G20 w Pittsburghu
Yes, we can?
Politycy mają zająć się okiełznaniem wynagrodzeń w sektorze finansowym i zrównoważeniem światowej gospodarki.

To będzie już trzeci zlot G20 od wybuchu kryzysu. Jeszcze w Waszyngtonie (listopad 2008 r.) politycy obiecywali całościową reformę systemu finansowego, ale pierwszy szczyt przypadł na bezkrólewie po wyborach w USA. W Londynie (kwiecień 2009 r.) wielkim sukcesem okrzyknięto dokapitalizowanie MFW, bo światowi przywódcy byli zbyt przerażeni recesją, by skupić się na długofalowym myśleniu. W Pittsburghu ma być inaczej: Barack Obama chce zamknąć spotkanie konkretnymi ustaleniami.

Na stole leżą dwie kwestie: okiełznanie wynagrodzeń w sektorze finansowym i zrównoważenie światowej gospodarki. Obie patologie leżą u źródeł kryzysu – astronomiczne premie zachęcały bankierów do karkołomnych inwestycji, a hodowla niezdrowych deficytów i nadwyżek zdeformowała relacje gospodarcze między krajami. Połączenie jednego z drugim o mało nie skończyło się powtórką Wielkiego Kryzysu, nic więc dziwnego, że politycy chcą wyciągnąć konsekwencje. Ale czy wyciągną?

W pierwszej kwestii Europejczycy nie zgadzają się z Amerykanami. Unia chce globalnego mechanizmu kontroli nad premiami, a nawet ustalenia limitów wynagrodzeń. USA nie chcą o nich słyszeć. Mimo to w kwestii premii G20 raczej dojdzie do porozumienia, choć nie wiadomo jak skutecznego.

Znacznie trudniej będzie o kompromis w drugiej kwestii. Tutaj Ameryka spiera się z Chinami, nawołując je, by po 30 latach zarabiania na amerykańskich konsumentach zaczęły inwestować także we własnych. Chińczycy nie chcą zmieniać swojego modelu gospodarczego, obawiają się, że Amerykanie spychają na nich odpowiedzialność za kryzys. Poza tym są wściekli na Obamę za nałożenie ceł na chińskie opony, dlatego od G20 oczekują ponownego potępienia protekcjonizmu.

Do sukcesu w Pittsburghu potrzebne będą ustępstwa po wszystkich stronach. Europejczycy muszą spuścić z tonu w sprawie premii, by Amerykanie mogli z kolei złagodzić swoje żądania wobec Chin, a te spełniły choć część stawianych im oczekiwań. To ostatni moment na znaczącą reformę światowej gospodarki, bo im dalej od upadku Lehman Brothers, tym większa wśród polityków pokusa, by niczego nie zmieniać. Bankierzy wypłacają sobie już takie same premie jak przed kryzysem.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj