Strona główna

Rowerem przez pogranicze

Spreewald, rejs kanałami we wsi Lehde, z serbołużyckim skansenem. Spreewald, rejs kanałami we wsi Lehde, z serbołużyckim skansenem. Marek Henzler / Polityka
Po lewej (niemieckiej) stronie Nysy Łużyckiej i Odry wiedzie 591-kilometrowy szlak dla cyklistów. Od tej trasy wiele ciekawych dróg odchodzi w głąb Niemiec i Polski.
JR/Polityka

W latach PRL i NRD propaganda nazywała granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej granicą przyjaźni. W rzeczywistości była ona silnie strzeżona. Nie była zaminowana jak zachodnie granice NRD i Czechosłowacji, ale stanęło wzdłuż niej 316 wież obserwacyjnych i wyrzutnie rakiet świetlnych, sygnalizujących jej naruszenie. Graniczna odwilż zaczęła się w 1972 r., od kiedy obywatele obu krajów do sąsiadów mogli jeździć na podstawie dowodu osobistego. Po zjednoczeniu niemieckich państw paszport znów okazał się potrzebny. Schowaliśmy go do szuflady, kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej. Od grudnia 2007 r. na wspólnej granicy nie ma już szlabanów.

Od trójstyku do dwumiasta

Niemiecki szlak rowerowy Oder–Neisse Radweg zaczyna się... w Czechach, nieopodal wsi Nová Ves, u podgórza Gór Izerskich, gdzie Nysa Biedrzychowska, łącząc się z Czarną Nysą, daje początek Nysie Łużyckiej. Rzeka ta przez 53,8 km płynie przez Czechy, a potem przez 197,8 km, zanim wpadnie do Odry, jest graniczną rzeką między Polską a Niemcami. Jadąc od jej źródeł, będziemy mogli poznać starówkę w Libercu i obejrzeć leżące tuż przed Trójstykiem Granic (Czech, Niemiec i Polski) miasteczko Hradek. Jego urodę trudno docenić, gdyż dziś ma kompletnie rozkopany rynek.

Trójstyk leży między Hradkiem, niemieckim Zittau i polskim Porajowem. Miejsce to od 1990 r. chciano upamiętnić jako symbol upadku komunizmu i jednoczenia się Europy. Powstał pomysł wybudowania mostu dla pieszych, łączącego trzy graniczące tu ze sobą państwa. W 2006 r. wśród studentów architektury i budownictwa z tych krajów ogłoszono konkurs na projekt. Wygrał pomysł na most w kształcie koła nałożonego na Trójstyk. Miał powstać do 2009 r., ale nie ma go do dziś. I chcąc być dziś w miejscu styku granic, już np. od Hradka powinniśmy jechać po prawej stronie Nysy. Na Trójstyku stoją maszty z flagami trzech państw, spory kamienny obelisk, drewniana rzeźba kobiety o trzech twarzach z gołębiem i mniejszy obelisk z tablicą w trzech językach: „Tutaj rozwija się wspólnie Europa. Na pamiątkę. 1 maja 2004 r.”, którą odsłonili przywódcy trzech państw w dniu wstąpienia Polski i Czech do UE. Za obeliskiem dostrzec można kamień z tablicą z piastowskim orłem bez korony, z napisami upamiętniającymi 45-lecie Ludowego Wojska Polskiego, 43-lecie Wojsk Ochrony Pogranicza i 20-lecie Harcerskiej Służby Granicznej, z datą zlotu: 9–11.06.1988 r.

Stąd szlak biegnie do odległego o 2 km Zittau. Poza ładną odrestaurowaną starówką koniecznie powinniśmy obejrzeć słynne płótna z malowidłami o tematyce biblijnej, którymi w średniowieczu, w okresie wielkanocnego postu, przysłaniano ołtarze (więcej w odcinku „Via Sacra”, POLITYKA 32). Z Zittau można zrobić wypad do leżącej po polskiej stronie Nysy Bogatyni. Byłem w niej na dzień przed katastrofalną powodzią (6 sierpnia), by obejrzeć ogromną dziurę w ziemi – odkrywkową kopalnię węgla brunatnego i stare łużyckie domy o konstrukcji zrębowo-przysłupowej. Łużyce zwane są Krainą Domów Przysłupowych. W trzech sąsiadujących krajach stoi ich jeszcze ok. 19 tys., z czego ok. 400 w Polsce. Kilkanaście z polskiego rejestru ubyło, bo pochłonęła je ostatnia powódź. Od paru lat, w ostatnią niedzielę maja, na Łużycach organizowany jest Dzień Otwarty Domów Przysłupowych. Ich właściciele otwierają wtedy drzwi przed turystami, którzy chcą bliżej poznać ten unikatowy typ budownictwa. Domy te można wtedy oglądać od piwnic po strychy. Przez cały natomiast rok możemy oglądać łużycki dom kołodzieja z Wigancic przy wjeździe do Zgorzelca. Właściciele przywieźli go tu w częściach, pod nadzorem konserwatora zabytków zrekonstruowali i postawili na nowo, urządzając w nim hotel. (Patrz także: „Przysłupowy Kawałek Europy”, Na własne oczy, POLITYKA 31/07)

Z Zittau szlak prowadzi do Ostritz, do cysterskiego opactwa St. Marienthal. Klasztor ufundowała w 1234 r. królowa Kunegunda (Górne Łużyce należały wtedy do Czech). Przeorysze umiejętnie pomnażały majątek klasztoru i uzyskały nawet prawo sądzenia mieszkańców Ostritz i klasztornych wsi. Klasztor zniszczyli husyci, a konwent na 30 lat wygnano do Goerlitz. Po wielkim pożarze w 1683 r. opactwo odbudowano w stylu barokowym. Podczas II wojny cysterki prowadziły tu wojskowy szpital i obóz przejściowy dla dzieci. W czasach NRD zajmowały się działalnością charytatywną. Dziś w klasztorze utworzyły m.in. Międzynarodowe Centrum Spotkań i hotel. Turysta może obejrzeć m.in. kościół, klasztorne gospodarcze podwórza, kaplicę św. Krzyża, wystawę „Ora et labora” (módl się i pracuj), ogród roślin biblijnych, a także należącą do cysterek, najdalej dziś wysuniętą w Niemczech na wschód, winnicę.

Dalej warto przejechać na polski brzeg Nysy w Radomierzycach, by choć przez płot obejrzeć stopniowo odbudowywany ogromny barokowy pałac z XVIII w., zwany też z racji swego kształtu i usytuowania pałacem na wodzie. Ma on 12 kominów (tyle, ile miesięcy), 52 pary drzwi (tygodni) i 365 okien (dni w roku). Postawił go Joachim Zygmunt von Ziegler-Klipphausen, szambelan saski i nadzorca królewskich pałaców. Po jego śmierci w pałacu powstał ewangelicki zakład dla szlachetnie urodzonych panien. Po wojnie była tu strażnica WOP i PGR. Pałac popadł w ruinę. W 1999 r. kupił go właściciel firmy Gerda. Dziś jest własnością Marii Dobrowolny-Głowackiej. Pałac i park też ucierpiały podczas ostatniej powodzi.

Z Radomierzyc jedziemy do Goerlitz i jego położonego na drugim brzegu Nysy przedmieścia, które po II wojnie znalazło się w Polsce jako samodzielne miasto – Zgorzelec. W Goerlitz powinniśmy obejrzeć monumentalny kościół pw. św. Piotra i Pawła, potocznie zwany Peterkirche. Ma pięć naw i piękne gotyckie sklepienia. W jego wnętrzu uwagę przyciągają prezentowane tam nagrobne epitafia, barokowy ołtarz i konfesjonały. Warto też obejrzeć na dawnych przedmieściach miasta Heiliges Grab, czyli Święty Grób. Stanął on na przełomie XV i XVI w. po powrocie z pielgrzymki do Ziemi Świętej ówczesnego burmistrza Goerlitz Jerzego Emericha. Wykonane tam rysunki posłużyły do wykonania wiernej kopii Grobu Chrystusa. W Goerlitz nie można pominąć tzw. Dolnego Rynku z ratuszem z XIV w., stojącego w otoczeniu renesansowych i barokowych kamienic. W jednej z nich, w tzw. Pięknym Domu, mieści się Muzeum Śląskie, pokazujące tysiącletnie dzieje Śląska, łącznie z okresem wysiedlania z niego ludności niemieckiej za Nysę i Odrę.

Natomiast w Zgorzelcu powinniśmy obejrzeć monumentalną eklektyczną Górnołużycką Halę Pamięci (Chwały), zbudowaną w latach 1898–1902 ze składek miejscowej ludności jako wyraz hołdu wobec rodu Hohenzollernów. Chciano tak uczcić pamięć pierwszych cesarzy zjednoczonych Niemiec: Wilhelma I i Fryderyka III. Ich 3-metrowe marmurowe posągi stanęły na półpiętrze reprezentacyjnego holu, zwieńczonego ogromną kopułą o wysokości 42 m, przypominającą z zewnątrz cesarską koronę. W Hali Pamięci, z fasadą bogato zdobioną rzeźbami, stały także posągi pomniejszych królów i książąt oraz pruskich mężów stanu, strzeżone przez lwy sfinksy. Tu 6 lipca 1950 r. premierzy Polski i NRD, Józef Cyrankiewicz i Otto Grothewohl, podpisali tzw. układ zgorzelecki, o wytyczeniu i ustaleniu, już istniejącej (tyle że z radziecką strefą okupacyjną w Niemczech), granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Dziś ma w niej siedzibę Miejski Dom Kultury.

 

 

Gondolierzy znad Szprewy

Z Goerlitz pedałujemy do Bad Muskau. W początkach XIX w. właściciel tych terenów książę Hermann von Pückler-Muskau, po studiach w Anglii, zdecydował się założyć po obu stronach Nysy największy w ówczesnych Niemczech park w stylu angielskim, w którym współgrać miały: natura, kultura, technika i człowiek. Po wojnie większa część Parku Mużakowskiego znalazła się w Polsce (okolice Łęknicy). W Bad Muskau pozostały m.in.: Stary i Nowy Zamek, oranżerie i młyn. Dopiero w końcu XX w. można było podjąć wspólne działania zmierzające do rewitalizacji tego parku, od 2004 r. wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Po polskiej stronie Nysy dalej rozciąga się Park Krajobrazowy Łuku Mużakowa na spiętrzonej morenie czołowej.

Przez ten geopark możemy pojechać do Brodów. Ale możemy się też do nich dostać, jadąc głównym szlakiem po niemieckiej stronie przez miasto Forst, znane z różanego parku-ogrodu. Forst, jak i Brody były niegdyś własnością hrabiego Henryka Brühla, pierwszego ministra Augusta III Sasa, króla Saksonii i Polski. Przez włości Brühla wiódł niegdyś trakt łączący Drezno z Warszawą i w Brodach minister wybudował wspaniałą barokową rezydencję, a właściwie całe prywatne miasto. Pozostały po nim barokowe wjazdowe bramy, piękny, choć zdewastowany park, zrujnowany niestety pałac i dwie jego oficyny, w których jest hotel i weselna sala balowa.

Z Brodów przez Forst możemy odbić od naszego szlaku na zachód, w okolice miasta Lübbenau, w serce Spreewaldu, na łęgi nad Sprewą, poprzecinane dziesiątkami kilometrów kanałów i strumieni. Od wieków mieszkają tu Serbołużyczanie. Ich głównym środkiem transportu były tu łodzie. I łodzią właśnie popłynąć możemy do wsi Lehde, ze skansenem serbołużyckiego budownictwa i Muzeum Ogórków, od lat głównego produktu z miejscowych pól. W skansenie największe zainteresowanie budzą wielkie łóżka, w których sypiały całe rodziny. Kiedy Bóg sypnął więcej potomstwa, to na noc, spod głównego lóżka, wysuwano dodatkową szufladę dla dzieci. Wycieczki łodziami po kanałach Spreewaldu były i do dziś są bardzo popularne wśród berlińczyków. Były też żelaznym punktem oferty dla Polaków dawnych enerdowskich biur podróży. Spreewald przez UNESCO uznany został za Rezerwat Biosfery.

Z Lehde wracamy do naszego głównego traktu, na którego trasie mamy kolejne podzielone po wojnie miasto. Po niemieckiej stronie Nysy jest Guben (w latach NRD – Wilhelm Pieck Stadt Guben), a po polskiej stronie rzeki – Gubin. Po tej też stronie Nysy leżało dawne zabytkowe centrum miasta, które legło w gruzach podczas oblężenia w 1945 r. Dziś stoi tu odbudowany ratusz (obecnie dom kultury) i tuż obok zrujnowana, bez dachu – gubińska gotycka fara. Otacza ją płot z ogrodzeniowej siatki (trwa powolna jej odbudowa). W pobliżu są też resztki miejskich fortyfikacji. Przejeżdżając mostem przez Nysę, warto zwrócić uwagę na położoną tuż obok elektrownię wodną.

Niedaleko mamy Ratzdorf, gdzie Nysa Łużycka kończy swój bieg w nurcie o wiele od niej szerszej Odry. W miejscu styku obu rzek stoi krzyż, a nieco dalej domek wodowskazu, na dachu którego, wielkimi cyframi, widocznymi z daleka nawet w nocy, na bieżąco wyświetlany jest stan poziomu wody. Na placyk przed wodowskazem, z małą knajpą i piwnym ogródkiem, bez problemu dojedziemy rowerem. Nie zaparkujemy tam już natomiast samochodu. Zmotoryzowanych turystów mieszkańcy nie lubią. Samochody turyści muszą zostawić na wyznaczonym dla nich parkingu na skraju miejscowości, skąd potem trzeba już wędrować pieszo lub skorzystać z lokalnego publicznego transportu, np. z jeżdżącej ulicami miasteczka drogowej kolejki.

Niedaleko Ratzdorf leży Neuzelle, z męskim cysterskim barokowym klasztorem i czynnym do dziś klasztornym browarem. Dalej szlak prowadzi nas w kierunku dawnego socjalistycznego miasta – Eisenhüttenstadt i do Frankfurtu. We Frankfurcie warto zajrzeć do położonego tuż obok gmachu Uniwersytetu Viadrina, stopniowo odbudowywanego z wojennych zniszczeń ogromnego gotyckiego kościoła Mariackiego. Ma on pięć naw, a jego odbudowywana ostatnio konstrukcja dachu była największą budowlą z drewna powstałą w Niemczech w ostatnich stu latach.

Schody do nieba

Nieco ponad 30 km dalej, u ujścia Warty do Odry, mamy Kostrzyn. Przez wieki ziemią kostrzyńską władali Pomorzanie, Polacy, rycerskie zakony templariuszy, joannitów i krzyżaków oraz Brandenburczycy. I to margrabia Jan von Hohenzollern w 1535 r. obrał strategicznie położony Kostrzyn na stolicę Nowej Marchii.

Z czasem powstała tu wielka pruska twierdza, z fortami leżącymi zarówno po polskiej, jak i niemieckiej stronie Odry. Kres pomyślności miasta nastał w 1945 r., kiedy na drodze idących na Berlin wojsk radzieckich stanęła Festung Kostrin. Miasto-twierdza po dwumiesięcznym oblężeniu zostało niemal doszczętnie zniszczone. Po jego starówce, po polskiej stronie Odry, pozostały tzw. Kostrzyńskie Pompeje, z zachowaną siatką dawnych ulic, ponad które wyrastają resztki ruin kamienic, zamku i kościołów, ze schodami prowadzącymi z poziomu ulicy jedynie do nieba.

Z Kostrzyna możemy zrobić wycieczkę do leżącego w rozlewisku Warty i Odry ptasiego raju – parku narodowego Ujście Warty, a także do niedalekiego Sarbinowa. Na jego polach w 1758 r. Prusacy dowodzeni przez Fryderyka II Wielkiego, w bitwie zwanej bitwą pod Zorndorfem, pokonali Rosjan (Wojciech Kossak na zlecenie cesarza Wilhelma II namalował jej panoramę). Zginęło w niej 30 tys. żołnierzy. Dziś na pagórku położonym po prawej stronie drogi Sarbinowo–Chwarszczany stoi pamiątkowy głaz z niemieckim i rosyjskim napisem. Ostatnio postawiono tu też, łożąc na to unijne środki, drewnianą wieżę widokową. Tyle tylko, że projektant chyba nie oglądał miejsca jej postawienia. Najwyższy poziom widokowy wieży sięga mniej więcej połowy korony otaczających ją drzew. Okolice można zatem oglądać dopiero wtedy, gdy opadną liście. Może tym, co ją stawiali, wieża widokowa pomyliła się z myśliwską amboną.

W niedalekich Chwarszczanach, gdzie stoi gotycki kościół postawiony przez templariuszy (patrz półprzewodnik „Wyprawy z krzyżem”, POLITYKA 34/09), trafimy na kolejny turystyczny absurd. Wnętrze tego filialnego dziś kościoła obejrzeć można tylko przed i w czasie niedzielnej mszy o godz. 9. W innych dniach i godzinach klucz dostaną tylko wcześniej zgłoszone grupy. W sąsiednich Niemczech zabytkowe kościoły z reguły są otwarte przez całą sobotę i niedzielę. Dyżuruje w nich któryś z członków rady parafialnej. Często, kiedy usłyszy język polski, poda nam nawet przygotowany po polsku opis historii kościoła i ciekawszych w nim sakralnych zabytków. Przed wyjściem z kościoła wrzuca się jakąś drobną kwotę do koszyczka (skarbonki).

A jadąc z Kostrzyna dalej szlakiem głównym, po niemieckiej stronie Odry, warto wstąpić do Gorgast, gdzie zachował się fort zewnętrzny pruskiej kostrzyńskiej twierdzy, wzniesiony w latach 80. XIX w. Fortu nie wysadzono ani po I, ani po II wojnie. Po ostatniej służył jako magazyn sprzętu i amunicji najpierw Armii Czerwonej, a potem Narodowej Armii Ludowej (NRD). Dalej szlak wiedzie wzdłuż Odry, do miejscowości Mercherin, m.in. przez niemiecki park narodowy Dolnej Odry. Tu Odra skręca w kierunku północnowschodnim, w stronę Szczecina, natomiast szlak rowerowy biegnie na północ, już wzdłuż lądowej granicy między Polską a Niemcami, do brzegu Zalewu Szczecińskiego i obiega ten zalew od zachodniej strony. Potem wiedzie nas na wyspę Uznam i kończy się nad Bałtykiem w dawnym cesarskim kąpielisku w Ahlbeck. Z tego kurortu możemy jechać do leżącego 3 km na wschód polskiego już Świnoujścia.

Pętla Brandenburska

Wcześniej warto jeszcze zrobić wycieczkę na zachód, w głąb Brandenburgii. Na tej dodatkowej pętli leży m.in. Bad Freienwalde, szczycące się mianem najstarszego w tej części Niemiec kurortu. Znajdziemy tu gotycki kościół z XIII w. i Muzeum Kraju Odry, z historycznymi i etnograficznymi zbiorami pokazującymi dzieje osuszenia nadodrzańskich bagien przez sprowadzonych tu przez Fryderyka Wielkiego osadników z Holandii. O władcy tym mówi się, że wiele ziem zdobył na sąsiadach, ale niemało też wydarł dzikiej przyrodzie. Nieopodal mamy miejscowość Niederfinow, gdzie od 1934 r. stoi i służy śródlądowej żegludze podnośnia rzecznych statków pasażerskich, barek i jachtów, chcących przepłynąć od Odry do leżącego nad Hawelą Berlina. Aby przepłynąć wodny szlak, trzeba pokonać polodowcowy uskok Niederfinow o wysokości 36 m. Wcześniej trasę tę pokonywano kanałem, na którym było 17 śluz. Teraz różnicę 36 m statek czy barka pokonuje w 5 minut. Wpływa do specjalnej wanny z podnoszonymi bramami, którą za pomocą podnośników podnosi się na poziom rzeki Haweli lub opuszcza na poziom Odry. Ogromna stalowa konstrukcja podnośni może i psuje nadodrzański krajobraz, ale też znakomicie ułatwia żeglugę. Niedaleko Niederfinowa leży też Chorin ze starym opactwem cystersów. Na jego dziedzińcu latem wystawiane są opery.

 

W tym cyklu wydrukowaliśmy:
Samochodzik i krzyżacy” (POLITYKA 27); „Na straży na plaży” (POLITYKA 28); „Koleiny Jagiełły” (POLITYKA 29); „Od szejka do Szwejka” (POLITYKA 30), „Kędy wiedzie wiedenka” (POLITYKA 31), „Via Sacra” (POLITYKA 32) „Bratanków trzech” (POLITYKA 33).

Polityka 34.2010 (2770) z dnia 21.08.2010; Półprzewodnik Polityki; s. 52
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak się leczy na Stadionie? „Wstyd mi, że w tym uczestniczę”

Doktor M. leczy na Narodowym. Zaprosił mnie do Regent Warsaw Hotel, jednego z droższych w stolicy. To tutaj zakwaterowano personel szpitala tymczasowego.

Paweł Reszka
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną