Śmierć polskiego żołnierza w Afganistanie
Demonstracja siły
Tym razem nie da się już udawać, że w Afganistanie jest spokojnie.

Kapitan Daniel Ambroziński był niewiele młodszy niż ja. Obydwaj mamy żony i dziecko. Łączyło nas pewnie jeszcze jedno - podejście do śmierci. Owszem niektórzy umierają. Najczęściej ci ciężko chorzy, albo starsi. OK, kilku naszych kolegów też już nie żyje, ale to był jakiś nieszczęśliwy wypadek, albo o jedno piwo za dużo. Głupota. Jak jesteś połapany to nic złego ci się nie stanie. Nawet w Afganistanie. Ostatnich trzech naszych żołnierzy zginęło w boju 20 sierpnia zeszłego roku. W lutym zginął chorąży Andrzej Rozmiarek. Ale to był wypadek samochodowy, więc można mówić, że przez prawie rok mieliśmy dużo szczęścia i spokoju. Od wczoraj mamy 10 zabitego na tej misji.
Ci, którzy mają dostęp do mało upublicznianych cyferek z ilością ataków, ostrzałów, podłożonych min pułapek widzieli, że tylko cud oddalał w czasie dzisiejsze łzy. W Afganistanie jest cholernie ciężko i nic nie zapowiada, żeby nagle miało być lżej.

Ostatnia misja, w której brał udział kapitan Ambroziński w żargonie wojskowych nazywana jest „demonstracją siły". Obwieszeni sprzętem żołnierze mają pojawić się tam gdzie wróg czuje się zbyt pewny siebie i pokazać mu, że ten teren wcale nie należy do niego. Okazało się, że przeciwnik również potrafi skutecznie zaprezentować siłę. Nie wiadomo jeszcze do końca jak wyglądały ostatnie chwile życia kapitana Ambrozińskiego. Żołnierze z Afganistanu pocieszają się, że „darmo go nie wzięli".

Z nieoficjalnych informacji wynika, że za kilka dni do Afganistanu wysłani zostaną kolejni polscy żołnierze. Poleci odwód z 25 brygady Kawalerii Powietrznej, tej samej jednostki, w której służył kapitan Ambroziński. Żołnierzy właśnie odwołano z urlopów. Mają cztery dni, żeby pożegnać się z rodzinami. Załatwić swoje sprawy osobiste. 15 czerwca też mieli już lecieć. Ostatecznie decyzji nie podjęto, żeby nie straszyć opinii publicznej. Tym razem nie da się już udawać, że w Afganistanie jest spokojnie. W sobotę będą już pewnie lecieli walczyć. Jeden z ich przełożonych zapytał mnie „jaki jest sens wysyłać ich na 5-6 dni przed planowanymi na 20 sierpnia wyborami. Przecież nawet nie zdążą się zorientować, co i jak?". Odpowiedź jest chyba jedna - demonstracja siły. 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj