Paweł Walewski
11 lipca 2009

Kłopot z potem

Pocenie się to dla niektórych przekleństwo. Doskwiera nie tylko w upał, dręczy każdego dnia, a nawet w nocy.

Na internetowych forach dyskusyjnych powtarza się pytanie: jak się nie pocić? Albo: co stosować, by nie wydzielać przykrej woni, gdy woda i mydło nie pomagają? Ludzki pot to w 99 proc. woda, choć w jego składzie jest również sól, związki mineralne, węglowodany, tłuszcze, mocznik, kwas mlekowy – w proporcjach zależnych od diety, pogody, hormonów, a także przebytych chorób. Nadmierne pocenie może być oznaką cukrzycy, nadczynności przysadki i tarczycy, niektórych chorób nowotworowych czy najczęściej po prostu zwykłej infekcji z gorączką. Towarzyszy również otyłości i menopauzie. Albo – jak odkrył polski neurolog Lucjan Frey – może być u niektórych osób odpowiedzią na spożywanie ostrych pokarmów. Wystarczy, że spróbują pikantną potrawę, a czubek głowy, twarz i szyja natychmiast stają się mokre. To efekt zaburzeń w ośrodkowym układzie nerwowym, polegający na nieprawidłowej reakcji odruchowej: w czasie żucia i pobudzenia kubków smakowych zamiast wydzielania śliny dochodzi do wydzielania potu.

Niezależnie od rozmaitych sytuacji, nadmierna potliwość może występować też samoistnie – czy wtedy również jest chorobą? Zjawisko to ma nawet swoją łacińską nazwę – hiperhydroza. A dla blisko 3 proc. ludzi jest wielkim utrapieniem (z danych American Academy of Dermatology wynika, że u co trzeciej osoby dotkniętej tą dolegliwością nadmierne poty przeszkadzają w codziennym życiu).

Cztery szklanki

W porównaniu z innymi ssakami człowiek bardziej się poci. Natura hojnie wyposażyła naszą skórę w gruczoły potowe (2–3 mln; na jednym centymetrze kwadratowym jest ich w niektórych okolicach ciała aż 200), które wydzielają w ciągu dnia około 4 szklanek potu. Gdy jest upał, może być go więcej, ale u osób dotkniętych hiperhydrozą ilość wydzielanego potu sięga nawet 10 litrów dziennie niezależnie od pogody. – Ta przypadłość dla wielu ludzi jest dużym problemem, chwilami graniczącym z obsesją – przyznaje dermatolog Magdalena Ciupińska, profesor w Wyższej Szkole Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia w Warszawie. – Gdy pocą się ręce, stopy, pachy, a w skrajnych wypadkach całe ciało jest wilgotne, staje się to bardzo uciążliwe i krępujące. A często dotyczy młodych ludzi w wieku dojrzewania.

Po co właściwie nam pot, jeśli nie umila życia i za wszelką cenę chcemy się go pozbyć? – Wydzielanie potu ma duże znaczenie w termoregulacji, a jednocześnie zapewnia skórze odpowiednią wilgotność – mówi dr Ciupińska. Przy temperaturze przekraczającej 31 st. C z podwzgórza zlokalizowanego głęboko w mózgu wędruje do gruczołów potowych rozkaz, by zwiększyć wydzielanie potu. Dzięki temu skóra nie ulega wysuszeniu nawet w największym upale. Przyczyny umiarkowanego pocenia nie są więc dla lekarzy żadną tajemnicą. Ale nie do końca na przykład wiadomo, dlaczego natura wyposażyła nas w dwa rodzaje gruczołów potowych – jedne z nich rozsiane są na całej skórze (jest ich najwięcej na dłoniach i podeszwach) i one regulują temperaturę ciała, ale są jeszcze inne, które znajdują się tylko pod pachami, w pachwinach, okolicy brodawek sutkowych i pępka. Ich znaczenie nie jest już wcale oczywiste – rozpoczynają aktywność dopiero w okresie pokwitania i nie biorą udziału w termoregulacji, raczej przypisuje się im rolę narządów szczątkowych, atawistycznych. A jednocześnie dają się najbardziej we znaki: wydzielany przez nie pot zawiera więcej białek, które są doskonałą pożywką dla bakterii. – Różne bodźce hormonalne i emocjonalne nasilają aktywność tych gruczołów – wyjaśnia dr Ciupińska. – Osoby, które pocą się pod wpływem emocji, nawet radosnych, są mokre niezależnie od temperatury otoczenia. Albo nawet wtedy, gdy śpią.

Jeśli pocisz się ze strachu lub pod wpływem stresu, najczęściej widać to na dłoniach i pod pachami. Wydzielanie potu wcale jednak nie sprawia, że czujesz chłód. Przeciwnie, dyskomfort narasta, bo pot spod pach staje się źródłem przykrego zapachu – podobnie jak nieświeży oddech jest to wynik ulatniania się produktów metabolizmu bakterii obficie pasożytujących na skórze.

Ktoś mógłby pomyśleć, że tak banalny problem, jakim jest nadmierne pocenie, nie wymaga szczególnego leczenia. Wystarczy dbać o higienę, a mówiąc brutalnie: po postu częściej się myć lub dostosowywać ubiór do panującej temperatury otoczenia. Takie opinie irytują ofiary hiperhydrozy. Bolą ich kąśliwe uwagi na temat czystości, bo na dobrą sprawę nie mają nic wspólnego z ich krępującym problemem i tylko pogłębiają frustrację. „Koszmar – pisze na forum internetowym Krystyna. – Poci mi się twarz, więc co 10 minut przecieram ją chusteczką higieniczną”. W poszukiwaniu rozwiązania problemu wszyscy pytają: czy stosować dezodoranty, zasypki, a może poddać się bardziej specjalistycznym zabiegom – ostrzykiwać dłonie toksyną botulinową lub wykonać operację? O metodzie chirurgicznej, polegającej na endoskopowym przecięciu zwojów nerwowych, na którą mogą liczyć pacjenci z nadmierną potliwością w Klinice Chirurgii Klatki Piersiowej w Lublinie, pisaliśmy pół roku temu („Przypadłość mokrych rąk”; POLITYKA 2). Czy wszyscy muszą skorzystać z tak radykalnej pomocy?

– Leczeniem większości pacjentów z hiperhydrozą zajmują się dermatolodzy, a nie chirurdzy – podkreśla dr Magdalena Ciupińska, która w poradni dermatologicznej na warszawskim Lesznie spotyka wiele takich osób. – Można stosować środki ściągające, które zamykają ujścia gruczołów potowych. Nieodzowne są też dezodoranty i antyperspiranty.

Antypoty

Kosmetyki dostępne w formie żelu, sztyftu, emulsji, sprayu i aerozolu likwidują skutki nadmiernej potliwości, choć marketing wcale nie ułatwia właściwego wyboru. Niektóre preparaty zawierają zarówno składniki dezodorujące, jak i antyperspiracyjne, a nazwa na opakowaniu zależy głównie od pomysłowości producenta.

Jaka jest między nimi różnica? Dezodoranty zaczęto stosować w 1888 r. – czy już wtedy zdawano sobie sprawę, że hamują rozkład składników potu zapobiegając powstawaniu przykrego zapachu, pochłaniają go i maskują? Bo taka jest ich rola – wbrew obiegowym opiniom nie zmniejszają pocenia. Aby uznać dezodorant za skuteczny w hamowaniu wydzielania potu, powinien mieć właściwości antyperspirantu. Tego rodzaju kosmetyki powinny zmniejszyć potliwość o co najmniej 20 proc. – testy przeprowadza się na ochotnikach, którzy pozostają przez godzinę w pomieszczeniu w temperaturze 38–40 st. C i wilgotności 35–40 proc. Następnie bada się ciężar wydzielanego potu (pobieranego spod pach na specjalnych wacikach lub sztyftach) i porównuje z ilością, która wydzielana byłaby bez użycia antyperspirantu.

Jedną z najpopularniejszych substancji w dezodorantach hamujących rozwój bakterii jest triclosan, ale zwykle dodawane są do niego również inne związki, będące pożywką dla bakterii w zastępstwie naturalnych składników potu, np. Chitosan, Octoxyglycerin, cytrynian trietylu (Triethyl citrate). Ten ostatni, po rozłożeniu go przez bakterie, nadaje skórze kwaśne pH, co dodatkowo hamuje rozwój drobnoustrojów.

W przeciwieństwie do dezodorantów antyperspiranty mogą być bezwonne, a o wyborze powinna decydować głównie skuteczność działania preparatu (uwaga: pełna skuteczność antyperspirantu ujawnia się dopiero po kilku dniach stosowania). Nie ma żadnej różnicy w efektach działania między antyperspirantem z kulką a tym w sprayu. Zawsze obecne są w nich sole glinu (niestety mogą pozostawiać po sobie białe ślady na odzieży, choć są już na rynku preparaty ze składnikami maskującymi tę właściwość) lub nieco łagodniejsze, ale mniej skuteczne kompleksy glinowo-cyrkonowe. Działanie antyperspirantu polega na uszczelnianiu, a nie zatkaniu ujść gruczołów potowych. Blokada ta ma charakter przejściowy i może ustąpić już po pierwszym umyciu (a nawet po silnym spoceniu się).

Chcąc przedłużyć działanie antyperspirantu, dobrze jest umyć wcześniej skórę kwaśnym żelem zamiast zasadowym mydłem – w ten sposób zabezpieczysz się dodatkowo przed bakteriami, które w kwaśnym środowisku gorzej się rozwijają. Nie należy stosować dezodorantów ani antyperspirantów przed opalaniem lub wizytą w solarium, gdyż mogą wywołać przebarwienia skóry. I wreszcie rzecz najważniejsza: nie udowodniono rakotwórczego działania soli glinu ani konserwantów z grupy tzw. parabenów, które są dodawane do niektórych tego typu kosmetyków.

Należy pamiętać, że działanie dezodorantów i antyperspirantów jest jednak doraźne – przypomina dr Ciupińska. – Dezodoranty jedynie neutralizują przykry zapach potu, a po zaprzestaniu stosowania antyperspirantu wydzielenie potu znów wzrasta, bo czop blokujący ujścia przewodów gruczołów potowych jest z nich usuwany podczas codziennego złuszczania naskórka.

Pot prąd

Jak zatem walczyć z najbardziej uciążliwym potem? Poza wspomnianą już operacją chirurgiczną lub botuliną (ostrzykiwanie dłoni, stóp i pach jadem kiełbasianym daje odczuwalny efekt po 3–4 dniach i utrzymuje się on przez 6–9 miesięcy, ale trzeba za ten zabieg zapłacić 1,5–2 tys. zł) proponuje się pacjentom jonoforezę (czyli obkurczanie gruczołów potowych z użyciem prądu) albo tzw. leki antycholinergiczne. – Ponieważ czynność gruczołów potowych pobudza neuroprzekaźnik acetylocholina, próbujemy podczas kuracji blokować jej uwalnianie z zakończeń nerwowych – wyjaśnia nasz ekspert. – Tak działają leki i tak działa toksyna botulinowa.

Trudno uznać pocenie za patologię. Jest to naturalne zjawisko, które pozwala usunąć z organizmu szkodliwe produkty przemiany materii i utrzymywać stałą temperaturę ciała. Wszystko jednak, co wymyka się spod kontroli – staje się problemem. Na szczęście rozwiązywalnym.

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną