szukaj
Mołdawskie burdy
Strażnicy ostatniego bastionu
Mołdawia: zamiast pokojowego przewrotu, demonstracja zamieniła się w uliczną burdę.

Niedzielne (5 kwietnia) wybory w Mołdawii wygrali tamtejsi komuniści. Zwyciężyli trzeci raz z rzędu, a w nowym parlamencie powinni zająć aż 60 proc. miejsc. Wynik gwałtownie oprotestowała opozycja, która przy pomocy internetowego serwisu społecznościowego Twitter wyprowadziła na ulice Kiszyniowa ponad 10 tys. młodych ludzi. Zażądała powtórzenia wyborów i zarzuciła prezydentowi Władimirowi Woroninowi rażące fałszerstwa.

Protest miał być nie tylko wezwaniem do gruntownych reform, ale także początkiem antykomunistycznej i prozachodniej rewolucji, podobnej w przebiegu do rewolucji pomarańczowej na sąsiedniej Ukrainie. Tymczasem zamiast pokojowego przewrotu, demonstracja zamieniła się w uliczną burdę. Za cenę jednej ofiary śmiertelnej, kilkuset rannych i aresztowanych oraz zdemolowania parlamentu i biur prezydenta, opozycja wywalczyła zaledwie obietnicę ponownego przeliczenia głosów.

Przy czym od początku występowała na straconej pozycji: na starcie protestu Woronin oskarżył ją o zdradę i próbę przeprowadzenia inspirowanego przez Bukareszt zamachu stanu (rumuńskie zakusy na niezależność Mołdawii to stary mołdawski strach). Co więcej, przeciwnicy prezydenta skrzyknęli się hasłami integracji Mołdawii z Unią Europejską, ale to komuniści już w 2004 r. dopisali bliską współpracę z Brukselą do swojego programu i od tego czasu chętnie przyjmują unijne zalecenia, co tylko dodaje im punktów. Wreszcie, na przekór opozycyjnym zarzutom obserwatorzy OBWE nie potwierdzili poważnych uchybień, które mogły wypaczyć wynik niedzielnych wyborów. Tym samym, jeśli dać wiarę raportowi Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, znów potwierdza się prawidłowość, że ze wszystkich państw Wspólnoty Niepodległych Państw to w Mołdawii wybory są przeprowadzane według najbardziej demokratycznych i przejrzystych reguł.

Malowanym mołdawskim komunistom niegasnącą popularność zapewnia pielęgnowanie nostalgii za czasami, gdy Mołdawia była republiką radziecką. Mołdawianie cenią, że udała im się także względna stabilizacja kraju, mimo ten jest szczególnie kiepskiej kondycji: Mołdawia zmaga się z secesją Naddniestrza, otwiera też europejskie rankingi ubóstwa i korupcji, jej ledwo zipiąca gospodarkę ratują pieniądze przekazywane od robotników pracujących w Rosji. Problemów jest sporo, ale prezydent Woronin i jego towarzysze dobrze wiedzą, że jeszcze długo pozostaną na straży ostatniego komunistycznego bastionu w Europie.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj