Co się działo w sztabach? Relacje i wypowiedzi polityków
PiS
Polityka

PiS

.Nowoczesna Ryszarda Petru
Mateusz Marchwicki/Polityka

.Nowoczesna Ryszarda Petru

Szejnfeld przypomniał o dwóch niepowtarzalnych zjawiskach z ostatniego ćwierćwiecza: Platforma dwukrotnie wygrała wybory i tworzyła rząd. – Dziś mamy nowe zjawisko, jakaś partia wygrała wybory, uzyskując bezwzględną większość. O tym i my marzyliśmy. Zobaczymy, co PiS zrobi z tą odpowiedzialnością – dodał.

Najciekawsze przed nami – stwierdziła Małgorzata Kidawa-Błońska, wychodząc z wieczoru wyborczego. Nie było szampana ani bankietu, budynek opustoszał w ciągu godziny.

Nowoczesna

– Trochę jesteśmy zestresowani, ale będzie dobrze – dodawali sobie otuchy działacze .Nowoczesnej zebrani przed wejściem do warszawskiego Space Clubu, gdzie odbywał się wieczór wyborczy. Słychać było głosy, że każdy wynik ponad próg wyborczy byłby sukcesem, bo „jak na partię, która istnieje pół roku, to i tak będzie dobrze”.

– To jest bardzo duży sukces, chyba pierwszy po 1989 roku, żeby udało się oddolnie w tak krótkim czasie zbudować tak silną partię i wejść z takim wynikiem do parlamentu – mówi Adam Kądziela, najmłodszy kandydat na posła w Nowoczesnej.

Na pytanie o działalność w parlamencie i pierwsze wyzwania stojące przed partią Ryszard Petru (wtórowali mu Adam Kądziela i Krzysztof Mieszkowski, jedynka na liście wrocławskiej) odpowiada: – Przede wszystkim działalność na rzecz wolności gospodarczej, prostsze podatki, kierunek proeuropejski i neutralność światopoglądowa.

W tłumie dało się usłyszeć, że po wygranej PiS „jedyne, co można zrobić, to patrzeć tej władzy na ręce, kontrolować ją na każdym kroku i informować społeczeństwo o następstwach działań większości parlamentarnej i rządu”.

Zjednoczona Lewica

Atmosfera w sztabie Zjednoczonej Lewicy była nieco przygnębiająca. Większość obecnych na sali już wiedziała, że partia nie przekroczy progu wyborczego, choć jeszcze kilka godzin wcześniej była nadzieja na lepszy wynik.

W kuluarowych rozmowach słychać było głosy, że część winy ponosi za to partia Razem, która odebrała koalicji lewicowych wyborców. Słychać też było narzekania na media, które nie chciały promować mniejszych partii, oraz na emocjonalne i spontaniczne decyzje wyborców. Wygłoszone ze sceny motto Barbary Nowackiej, że „jeszcze będzie przepięknie”, nie napawało przesadnym optymizmem. Mimo że większość osób deklarowała utrzymanie koalicyjnej współpracy, gdzieniegdzie przebijały się tony pesymistyczne, wskazujące na to, że trwałość dotychczasowej koalicji stoi pod znakiem zapytania.

Słychać też było głosy, że to partia Ryszarda Petru zabrała lewicy wszystko – oprócz pojęcia „świeckie państwo”. Główni działacze partii nie byli chętni do udzielania wywiadów przed kamerami. Wyraźnie zasmucona Barbara Nowacka koncentrowała się na młodych ludziach, którzy pomagali w organizacji kampanii, podchodząc do każdego z osobna, dziękując i próbując wykrzesać w nich resztki optymizmu, zaś Leszek Miller stał z boku, nieskory do dzielenia się swoimi przemyśleniami, zapowiadając, że tak niski wynik wymaga dogłębnej analizy, która nie może być wykonana w pośpiechu i blasku fleszy. Oto wybrane wypowiedzi ze sztabu:

Katarzyna Piekarska: – Niewątpliwie nie jest to radosny wieczór. Jestem rozczarowana wynikiem, tym bardziej że kiedy prowadziłam kampanię wyborczą, spotykałam się z naprawdę bardzo dobrym odbiorem i wiem, że część osób, która na nas zagłosowała w tych wyborach, zagłosowała po raz pierwszy na lewicę. Te osoby nam zaufały.

Myślę, że coś się stało, że nie umieliśmy przekonać Polek i Polaków, że jesteśmy potrzebni. Niestety uważam też, że zadziałał strach przed PiS. Spotykałam się z głosami osób, które mówiły, że nie zagłosują na nas, bo boją się PiS. Po raz kolejny ten strach zadziałał i nasi potencjalni wyborcy głosowali na Platformę. Zabrakło niewiele do tych 8 proc., ale myślę, że to nie był błąd, że staraliśmy się pójść razem i że zbudowaliśmy naprawdę ciekawy projekt polityczny, który daje on gwarancję wygraną w wyborach za trzy lata. Nie znikamy ze sceny, bo mamy radnych w całej Polsce. Ja sama jestem jedyną radną wojewódzką na Mazowszu i w zasadzie to czuję na sobie taką dużą odpowiedzialność, żeby to wszystko odbudować. Mamy na to trzy lata do następnych wyborów samorządowych.

Gdybyśmy zaczęli budowę tego projektu na wybory prezydenckie i wystawili wspólnie kandydata bądź kandydatkę całej zjednoczonej lewicy, to to jest jasne, że nie wygralibyśmy tamtych wyborów, ale zbudowalibyśmy pewien zaczyn i rozpoczynaliśmy z pułapu 9–10 proc. Zabrakło nam na tej ostatniej prostej dwóch, trzech tygodni, żeby przekonać wyborców do naszego projektu. Jednoczyliśmy się latem, a wszystkie badania pokazują, że ludzie w tym okresie nie interesują się polityką, przynajmniej nie tak intensywnie, bo wyjeżdżają, uprawiają różnego rodzaju aktywności, nie oglądają telewizji. Po raz pierwszy będzie to więc Sejm bez głosu lewicy.

Myślę, że wiele się zmieniło po ostatniej debacie, gdy ludzie zobaczyli dwie lewice. Partia Razem częściowo odebrała nam głosy, choć w ich przypadku nie można też mówić o dobrym wyniku. Ostatecznie ani nas, ani ich nie ma w parlamencie. Ponieważ uważam, że zawsze warto rozmawiać, to wydaje mi się, że do wspólnych rozmów z partią Razem też warto będzie wrócić.

Nauka jest jedna. Trzeba dalej pracować. Głęboko wierzę w to, że nic mądrzejszego niż praca u podstaw nie wymyślono. I trzeba przekonywać Polaków do naszego projektu i naszej wizji Polski. Żałuję, bo mamy bardzo dobry program, który został wyliczony przez ekspertów, ekonomistów. Mieliśmy gotowe projekty ustaw, nie wiem, kto teraz je wniesie, może Platforma Obywatelska, choć gdyby miała załatwić pewne sprawy światopoglądowe, to pewnie już by to zrobiła.

Joanna Erbel: – Czekamy na ostateczne wyniki, choć nie ukrywam, że jestem trochę zawiedziona. Miałam nadzieję, że wprowadzimy choć kilku posłów i kilka posłanek do Sejmu, żeby walczyć o nasze postulaty. Ale po tych wyborach wiem, że jesteśmy na tyle zgranym środowiskiem zjednoczonej lewicy, że najważniejsze jest dla nas to, by realizować postulaty, dla których się zjednoczyliśmy. Pozytywnie zaskoczyło mnie jednak, że potrafimy grać do jednej bramki. Jesteśmy wolni od czegoś, co było obecne we wszystkich poprzednich wyborach, czyli siostrobójczej lub bratobójczej walki. Wiemy, co nas łączy, że mamy wspólnych około 80 proc. postulatów, a o te 20 proc. nie warto się zabijać. Trudno powiedzieć, co się stało, że nie osiągnęliśmy progu wyborczego – trzeba by zapytać wyborczyń i wyborców. Te wyniki cały czas się wahały.

Od samego początku jesteśmy otwarci na współpracę z partią Razem. To partia Razem nie chciała iść z nami, a warunki, które nam stawiano, były nie do przyjęcia. Widzimy, że w Sejmie będzie miała większość partia prawicowa, że może zostać zmieniona konstytucja i w takiej sytuacji nie ma miejsca na osobiste niechęci. Dlatego się zjednoczyliśmy w takiej dość szerokiej koalicji. Chcemy zachować moralność, słuszność i czystość ideologiczną, walczyć o to, co jest dla nas ważne: podniesienie płacy minimalnej, wyższą składkę godzinową, prawa dla mniejszości. I wciąż będziemy o to walczyć, tylko teraz z innego trochę miejsca. Część osób, która startowała w tych wyborach, nie jest rasowymi politykami i polityczkami, to jest nasze życie. Od tego, jak będzie wyglądała polityka, zależy to, jak będzie wyglądało nasze życie codzienne, warunki pracy, jak będziemy funkcjonować, jak będą traktowane mniejszości etniczne i seksualne. To są rzeczy fundamentalne i nie wyobrażam sobie, byśmy mogli je odpuścić.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj