Szlak krzyżowców
Wyprawy z krzyżem
Za pomysłodawcę polskiego szlaku krzyżowców uchodzi dr Dariusz Piasek, historyk specjalizujący się w dziejach Pomorza, nauczyciel w III LO w Gdyni. W 1996 r. napisał o szlaku kilka artykułów do „Pomeranii”. Na proponowanej trasie doliczył się m.in.: 2 – jedynych w Polsce – kaplic templariuszy, 6 zamków joannitów, ponad 20 zamków książęcych, rycerskich i krzyżackich, kilku kaplic i szpitali-zajazdów pod wezwaniem św. Gertrudy – patronki pielgrzymów i podróżnych, a także ok. 30 miasteczek, w tym 5 z dobrze zachowanymi fortyfikacjami.
Wędrując śladami zakonnych rycerzy poznać możemy też walory krajobrazu i przyrody ziemi lubuskiej, Pomorza Zachodniego, Kaszub i Powiśla.
Radosne wyprawy
W 1216 r. książę krakowski Leszek Biały obiecał papieżowi Honoriuszowi III udział w krucjacie do Ziemi Świętej. Do wyprawy jednak nie doszło, bo książę wolał się zająć poganami z Prus, najeżdżającymi polskie pogranicze. Papieża poprosił o zwolnienie z danego słowa, podając jako argument, że bez piwa i miodu w Ziemi Świętej walczyć nie będzie, a wino i woda mu szkodzą. Papież przystał na polskie krucjaty przeciwko Prusom.
Na pomysł szerzenia wiary chrześcijańskiej w północnej i wschodniej Europie wpadli też Krzyżacy, wówczas jeden z najmłodszych, a tym samym i uboższych rycerskich zakonów w Ziemi Świętej. Pomysł był cenny, bo po utracie Jerozolimy zastanawiano się nad sensem ich istnienia.
Początkowo wielki mistrz Herman von Salza próbował zbudować krzyżackie państwo na Węgrzech, graniczących wówczas z pogańskimi Pieczyngami. Jednak król Andrzej II w 1225 r. rycerzy z czarnym krzyżem na białych płaszczach z Węgier wyrzucił. Jeszcze w tym samym roku na ziemię chełmińską, skąd mieli chrystianizować Prusy, zaprosił ich książę mazowiecki Konrad.
Już kilkadziesiąt lat wcześniej spore włości zakonnym rycerzom nadawano w różnych miejscach Polski, od Dolnego Śląska po Łuków i Zagość koło Pińczowa. Dr Maria Starnawska w swej książce o zakonach rycerskich w Polsce wspomina o ok. 90 (poza krzyżackimi) nadaniach dla wielu różnych zakonów. Tyle że byli to albo bracia prowadzący szpitale, albo zakonni rycerze zainteresowani ściąganiem należnych danin.
W 1228 r. przybyło do Polski ze swoją świtą dwóch pierwszych Krzyżackich rycerzy. W 1232 r. Krzyżacy wspomagani przez hufce polskie wyparli Prusów z ziemi chełmińskiej, a potem przez pół wieku podbili całe Prusy i zbudowali zakonne państwo.
Pokonanie Prusów byłoby niemożliwe bez pomocy Polaków, a później bez wsparcia z zachodu, zwłaszcza z Niemiec. Przybywali stamtąd rycerze, którzy chcieli przeżyć krucjatową przygodę lub się wzbogacić. Ubodzy rycerze, zwłaszcza z przeludnionych Niemiec, wstępowali na służbę do zakonu, a wielu niemieckich książąt i margrabiów (nawet król czeski Przemysł Otokar II) z setkami własnych zbrojnych ściągało na ogłaszane przez Krzyżaków pruskie krucjaty. Na tzw. radosne wyprawy jechali nawet rycerze z Anglii, czego literackie świadectwo odnaleźć można w „Opowieściach kanterberyjskich” poety Geoffreya Chaucera.
Via Marchionis
Z południa i środka Niemiec, a także z Czech, najkrótsza droga do Malborka, zwłaszcza już w okresie konfliktów zakonu z Polską, wiodła pograniczem Wielkopolski i Pomorza, między bagnistą doliną Noteci i pasem morenowych wzgórz, ciągnących się od Cedyni nad Odrą po kaszubską Wieżycę.
Za Bolesława Krzywoustego tereny te zostały w większości przyłączone do Wielkopolski. W połowie XIII w., wykorzystując nasze rozbicie dzielnicowe, weszli tu margrabiowie brandenburscy. W pewnym momencie zajęli nawet Gdańsk. Tu bardziej skuteczni okazali się jednak Krzyżacy, którzy zajęli Pomorze Gdańskie. Na Pomorzu Zachodnim, w pasie między Odrą a ziemią wałecką, ukształtowała się Nowa Marchia. Od brodów na Odrze w kierunku państwa krzyżackiego wiodła nią via marchionis, czyli droga margrabiego, którą wędrowali krzyżowcy.
Podróż ich śladami rozpocząć można od Krosna Odrzańskiego. Od przybycia do tego grodu Krzyżacy swoim zaciężnym naliczali dni służby do wypłaty żołdu. Przetrwał tu piastowski zamek z XIII w. (dziś muzeum), gotycki kościół i fragmenty murów. Omijając Wielkopolskę wędrowano dalej na północ w kierunku Łagowa. W 1232 r. książę Władysław Odonic nadał tu kilka wsi templariuszom. Ich dobra po kasacie tego zakonu w 1312 r. przejęli joannici i w połowie XIV w. w Łagowie wznieśli zamek, w znacznym stopniu zachowany do dziś (obecnie hotel). Z jego 24-metrowej baszty rozciąga się wspaniały widok na Łagowski Park Krajobrazowy. Do sekularyzacji w 1810 r. dóbr zakonnych przez państwo pruskie była tu siedziba komandorii joannitów. W Łagowie, słynącym niegdyś z festiwali filmowych, znajdziemy też inne stare budowle: bramę Polską i Marchijską.
Jadąc dalej warto zatrzymać się w Ośnie Lubuskim, którego atrakcją są zachowane prawie w całości średniowieczne mury (niektóre baszty sypią się i opasano je metalowymi obręczami), ogromny gotycki kościół św. Jakuba i ratusz z XIX w. Po zniszczonym w 1945 r. i nieodbudowanym Starym Mieście pozostał wielki trawnik.
Z Ośna kierujemy się na Kostrzyn, odwiedzając wcześniej Słońsk, który w latach 1426–1810 był siedzibą baliwa joannickiego, któremu podporządkowano inne joannickie komandorie na ziemiach polskich. Dawny zamek joannitów w XVII w. przebudowano na barokowy pałac. Przetrwał wojnę, a strawił go dopiero pożar w 1975 r. Wypalone mury stoją niedaleko pojoannickiego kościoła z ciekawym wnętrzem. Słońsk leży na granicy Parku Narodowego Ujście Warty, na którego teren wiedzie stąd tzw. ptasia ścieżka.
Niedaleki już Kostrzyn znany jest z rodzimego wydania festiwalu Woodstock. W XIII w. należał do templariuszy, potem joannitów, a jakiś czas nawet do Krzyżaków. Podczas oblężenia wiosną 1945 r. został zniszczony w 90 proc. Dopiero od parunastu lat zaczęto odsłaniać pozostałości Starego Miasta przypominające włoskie Pompeje (chodniki i kamienne stopnie prowadzą za progi nieistniejących domów, po których pozostały jedynie piwnice i podłogi parterów wykładane różnokolorową terakotą). Warto też obejrzeć forty dawnej pruskiej twierdzy.
Teren prywatny
Za Kostrzynem, w kierunku na Szczecin, leżą Chwarszczany. Ponad 760 lat temu książę Odonic sprowadził tu templariuszy. W odróżnieniu od joannitów nie budowali oni w tej części Europy zamków, a zakładali zakonne dwory-folwarki.
– Zyski z nich odprowadzali do centrali zakonu – mówi archeolog dr Przemysław Kołosowski, który prowadził badania na terenie komandorii w Chwarszczanach i w dalej położonej Rurce. Po 1312 r. zakonny folwark przejęli joannici, potem margrabiowie brandenburscy, państwo pruskie i w końcu polskie, czyniąc z niego pegeer, dość nieszczęśliwie sprywatyzowany. Granica prywatnej działki przebiega 1,5 m od wejścia do największej atrakcji Chwarszczan – ceglanej kaplicy templariuszy z XIII w., postawionej na wysokiej podmurówce z granitowych ciosów, pochodzących z wcześniejszej rozebranej mniejszej kaplicy. Kaplica imponuje nie tylko architektonicznym stylem, ale i wielkością oraz wysokością, której pozazdrościć mógłby niejeden kościół. Strzelistość podkreślają dwie smukłe wieże u fasady i wąskie okna zwieńczone ostrołukiem.
– Bzdury piszą różni pseudoodkrywcy zwabieni legendą o skarbie templariuszy, że wieże świadczą o obronnym charakterze kaplicy – mówi dr Kłosowski. – Chciałbym ich widzieć, jak w tej wąskiej wieży naciągają łuk.
Zdaniem doktora, wieżyce miały podkreślać godny wygląd kaplicy i zakonnego dworu oraz przypominać rycerski charakter zajęć jej gospodarzy. Wnętrze kaplicy wielu osobom kojarzy się z tak wybitnym dziełem gotyku, jak paryska Święta Kaplica Ludwika IX z 1248 r. Pod jej tynkami zachowały się gotyckie malowidła z ok. 1400 r., przedstawiające apostołów, św. Krzysztofa i święte dziewice. Niestety nieumiejętnie odsłonięte i konserwowane niszczeją.
Kaplica należy do parafii w Sarbinowie, skąd co niedzielę przyjeżdża ksiądz i odprawia jedną mszę. Poza tym jej wnętrze można obejrzeć tylko przez kratę u wejścia. Klucz ma też kościelny, ale bez zgody proboszcza gości nie wpuszcza.
W 1758 r. podczas wojny siedmioletniej na polach między Sarbinowem a Chwarszczanami pruska armia Fryderyka Wielkiego starła się z rosyjską dowodzoną przez gen. Fermora, Anglika na służbie u carycy Elżbiety. W nierozstrzygniętym krwawym boju zginęło ok. 30 tys. żołnierzy. „Bitwę pod Sarbinowem” upamiętnił Wojciech Kossak na płótnie eksponowanym w pruskich koszarach w Poczdamie.
Zakonną i bitewną przeszłość Chwarszczan można by wykorzystać do promocji okolic. Rada gminy Boleszkowice przyjęła uchwałę o utworzeniu tu parku kulturowego. Są już tablice informacyjne, w dawnej stajni otwarto restaurację Templum, ale kaplicę templariuszy prawie z każdej strony otaczają tabliczki z napisem „Teren prywatny”, postawione przez właścicieli byłych zakonno-pegeerowskich włości. Bez stałych godzin otwarcia kaplicy i porozumienia z jej sąsiadami trudno będzie tu otworzyć – o czym marzy dr Kołosowski – muzeum i centrum informacyjne o templariuszach w Polsce. O kształt parku toczy się wojna, na szczęście głównie w Internecie, a Chwarszczany, zamiast błyszczeć na turystycznej mapie Polski, dalej pozostają mało znane. Siły przebicia nie ma też istniejące od paru lat Stowarzyszenie Szlak Templariuszy. W połowie sierpnia współorganizuje ono tu rycerską imprezę z koncertem muzyki dawnej w kaplicy. Ma też ciekawą stronę w Internecie: www.templariusze.org
Dalej na północ leżą Mieszkowice z dobrze zachowanymi murami i licznymi czatowniami, czyli otwartymi w stronę miasta basztami, gotyckim kościołem, Wieżą Prochową i topornym pomnikiem Mieszka I, rzekomego założyciela miasta, postawionym na cokole wcześniejszego pomnika jakiegoś pruskiego prominenta. W miasteczku jest sporo domów z XVIII–XIX w., ale wszystko to mocno zeszpecone plombami z wielkiej płyty.
Centra większości miast na Pomorzu Zachodnim w 1945 r. zrujnowały rosyjskie czołgi i późniejsze ekscesy żołnierzy z czerwoną gwiazdą. Przepadło wiele cennych obiektów, które, jak pisał dr Piasek, w porę nie znalazły mecenasa (choćby w instytucji Kościoła) lub których nie udało się związać z naciąganą piastowską przeszłością tych ziem.
Z kaplicy gorzelnia
Blisko Chojny leży wieś Rurka, z której brukowaną i dalej gruntową drogą, obstawioną tabliczkami z napisem „Teren prywatny”, dojdziemy do drugiego folwarku templariuszy. Pozostał tu po nich prawdziwy (architektoniczny) skarb – mocno zrujnowana kaplica z XIII w. z granitowych ciosów. Ten zakonny dwór też przejęli joannici. Byli tu do 1373 r., kiedy folwark najechali poróżnieni z nimi mieszkańcy Chojny, okoliczni chłopi i rycerze z rodu von Wedel. Joannici wynieśli się do dobrze chronionego zamku na półwyspie jeziora w pobliskiej Swobnicy. W Rurce pozostała kaplica – świadectwo kunsztu średniowiecznych budowniczych, którzy potrafili z granitu wykonać nawet półkoliste okna. Surowe piękno kaplicy nie uchroniło jej przed przebudową w XIX w. na gorzelnię. Potem był tu PGR. Dziś jest prywatną własnością i wisi na niej tabliczka „Uwaga. Prace rozbiórkowe”.
Prywatny jest też dawny zamek joannitów w Swobnicy, przebudowany później w części na barokowy pałac. Dziś to ruina i niebawem chyba zmieni swego właściciela. W serwisie szybko.pl pojawiło się ogłoszenie o sprzedaży ponad 10-hektarowej zamkowej nieruchomości. Za ile? „Cena nie została określona, gdyż obecny właściciel oczekuje na propozycje!” – można tam przeczytać.
Ze Swobnicy przez Trzcińsko Zdrój, miasteczko prawie nienaruszone przez wojnę, z ładnym ratuszem, gotyckim kościołem, szachulcowymi domami z XVIII–XIX w. i prawie w komplecie zachowanymi murami i bramami jedziemy do Myśliborza, gdzie do zabytkowego centrum wstawiono niestety bloki z wielkiej płyty. Ale znajdziemy tu i stare mury, Basztę Prochową, gotyckie miejskie bramy i kościół, późnobarokowy ratusz, kapliczkę jerozolimską z 1514 r. przed komendą policji i muzeum regionalne w dawnej kaplicy szpitalnej św. Ducha.
Dalej na szlaku krzyżowców mamy Choszczno. Z jego zabytkowego niegdyś centrum obróconego w perzynę przez rosyjskie czołgi pozostał tylko gotycki kościół z ciekawą kompozycją z terakoty w prezbiterium, przedstawiającą drzewo genealogiczne Jezusa (tzw. drzewo Jessego – ojca króla Dawida).
Krzyżak czy krzyżowiec
Szlak krzyżowców biegnie dalej przez tereny mniej zurbanizowane, za to do niedawna zmilitaryzowane. Sporym garnizonem (stacjonowała tu nawet brygada rakiet taktycznych) było już Choszczno. A na dalszej trasie mamy lądowy poligon drawski, potem lotniczy – pod Nadarzycami i dawny radziecki – na południe od Bornego-Sulinowa. Ten ostatni – gdzie na dawnym czołgowisku wyrosły największe w Polsce skupiska wrzosów.
Na tej trasie mamy m.in.: Recz, Mirosławiec i Czaplinek, który do 1945 r. zwał się Tempelburg, czyli gród templariuszy, którym tu w 1291 r. ziemię nadał książę wielkopolski Przemysław II. Śladów po nich już nie ma. Znajdziemy je w pobliskim Starym Drawsku (wcześniej Drahim), gdzie nad Jeziorem Drawskim stoją ruiny zakonnego zamku. Dziś włada nimi Zbigniew Mikiciuk, właściciel Muzeum Motoryzacji w podwarszawskich Otrębusach. Na zamkowym podwórcu znajdziemy zrekonstruowane średniowieczne domostwa i warsztaty.
Z Czaplinka przez Szczecinek, przekraczając Gwdę, którą kiedyś biegła granica krzyżackiego państwa, jedziemy do Człuchowa. Tu była jedna z największych po Malborku krzyżackich twierdz, ochraniająca nie tylko drogę margrabiego, ale gościom zakonu dająca świadectwo jego potęgi. Pozostała po niej wysoka obronna wieża i dobudowany do niej, już w XIX w., na fundamentach skrzydła rozebranego wcześniej zamku – ewangelicki kościół.
Między Człuchowem a Chojnicami przekraczamy przedwojenną polsko-niemiecką granicę. W tym ostatnim mieście warto zatrzymać się nieco dłużej. Wokół zabytkowego centrum zachowały się odcinki murów z kilkoma basztami i Bramą Człuchowską, obok której stoi pomnik tura. Przy rynku znajdziemy gotycką trójnawową farę z XIV w. i barokowy kościół jezuitów z XVIII w. Uwagę zwraca ratusz i fontanna na rynku.
Za Chojnicami szlak krzyżowców rozgałęzia się na mniejsze, prowadzące do ważniejszych ośrodków krzyżackiego państwa. Przez Tucholę, Świecie i Chełmno można się dostać do Torunia bądź też z Tucholi przez Grudziądz i Radzyń Chełmiński do Golubia-Dobrzynia. Przez Starogard Gdański wędrowano do Malborka, choć niekiedy dłuższą drogą przez Gniew i Kwidzyn. Kiedy w Gdańsku panowali Krzyżacy, ważna była droga do tego miasta. Rycerz miał więc spory wybór tras i my też w Chojnicach musimy zdecydować, gdzie zakończymy podróż szlakiem krzyżowców. Szlakiem, którego w zasadzie do dziś jeszcze nie ma.
– Naszym samorządowcom krzyżowiec nadal kojarzy się z Krzyżakiem – przyznaje Janusz Czech, który od paru lat wspólnie z dr. Piaskiem stara się stworzyć biuro organizacyjne szlaku. – Nie potrafią oni wyjść poza historyczne stereotypy i lokalne opłotki.
– Może tę mentalność przełamie przypadająca za rok okrągła rocznica bitwy pod Grunwaldem – choć może być i odwrotnie – mówi dr Piasek, który wtedy wyda też swój przewodnik po polskim szlaku krzyżowców.
Polski szlak krzyżowców nie został jeszcze wytyczony, ani oznakowany. Czekając na zapowiadany przewodnik dr. Dariusza Piaska warto sięgnąć do wcześniejszych artykułów na ten temat w miesięczniku Pomerania (nr 5-11 z 1996 r.). W Internecie www.chojna.pl/fotki/oferta.pdf znaleźć można też jego artykuł (z mapą), zachęcający pomorskich samorządowców do utworzenia szlaku krzyżowców. Dużo informacji o templariuszach (to jeden z około dziesięciu zakonów rycerskich działających na terenie Polski) znajdziemy na stronie www.templariusze.org/tmplszlk.php prowadzonej przez Stowarzyszenie Szlak Templariuszy. Solidną porcję wiedzy o historii zakonów rycerskich w Polsce da nam lektura książki dr hab. Marii Starnawskiej „Między Jerozolimą a Łukowem. Zakony krzyżowe na ziemiach polskich w średniowieczu". Swej wiedzy o zakonie krzyżackim nie należy opierać tylko na lekturze „Krzyżaków" Henryka Sienkiewicza, pisanych ku pokrzepieniu serc. Warto sięgnąć choćby do książki Mariana Biskupa i Gerarda Labudy: „Dzieje zakonu krzyżackiego w Prusach: gospodarka, społeczeństwo, państwo, ideologia".
Z ważniejszych obiektów na trasie krzyżowców zwiedzać można: zamek joannitów w Łagowie (płatny wstęp na basztę), kaplicę templariuszy w Chwarszczanach (msza w niedzielę o 9-tej, w innych terminach za zgodą proboszcza), kaplicę w Rurce (wymagana zgoda prywatnego właściciela) oraz zamki (wstęp płatny): Drahim w Starym Drawsku, w Gniewie, Kwidzynie i Malborku. Wejść można na wieżę widokową w Cedyni, natomiast z uwagi na remont zabytkowych zegarów zamknięty jest taras widokowy na wieży kościoła mariackiego w Chojnie. Na całym szlaku mamy sporo ciekawych muzeów regionalnych, m.in.: w Cedynii, Myśliborzu, Barlinku, Szczecinku, Człuchowie, Chojnicach, Tucholi i Chełmnie.

