Rowerem po Ścianie
Na szlaku znajdziemy parki narodowe, sanktuaria katolickie i prawosławne, synagogi i meczety, dawne fortyfikacje, stare wiejskie budownictwo oraz miejsca, gdzie poznamy specjały kresowej i tatarskiej kuchni, a może nawet spróbujemy pędzonej gdzieś w kniei księżycówki.
Wędrówkę zaczynamy od Hrubieszowa, najdalej na wschód położonego dziś polskiego miasta. O ile wybierzemy jazdę na rowerze, to pedałować będziemy musieli już od Zamościa lub Chełma, dokąd PKP dowiezie nam rower, przez Hrubieszów przejeżdżają już tylko pociągi szerokotorowej linii hutniczo-siarkowej. Obejrzymy wtedy zabytki Zamościa bądź zabytki mniej od tej strony znanego Chełma.
Tu warto odwiedzić zespół klasztorno-katedralny, z zaprojektowaną przez Pawła Fontanę barokową bazyliką Narodzenia NMP, która w swej historii była unicką katedrą, prawosławnym soborem, kościołem katolickim, ponownie cerkwią i ponownie katolickim kościołem. Można też przejść podziemną trasę pod centrum miasta. Chełm leży na złożu kredy piszącej i każdy mieszczanin pod domem mógł mieć własną jej kopalnię. Z czasów tej radosnej górniczej działalności pod miastem pozostało ponad 15 km wyrytych w kredzie chodników.
Atrakcje Hrubieszowa
W Hrubieszowie znajdziemy wiele przykładów tradycyjnej zabudowy małomiasteczkowej, o której tak pięknie – słowem oraz „piórkiem i węglem” – opowiadał rodowity hrubieszowianin prof. Wiktor Zin. Tu do najciekawszych zabytków należy cerkiew pw. Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Zbudowano ją na polecenie władz carskich w 1873 r. w stylu rosyjsko-bizantyjskim, na planie krzyża, z półokrągłym prezbiterium i dwoma bocznymi skrzydłami. Ma aż 13 kopuł: po jednej nad dzwonnicą i prezbiterium, pięć nad nawą główną i po trzy nad każdym bocznym skrzydłem.
Warto też odwiedzić dwór Du Château z końca XVIII w., którego nazwa pochodzi od nazwiska osiadłego w tym mieście żołnierza armii napoleońskiej, później aptekarza. Jest w nim ciekawe muzeum regionalne im. Stanisława Staszica, a w jego oficynie ma siedzibę kontynuator tradycji Towarzystwa Rolniczego Hrubieszowskiego. W swoich dobrach w 1816 r. założył je ks. Staszic, zwalniając w dziewięciu wsiach chłopów z pańszczyzny i czyniąc ich współudziałowcami majątku. Spółkę rolną TRH (protoplastę późniejszych kółek i spółdzielni rolniczych) zlikwidowały władze po 1945 r.
Poza prof. Zinem w Hrubieszowie urodził się m.in.: Bolesław Prus i Abraham Stern, polski Żyd, który wynalazł „machinę (...) do dodawania, odciągania, mnożenia i dzielenia”, jeden z pierwszych w świecie mechanicznych arytmometrów.
Z Hrubieszowa do najdalej na wschód leżącej polskiej wsi Zosina jechać trzeba jeszcze 19 km. Jest w niej drogowe przejście graniczne z Ukrainą. Z Zosina, wzdłuż Bugu, aż do Terespola prowadzi droga nr 816, zwana nadbużanką. Przystanąć na niej warto w Horodle, niegdyś mieście i siedzibie starosty. Dziś jest to gminna wieś z czworobocznym rynkiem, na którym jest park z dwoma posągami lwów pochodzącymi zapewne z dawnego zamku. W 1413 r. na horodelskim zamku panowie polscy z królem Jagiełłą na czele i litewscy z wielkim księciem Witoldem zawarli unię, która umocniła związek Królestwa Polskiego z Litwą.
W październiku 1861 r. odbyła się tu wielotysięczna manifestacja dla uczczenia jej 448 rocznicy. Władze carskie nie wpuściły manifestantów do Horodła i ci zebrali się na okolicznych polach. Na pamiątkę usypali kopiec i ustawili na nim drewniany krzyż. Na polecenie władz carskich kopiec zniszczono. W 1924 r. odnowiono go, podwyższono do 11 m i ustawiono na nim metalowy krzyż. Ma on wygląd ściętego pnia drzewa, z którego wyrasta nowa odrośl w postaci krzyża (symbol odrodzonej Polski). Kopiec spotkamy po lewej stronie drogi, kilometr za Horodłem.
Przejeżdżamy przez Strzelecki Park Krajobrazowy i Dubienkę, znaną z bitwy stoczonej w lipcu 1792 r. przez polską dywizję dowodzoną przez gen. Tadeusza Kościuszkę z rosyjskim korpusem gen. Michaiła Kachowskiego. Oglądając tę gminną wieś z tysiącem mieszkańców, nie bardzo chce się wierzyć, że w XIX w. było tu 7-tysięczne miasteczko. Bug nie był wtedy graniczną rzeką, a kolej nie przejęła jeszcze przewozu towarów, które przez stulecia z Rusi spławiano tędy do Gdańska. Dubienka żyła m.in. z budowy rzecznych kryp.
Za Dorohuskiem
Za Dorohuskiem z granicznym przejściem kolejowym i drogowym na Ukrainę leżą Zbereże, jedna ze 127 chełmskich i podlaskich wsi, w których w 1938 r. administracyjną decyzją zburzono prawosławną cerkiew. Znajdziemy tu dwa pomniki upamiętniające zdarzenie z 6 października 1951 r. Pierwszy stanął w 1974 r., ku czci porucznika UB i kilku żołnierzy KBW poległych tu, jak wyryto na tablicy: „w walce z bojówką Żelaznego”. Drugi odsłonięto kilkadziesiąt metrów obok w 1991 r. Jest to kapliczka poświęcona pamięci Edwarda Taraszkiewicza Żelaznego i 66 żołnierzy obwodu włodawskiego WIN. Żelazny i dwaj jego żołnierze zginęli właśnie wtedy w Zbereżu. Przy obu pomnikach stoją wypalone znicze.
Dalej mamy Sobiborski Park Krajobrazowy, w którego lasach w latach 1942–43 istniał hitlerowski obóz zagłady. Szacuje się, że zginęło w nim prawie ćwierć miliona Żydów. Obóz istniał do 14 października 1943 r., do czasu buntu więźniów, z których kilkuset uciekło. Na kanwie tych wydarzeń powstał amerykański film „Ucieczka z Sobiboru”. Dziś jest tu małe muzeum pamięci – filia Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego.
Sama Włodawa zwana jest miastem trzech kultur. Do ostatniej wojny mieszkali tu Polacy, Żydzi i Ukraińcy. W 1943 r. Niemcy Żydów wywieźli do Sobiboru, a po wojnie z miasta i powiatu, w którym do 1950 r. walczono z UPA, wysiedlono Ukraińców. Do dziś nie odbudowano drogowego i kolejowego mostu na drugą (tu już białoruską) stronę Bugu. Po latach dawnej świetności pozostały: klasztor paulinów, kościół św. Ludwika z rokokowym wystrojem, prawosławna cerkiew Narodzenia NMP oraz zespół synagogalny, na który składa się Wielka i Mała Synagoga z Domem Pokahalnym (siedzibą zarządu żydowskiej gminy). W zespole tym dziś jest Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego z bogatym zbiorem judaików. W rynku stoi też zespół murowanych kramów i dawnych jatek, zwany czworobokiem.
Od lat Włodawa we wrześniu ożywała na czas Festiwalu Trzech Kultur. Pierwszy dzień poświęcony był tradycji i kulturze żydowskiej, drugi – prawosławnej, a trzeci – katolickiej. Dotąd odbyło się dziesięć edycji festiwalu. Tegoroczna – z uwagi na kryzys i brak sponsorów, nie odbędzie się, co jest wielką stratą dla mieszkańców Włodawy i ich gości, starających się w tym mieście, po tylu tragicznych przejściach, wskrzesić tradycję wielokulturowości. Zapewne i stąd tak smutne miny mają drewniane figury popa, księdza i rabina, symbolizujące festiwal, wystawione w podcieniu Wielkiej Synagogi.
Wielokulturowa Włodawa
Za Włodawą na trasie mamy wieś Kuzawkę. Ponoć tu, co upamiętnia tablica, w 1776 r. z nadbużańskiej przystani na galarze do Gdańska, a potem do Ameryki odpłynął Tadeusz Kościuszko. Było to krótko po tym, jak hetman Józef Sosnowski słowami: „...synogarlice nie dla wróbla, a córki magnackie nie dla drobnych szlachetków...”, odrzucił jego prośbę o rękę córki Ludwiki. Kto wie, czy gdyby prośba została przyjęta, Polska i Ameryka nie miałyby o jednego bohatera mniej?
Powyżej Sławatycz, po prawej stronie nadbużanki, widać zabudowania wsi Mościce Dolne, założonej w XVIII w. przez Niemców z Meklemburgii. Zwano ich „olędrami”, a za zadanie mieli osuszyć podmokłe nadbużańskie tereny. Nazwę Mościce wieś otrzymała w II RP, na cześć ówczesnego prezydenta Ignacego Mościckiego. Wcześniej zwała się Neubrof.
Z Mościc już tylko krok do Jabłecznej i położonego obok niej prawosławnego monastyru pw. św. Onufrego. Wmurowana w jego ogrodzenie tablica głosi: „założony w XV w. nieprzerwanie zachowujący wierność św. prawosławiu”. Klasztor położony jest wyjątkowo malowniczo wśród nadbużańskich starorzeczy i łąk. Jak mówi legenda, założony został w miejscu, gdzie zatrzymała się płynąca Bugiem ikona św. Onufrego. Tutejsi mnisi nie podporządkowali się postanowieniom unii brzeskiej, mimo że ich diecezja (chełmska) przeszła na katolicyzm obrządku wschodniego. Klasztor pozostał ostoją prawosławia, a później i ukraińskiego ruchu narodowego. Po przegranej przez Polskę kampanii wrześniowej mnisi odprawili nawet dziękczynną mszę i w Bugu utopili kukłę ubraną w biało-czerwone szaty... Niebawem sami stali się ofiarami wojennych i powojennych represji.
Z wojennych zniszczeń i późniejszych represji (m.in. konfiskaty ziemi na rzecz pegeeru) monastyr podnosił się przez kilkadziesiąt lat. I dziś mało już przypomina zagubione nad Bugiem miejsce, w którym nadzwyczaj skromnie żyło parunastu mnichów. A takim ono było jeszcze w 1972 r., kiedy pierwszy raz odwiedziłem klasztor z wędrownym studenckim obozem. Dziś cerkiew św. Onufrego, bramy monastyru, rozbudowany sam klasztor i dom przeorów błyszczą złotem kopuł i wieżyczek oraz lśnią bielą ścian. Na dziedzińcu pojawiły się wielkie kwietniki i strumyk z mostkiem.
Widać mnichów krzątających się w roboczych habitach, a z wmurowanej w ścianę monastyru tablicy dowiedzieć się można, że budowa wspierana jest finansowo „ze środków Republiki Federalnej Niemiec”. Atmosferę dawnej Jabłecznej znajdziemy w pobliżu dwóch drewnianych kaplic, leżących już poza ogrodzeniem monastyru, a zwłaszcza przy stojącej wśród nadbużańskich łąk kaplicy pw. św. Ducha. To do niej zmierza nocna procesja podczas odpustu św. Onufrego (24/25 czerwca). Warto wtedy być w Jabłecznej.
Do różańcowego Kodnia
W niedalekim Kodniu stoi późnorenesansowo-barokowy kościół św. Anny, podniesiony już do rangi bazyliki mniejszej. W jego głównym ołtarzu znajduje się obraz Matki Boskiej de Guadalupe, wykradziony przy pomocy zakrystianina przez wojewodę mińskiego Mikołaja Sapiehę z prywatnej kaplicy papieża. Za to świętokradztwo zakrystianina spalono ponoć na stosie, a naszego magnata obłożono, uchyloną po jakimś czasie, ekskomuniką. Kodeński kościół jest dziś najbardziej znanym w tej części Polski sanktuarium maryjnym.
Idąc od rynku w stronę Bugu, trafimy na pozostałości dawnego zamku Sapiehów. Stoi tu późnogotycko-renesansowa zamkowa cerkiew pw. św. Ducha, dziś filialny kościół. Po zamku pozostały wysokie piwnice nakryte współczesną płytą, na której podczas odpustów stawia się polowy ołtarz, choć tuż obok stoi ołtarz-kaplica Matki Bożej, postawiona na fundamentach zamkowego arsenału. – Na stopniach nie mieszczą się wszyscy koncelebransi – tłumaczy miejscowy parafianin, który na prośbę proboszcza na czas sierpniowego odpustu przebrał się za magnata Sapiehę. Pielgrzymi za dobrowolne datki mogą się z nim fotografować na tle pozostałości zamku. A datki pójdą na dalszą rozbudowę sanktuarium. Już jest w nim droga krzyżowa, droga różańcowa poprzecinana wodnymi kanałami, po których pływać można na wodnych rowerach, a niedawno pojawiły się witrażowe kaplice tajemnic światła. – Ludzie cenią proboszcza inwestora – podkreśla przebrany Sapieha – i dobrze pamiętają, co już parę razy mówił podczas odpustów: Pielgrzymi, idźcie nad Bug, zanurzcie dłonie w wodę i podziękujcie Bogu, że żyjecie po tej stronie rzeki.
Z Kodnia, gdzie już w przeddzień sierpniowego odpustu na pielgrzymów czekała z setka kramów i polowych barów z tradycyjnymi odpustowymi pierścionkami, wiatraczkami, kapiszonami, a także ze stanikami, stringami, kebabem i pizzą, warto pojechać do Kostomłotów, w których zachowała się jedyna w Polsce neounicka parafia z piękną cerkwią z XVII w. pw. św. Nikity.
Powyżej Kostomłotów rozciąga się tzw. przedmoście terespolskie twierdzy brzeskiej. Jej cytadela i większość fortów leżą dziś po białoruskiej stronie granicy, w widłach Bugu i Muchawca. Ale i po polskiej stronie pozostało ok. 30 obiektów, w tym duże, będące dziś w ruinie forty w Lebiedziewie, Kobylanach i Koroszczynie. W Kobylanach, tuż obok szosy prowadzącej do przejścia granicznego w Terespolu, znajdziemy dawną prochownię – dziś piwny bar.
Za Terespolem Bug zaczyna skręcać na zachód, meandrując między polodowcowymi wysoczyznami. W miejscu przełomu, zwanego podlaskim, utworzono park krajobrazowy. Oprócz atrakcji przyrody na trasie mamy też Pratulin z sanktuarium poświęconym pamięci zamordowanych tu przez carskie wojsko w 1874 r. podlaskich unitów. Mamy Janów Podlaski ze stadniną koni krwi arabskiej i kościołem w rynku, który przez pewien czas był nawet siedzibą biskupa. Dalej jest ciąg nadbużańskich wiosek: Gnojno, Serpelice, Zabuże czy Mierzwice, które z uwagi na ogromną jeszcze dziś liczbę popeerelowskich ośrodków wczasowych z domkami campingowymi należałoby wpisać do rejestru zabytków. Niebawem będzie jeździło się je oglądać, a nie w nich mieszkać.
Z sielskiego Gnojna
Od Gnojna Bug w pełni, z obu już stron, wlewa się na teren Polski. Na drugi brzeg, w woj. podlaskim, przedostać się możemy promem lub pierwszym drogowym mostem pod Siemiatyczami, skąd zaledwie 13 km mamy do największego w Polsce prawosławnego sanktuarium na świętej górze Grabarce. Jest tu żeński monastyr pw. św. Marty i Marii.
W podlaskiej części trasy kierujemy się na Hajnówkę, skąd wprost wjechać można w knieje Puszczy Białowieskiej, której reklamować nie trzeba. Z samej puszczy (rowerem) lub z Hajnówki (samochodem) warto pojechać nad ogromny zalew Siemianówka, powstały po przegrodzeniu Narwi. We wsi, od której nazwę wziął zalew, zobaczymy ogromną, przecinającą to sztuczne jezioro groblę, po której między Polską a Białorusią jeżdżą pociągi.
Znad zalewu jedziemy do nadgranicznej Jałówki, skąd gruntowymi już drogami wijącymi się wzdłuż samej granicy zgodnie z nurtem przepływającej tędy Świsłoczy, przez Dublany, Mostowlany, Świsłoczany, Bobrowniki, Łosiniany – jedziemy do Kruszynian. Każda z tych wsi to prawdziwy skansen drewnianego wiejskiego budownictwa, wszędzie niestety z dachami pokrytymi sczerniałymi eternitowymi płytami.
Sielski nastrój i krajobraz prysł z chwilą wjazdu do Kruszynian, gdzie trafiłem na II Festiwal Kultury Tatarskiej. Nie bardzo wiadomo, co wspólnego z nią miała prezentująca się tu grupa rekonstrukcyjna przedwojennej piechoty, handlarze z pseudoantyczną tandetą czy pszczelarz z sądeckim aż miodem. Wieś zapchały setki samochodów. Trzeba było stać w kolejce, by wejść do meczetu czy skosztować specjałów tatarskiej kuchni.
Niewiele dała ucieczka do położonych pod Sokółką Bohonik. Tu też było dużo turystów, a opiekunka meczetu zachęcała (nie tylko dzieci) do przebierania się w „tatarskie” stroje i pozowania w nich do zdjęć w meczecie. Zarazem nie znała odpowiedzi na pytanie turysty – jak przyznał religioznawcy – jak brzmi pierwszy werset Koranu?
Na pewno Kruszyniany i Bohoniki, z ich meczetami i mizarami (cmentarzami) warto odwiedzić, tyle że nie w czasie festiwali i długich weekendów, bo wtedy trudno o głębsze poznanie ponad trzech wieków historii tatarskiego osadnictwa w Polsce. W każdej z tych wsi żyją po cztery tatarskie rodziny.
Za mało, jak na dość dobrze już rozkręcony turystyczny biznes.
Informacje praktyczne
Trudno sobie wyobrazić zwiedzanie Ściany Wschodniej bez przewodnika „Polska egzotyczna" Grzegorza Rąkowskiego. Pierwsze jego wydanie w zasadzie służyć miało turyście pieszemu - zanikającemu już gatunkowi turysty. Kolejne - już trzecie wydanie - znakomicie służy też turystom rowerowym i zmotoryzowanym. Pierwsza jego część obejmuje tereny od Wiżajn na północy, po Niemirów (Podlaski Przełom Bugu) na południu. Druga cześć prowadzi nas od nadbużańskiego Drohiczyna po Medykę. Szerszy zasięg ma natomiast przewodnik Adama Dylewskiego pt. „Śladami kultur pogranicza", w którym autor proponuje wędrówkę wzdłuż północnej i wschodniej granicy, na trasie od Gdańska po Ustrzyki Dolne. Turyści rowerowi sporo opisów amatorskich wypraw wzdłuż Wschodniej Ściany znajdą w Internecie. Jeśli wzdłuż wschodniej granicy nie wędruje się z własnym namiotem, warto tu wcześniej rezerwować noclegi, bo hoteli i gospodarstw agroturystycznych, zwłaszcza na odcinku od Terespola po Medykę, jest tu jeszcze niewiele.
Szczegółowe informacje o obiektach opisanych w tym odcinku półprzewodnika (m.in. adresy, telefony, dni i godziny zwiedzania, ceny biletów) znajdziemy w Internecie: Chełm (podziemna trasa turystyczna) - www.itchelm.pl (w zakładce „oferty turystyczne"), Hrubieszów (Muzeum im. ks. St. Staszica) - www.muzeum-hrubieszow.pl, Włodawa (Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego) - www.muzeumplw.webpark.pl, Jabłeczna, Grabarka i Supraśl (prawosławne monastyry) - www.orthodox.pl (w zakładce „monastery"), Kodeń (sanktuarium maryjne) - www.koden.com.pl, Kruszyniany i Bohoniki (wsie tatarskie z meczetami) - www.kruszyniany.com.pl i www.bohoniki.com.pl.

