Lizbona po raz drugi w Irlandii
Koniec komy
Unia nakłoniła Irlandię do powtórki referendum nad traktatem z Lizbony.

Wbrew wrażeniu, jakie roztoczyły polskie media, to nie o fotel przewodniczącego Parlamentu Europejskiego toczyła się batalia na ostatnim szczycie Unii. O reelekcję walczył szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso i w przeciwieństwie do Jerzego Buzka wrócił z Brukseli z nominacją w kieszeni. Ale najważniejsza decyzja tego szczytu nie miała nic wspólnego z personaliami: Unia nakłoniła Irlandię do powtórki referendum nad traktatem z Lizbony.

Co takiego się zmieniło? W samym traktacie niewiele, za to Irlandczycy, ciężko doświadczeni kryzysem, nie chcą być już hamulcowymi Europy i według ostatnich sondaży są gotowi poprzeć traktat. Aby dać im pretekst do powtórzenia referendum, Unia spisała protokół, w myśl którego nie będzie wtrącać się w irlandzkie podatki, żądać zniesienia zakazu aborcji ani rezygnacji z neutralności wojskowej wyspy.

Jeśli Irlandczycy się tym zadowolą, Unia wyjdzie z czteroletniego kryzysu instytucjonalnego. Niektórzy powiedzą, że żadnego kryzysu nie było, a wspólnota doskonale radziła sobie pod systemem nicejskim. W sensie administracyjnym Unia rzeczywiście działała bez zarzutu, przetrwała nawet upadek czeskiego rządu w środku prezydencji. Ale w sensie politycznym zapadła w komę – seria nieudanych referendów sparaliżowała rozpoczęte projekty, jak rozszerzenie Unii o Turcję, stanowiła też wygodną wymówkę, by nie podejmować nowych wyzwań, jak np. wspólna polityka wobec Rosji.

Przyjęcie traktatu nie oznacza wcale, że Unia nie wpadnie na kolejne rafy. Lata politycznego impasu ujawniły różnice zdań między stolicami, kryzys gospodarczy obudził interesy narodowe. Prawdziwym sprawdzianem nie będzie zatem przyjęcie traktatu z Lizbony, tylko to, jaki Unia zrobi z niego użytek.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj