12345t

Niebieski blask - testowy, nie usuwać przed końcem 10/2011

Niebieski blask- testowy, nie usuwać przed końcem 10/2011

W poezji Tomasa Tranströmera nie znajdziemy żadnej ideologicznej sprawy. Tylko pojedynczego człowieka, który staje wobec świata, siebie i absolutu.

Piętnaście lat po Noblu dla Wisławy Szymborskiej Akademia Szwedzka znowu nagrodziła poetę – za „zwięzłe przejrzyste obrazy, które dają nam świeży dostęp do rzeczywistości”. Szwed Tomas Tranströmer był wymieniany jako kandydat do Nobla od lat, ale też nie do końca pasował do profilu tej nagrody w ostatnim dziesięcioleciu – otrzymywali ją pisarze w dużej mierze ideologicznie zaangażowani, opisujący niesprawiedliwość społeczną. Tegoroczny wybór z pewnością nie jest polityczny.

Cieszy fakt, że Nobla otrzymał autor, który jest u nas dobrze znany (ukazało się siedem tomów jego wierszy, ostatni – „Podsłuchany horyzont” – w 2005 r.) i który jest w dodatku przyjacielem Polski – wielokrotnie tu bywał (ostatni raz w 1997 r.), przyjaźnił się z Czesławem Miłoszem i był przez niego tłumaczony. Z Miłoszem poznali się w Ameryce. Poezja Tranströmera, tak jak Miłosza, zakorzeniła się w świecie anglosaskim – przekładał go między innymi poeta Robert Bly. Zbiór jego wierszy zebranych wyszedł w Anglii w czerwcu tego roku, pisano wtedy, że jego obrazy niejako wyskakują ze strony i sprawiają, że czytelnik ma poczucie dotykania czegoś konkretnego. Tak jak w wierszu „Sześć zim”: „Lód zwisa z krawędzi dachu./Sople: gotyk do góry nogami./Abstrakcyjne bydło, wymiona ze szkła” (przeł. Leonard Neuger).

W wierszach poety, urodzonego w 1931 r., często pojawia się wyspa i domek jego dziadka, pilota portowego. Byli bardzo ze sobą związani. Rodzice Tomasa wcześnie się rozstali. Zapamiętał z dzieciństwa swoje urodziny, gdy kończył trzy lata. Usłyszał, że jest już duży. Był wychowany blisko sztuki, gra na fortepianie. Jak pisze w jednym z wierszy, sztuka była mu zawsze niezbędna: „twórz, rysuj, aby wydostać się ze swego losu”.

Tranströmer debiutował jako 23-latek w 1954 r. bardzo dobrze przyjętym tomem „17 wierszy”. W 1957 r. poznał swoją żonę Monikę. Po ukończeniu psychologii zamieszkał wraz z nią na terenie zakładu karnego dla młodzieży, w którym pracował jako psycholog. Tam też urodziły się dwie jego córki.

W filmie „Przedmowa do ciszy” Bożeny Garus-Hockuby i Mieczysławy Buczkówny w imieniu Tranströmera mówi jego żona. Po wylewie do mózgu w 1990 r. dotknęła go afazja, stracił mowę i został częściowo sparaliżowany. Jednak nie wpłynęło to na jego twórczość ani na umiejętność gry na fortepianie. Szczególnie lubi grać Liszta, z którym związany jest jego poemat „Gondola żałobna” z 1990 r. Skorzystał wtedy z zaleceń Josifa Brodskiego i pojechał na kilka miesięcy do Wenecji. Jednak, w przeciwieństwie do Brodskiego, nie był zachwycony – marzł w zimnym pokoju. Wtedy powstał poemat, w którym pojawia się Wagner, ożeniony z córką Liszta, i jego teść. „Przy zięciu będącym człowiekiem swego czasu Liszt jest wyliniałym hrabią./To taka maskarada./Głębia, która przymierza i odrzuca różne maski, właśnie tę wybrała dla niego/głębia pragnąca wejść między ludzi nie ukazując własnej twarzy” (...) Liszt grając w ten wieczór trzyma pedał morza wciśnięty tak głęboko/aż zielona morska siła podnosi się przez podłogę i zlewa ze wszystkimi/kamieniami budynku./Dobry wieczór piękna głębio!” (przeł. Antoni Orzech).

W niedokończonym eseju wspomnieniowym „Muzeum motyli” poeta zapisał wspomnienie z czasu, kiedy miał 15 lat i doznał załamania – wydawało mu się, że dopadł go reflektor, który wysyła ciemność zamiast światła. W jego wierszach otwierają się rozmaite ciemne głębie i przestrzenie, przede wszystkim związane z pamięcią i ze snem, z nieświadomością, ale też wydarzeniami z przyszłości. Właśnie w „Gondoli żałobnej” powracają groźne sny, związane z tym, co się zdarzyło i co się jeszcze zdarzy. W innych wierszach jednak często muzyka rozprasza mrok:

„Tylnymi drzwiami do krajobrazu

wchodzi sroka

czerń i biel. Ptak z piekła rodem.

I kos biega wzdłuż i wszerz

aż wszystko stanie się jak rysunek

węglem,

oprócz białych ubrań suszących się na sznurku:

chór Palestriny:

Żadnego śladu pustki”

(„Ptaki poranne”, przeł. Antoni Orzech).

Tworzenie wiersza wiąże się też u Tranströmera z zanikiem „ja”. Poeta tropi je w wielu wierszach, pyta, czym jest ja? Tymczasem „ja” jest nieuchwytne: „JA przepadało i powstawała dziura/przez którą spadałem w dół, jak Alicja” („Portret z komentarzem”). Buduje obraz płynnej tożsamości, która jest jak odbicie w wielu lustrach. Zresztą w jego wierszach często mamy wrażenie, że najważniejszy jest obraz, a nie „ja” mówiące. Obraz sugestywny, często wręcz hipnotyczny. Podmiot sam siebie nazywa „niewidzialnym człowiekiem”, zatrudnionym przez „wielką Pamięć” do tego, by przez niego przepływały wiersze i obrazy. Często pojawiają się drzwi i szczeliny, znaki przejścia.

Okazuje się, że u Tranströmera poezja staje się też rodzajem otwarcia na inną przestrzeń, tak jak w pięknym wierszu „Środek zimy”:

„Niebieski blask

promieniuje z mojego ubrania.

Środek zimy.

Dzwoniące tamburyny lodu.

 

Zamykam oczy.

Jest gdzieś bezdźwięczny świat

jest szczelina

którą umarłych

przemyca się przez granicę”

(przeł. Antoni Orzech).

Polityka 50.2010 (2786) z dnia 11.12.2010; Kultura; s. 35
Oryginalny tytuł tekstu: "Niebieski blask - testowy, nie usuwać przed końcem 10/2011"
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną