Na tropie reżysera
Polański vs. Ameryka
Upór, z jakim amerykański wymiar sprawiedliwości tropi Romana Polańskiego z kontynentalnego punktu widzenia może wydawać się niezrozumiały.

Chodzi wszak o sprawę sprzed ponad 30 lat. Okoliczności czynu, którego miał dopuścić się reżyser, są niejasne (nie wiadomo m.in., czy Polański był świadom,w jakim wieku jest dziewczyna, z którą obcował podczas feralnej party w domu Jacka Nicholsona). A równocześnie już wtedy wiele kontrowersji budziło zachowanie sędziego, który prowadził postępowanie.

Jednak historia ta kolejny raz pokazuje specyfikę anglosaskiego podejścia do prawa, na którą składają się, prócz precedensowego charakteru, także  kluczowa rola regulacji obowiązujących w poszczególnych stanach oraz mocna pozycja i duża swoboda działania aparatu ścigania - z prokuraturą na czele.

System ten znany jest z wielu dziwactw w postaci choćby powoływania się przed sądami na lokalne regulacje sięgające czasów pierwszych osadników czy też nader skomplikowanych układów zawieranych przed sądem podczas procesu. Ma też na koncie rozmaite skandale, a to o podłożu kulturowym (zwłaszcza rasowym), a to wynikających z pozycji majątkowej i społecznej stron czy ich koneksji politycznych. Praktyka dowodzi zresztą, że względy te mogą raz działać na korzyść, a innym razem na niekorzyść poszczególnych uczestników postępowania. Wiele zależy od miejsca, w którym się ono toczy, zainteresowania opinii publicznej itd.

Prokuratorzy okręgowi z Los Angeles postawili sobie za punkt honoru doprowadzić znanego reżysera przed sąd, choć równie dobrze mogli odłożyć ten przypadek ad acta. Taki już urok - wedle jednych, a feler - wedle innych systemu prawnego Stanów Zjednoczonych.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj