prawami własności intelektualnej związki i procesy chemiczne, które mogą pomóc w opracowaniu nowych leków m.in. na malarię, żółtaczkę, astmę (ale nie AIDS) będą teraz dostępne dla szerszego grona naukowców.

„Uprawomocniając koncepcję pooli patentowych Witty wpływa na nowe wody", chwali Rohit Malpani z Oxfam. „Poole istniały jako idea, ale żadna firma nie zrobiła nic w kierunku jej realizacji. To wielki krok naprzód w wyścigu na szczyt, a nie na dno".

Święta krowa

Posunięcie GSK jest o tyle zaskakujące, że patenty były do tej pory świętą krową przemysłu farmaceutycznego. A także kością niezgody między wielką farmacją a krajami produkującymi leki generyczne - tańsze zamienniki ich zachodnich wersji. Międzynarodowe firmy farmaceutyczne przez lata blokowały import odtwórczych leków przeciwko AIDS do najuboższych krajów, twierdząc, że chronią to, co w świetle prawa jest ich własnością - niestety kosztem życia ludzi. Tymczasem indyjski przemysł farmaceutyczny w najlepsze kopiował zachodnie leki i mimo sprzeciwów eksportował ich tańsze wersje za granicę.

W 2001 r. indyjski producent leków generycznych, Cipla, zaczął sprzedawać kombinację trzech lekarstw przeciw AIDS za 350 dolarów rocznie (cena kuracji jednego pacjenta), rozpoczynając tym samym wojnę cenową z wielkimi korporacjami farmaceutycznymi. Do kampanii dołączyli działacze i rządy krajów zmagających się z epidemią AIDS. W rezultacie w latach 2004-2007 leki przeciwretrowirusiowe staniały o 30-64 proc. do 87 dolarów. Dziś Indie są największym na świecie eksporterem generycznych leków hamujących postępy AIDS do krajów najuboższych i tych o średnim dochodzie.

W tej wojnie patentowej firmy farmaceutyczne straciły twarz. Szersza publiczność miała okazję zniechęcić się do nich na dobre pod wpływem filmu „Wierny ogrodnik" z 2005 r., który przedstawiał wielką farmację w bardzo złym świetle. „Egzekwowanie własności intelektualnej to czasem morderstwo", stwierdza wprost The Guardian. „Dlatego to pokrzepiająca wiadomość, że nowy szef GSK uznał w końcu, że patenty muszą opierać się na fundamentach etycznych".

W decyzji Witty'ego niektórzy zauważają także element działania w interesie własnym. Od Pekinu po Brazylię, kraje rozwijające się rosną w siłę i trudno spodziewać się, że nadal będą godzić się z obowiązującym systemem patentowym, ocenia The Guardian. Udostępniając część zastrzeżonej wiedzy GSK po prostu przygotowuje się do gry według nowych reguł. A przy okazji - owszem - ratuje ludzkie istnienia.

Raz, dwa, trzy moje

Przedsmak nowych reguł gry dają doniesienia z Indii, które rozpoczęły niespotykaną, jak na kraj rozwijający się, kampanię. Zaczęło się do tego, że indyjscy naukowcy zauważyli alarmujący trend: bio-poszukiwacze z zagranicy zaczęli przywłaszczać sobie prawo do naturalnych leków stosowanych w tradycyjnej indyjskiej medycynie. Urzędnicy w Delhi znaleźli w rejestrach 5 tys. patentów wartych 150 mln dolarów na „rośliny lecznicze i tradycyjne sposoby leczenia", z których ponad 2 tys. dotyczyło indyjskiej medycyny. Niektórzy zaklepali sobie nawet na własność pozycje jogi, która stała się miliardowym biznesem poza Indiami.

Indie postanowiły działać i dać wszystkim jasno do zrozumienia, że joga nie powstała w San Francisco. Rozpoczęto licencjonowanie znanych od tysiącleci lokalnych sposobów terapii, które od teraz mają być per dekret dobrem publicznym. „Zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego korporacje międzynarodowe wydają miliony dolarów na patentowanie tradycyjnych leków, które według opinii wielu lobby w Europie są całkiem nieskuteczne?", opowiada Vinod Kumar Gupta, szef Traditional Knowledge Digital Library, instytucji powołanej do katalogowania tradycyjnych indyjskich sposobów leczenia. Lista zawiera już 200 tys. pozycji, szczegółowo tłumaczonych ze starożytnych tekstów.

Okazuje się, że w tradycyjnej medycynie tkwi wielki potencjał i majątek. Koszt i czas opracowania leku, który ma być hitem rynkowym, to kwota rzędu 15 mld dolarów i 15 lat wdrażania, tłumaczy Gupta. Ochrona patentowa wygasa po 20 latach. Firma farmaceutyczna ma więc tylko 5 lat na zwrot nakładów. Ale jeśli wyizoluje aktywny składnik z naturalnego lekarstwa, zamiast lat badań wystarczą testy i marketing. Tradycyjna medycyna może się więc okazać początkiem nowej ery tanich leków.

Wyścig po zdrowie

Zarówno Indie, jak i wielka farmacja chcą zapewnić w niej sobie miejsce. Rynek indyjski, nawet jeśli trudny, jest za duży, by go ignorować. Druga największa na świecie populacja bogaci się i zaczyna zapadać na choroby cywilizacyjne, takie jak cukrzyca, choroby serca i rak. Zapotrzebowanie na nowoczesne leki musi rosnąć. Firma konsultingowa McKinsey szacuje, że wartość indyjskiego rynku farmaceutycznego w 2015 r. wyniesie 20 mld dolarów, plasując Indie na ósmym miejscu pod względem atrakcyjności dla międzynarodowych firm farmaceutycznych.

Niektórzy w Indiach są sceptyczni: „W tempie, w jakim tnie się ceny, nie będzie nas już za 20 lat", przewiduje Yusuf Hamied, szef Cipli. „Innowacyjność nie ocali indyjskiego biznesu leków generycznych, prawa własności intelektualnej zgniotą nas jak śledzie, a rozwój i badania nigdy nie doprowadzą do większego sukcesu". Organizacje takie jak Lekarze bez Granic i Oxfam też nie wydają się hurra-optymistyczne: nowa strategia GlaxoSmithKline ma szanse podkopać przemysł leków generycznych, który z zasady oferuje tańsze lekarstwa niż wielka farmacja - ze względu na niższe koszty produkcji i większą konkurencję między producentami.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj