Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Strona główna

Wielki włam

Wakacyjna plaga - włamania

Na wytrawnych złodziei czasem nie ma sposobu. Na wytrawnych złodziei czasem nie ma sposobu. Bernd Vogel / Corbis
Zaczęły się złodziejskie żniwa: w lecie jest najwięcej włamań do mieszkań i domów. Liczymy głównie na sąsiadów i na ubezpieczenie. Najczęściej to nie wystarczy.
Według policyjnej statystyki, liczba włamań do mieszkań wyraźnie w ostatnich latach spadła.Adam Burn/Corbis Według policyjnej statystyki, liczba włamań do mieszkań wyraźnie w ostatnich latach spadła.
Polityka

W Białej Podlaskiej policjanci przyłapali niedawno dwóch włamywaczy, którzy dostali się do mieszkania na parterze po wybiciu szyby w drzwiach balkonowych. Łupami złodziei okazały się DVD i słoik smalcu. Smalec miał być zapewne zakąską, bo włamywacze byli mocno nietrzeźwi. Policję zaalarmowała lokatorka mieszkania w tym samym domu.

Firma ochroniarska EZT SA, z oddziałami w kilkunastu miastach, przeprowadziła w końcu maja badania ankietowe, jak zabezpieczamy mieszkania przed włamaniem. Zwłaszcza w czasie sezonu urlopowego, kiedy zagrożenie jest największe. 62 proc. ankietowanych odpowiedziało, że zamierza prosić sąsiadów, żeby się zaopiekowali ich mieszkaniami. Jeśli ktoś wyjmuje listy ze skrzynki pocztowej, podlewa kwiaty na balkonie, złodziejski wywiad nie dostaje sygnału, że w lokalu nikogo nie ma. Ale opieka sąsiada najwyraźniej nie wystarcza: najwięcej włamań jest w czasie wakacji.

W maju stołeczna policja zatrzymała trzech złodziei, którzy przez ponad rok włamywali się do mieszkań w Warszawie i innych miastach. – Mieli specjalistyczny sprzęt, wyłamywali zamki w drzwiach zaledwie w dwie minuty – powiedziała Dorota Tietz, rzeczniczka Komendy Stołecznej Policji. Kradli biżuterię, pieniądze, małe antyki, niewielki sprzęt elektroniczny. Z badań firmy EZT SA wynika, że rzadko utrudniamy takim złodziejom życie: tylko 15 proc. osób uczestniczących w badaniach miało antywłamaniowe drzwi i zaledwie 14 proc. nowoczesne zamki z atestem.

Stołeczna policja zatrzymała także szajkę, która przez ponad rok włamywała się do mieszkań na parterze i pierwszym piętrze przez drzwi balkonowe. Łupem padały głównie pieniądze, biżuteria, telewizory.

Złodziejski sezon

Drzwi balkonowe i okna forsowane są najczęściej. Na rynku jest sporo rozwiązań, nazywanych antywłamaniowymi, które mają temu zapobiegać. Niestety, deklaracje producentów są mocno przesadzone. Folia antywłamaniowa, naklejana na wewnętrzną stronę szyb, gwarantuje tylko to, że odłamki z rozbitej szyby na niej pozostaną. Stolarka antywłamaniowa ma po prostu większą odporność na wyważenie (określaną w klasach WK od 1 do 6). – Sforsowanie okna klasy WK-2 zajmuje doświadczonemu włamywaczowi około trzech minut – twierdzi Robert Klos, ekspert „Ładnego Domu”. Do kradzieży raczej nie dojdzie, jeśli w mieszkaniu jest także system alarmowy z czujkami na oknach: trzy minuty wycia syreny to dosyć, żeby zaalarmować sąsiadów albo ochronę domu.

Najtańszy system alarmowy kosztuje około 500 zł. Bardzo tanim rozwiązaniem, sygnalizującym wyważanie okna albo wybijanie szyby, jest alarm wstrząsowy RL 9806 z letniej oferty sklepów Leroy Merlin (za 14,90 zł). Montuje się go samemu na szybie albo drzwiach.

Według policyjnej statystyki, liczba włamań do mieszkań wyraźnie w ostatnich latach spadła (patrz ramka). Wprawdzie nie każdy zgłasza, że został okradziony – wiara w skuteczność policji jest umiarkowana – ale spadek wydaje się pewny. Bardzo zmniejszyła się także liczba włamań do domków letniskowych, okradanych przez złodziei z najniższej półki. Czasem nie trzeba ich nawet szukać: 19-latek z Lubina zgubił koło okradzionego domku reklamówkę, w której był jego dowód. W Świdnicy menel włamał się do altany w ogrodzie działkowym, zamieszkał w niej i okradał domek za domkiem. Głównie ze wszystkiego, co nadawało się na złom, ale także z narzędzi ogrodniczych, kosiarek. Wpadł dopiero przy 11 domku. W miejscowościach letniskowych i ogrodach działkowych złodziejski sezon zaczyna się późną jesienią, a kończy w marcu. Zmienia się też trochę profil złodziejskich zainteresowań. Kiedyś z letnich domków wyciągano przede wszystkim narzędzia czy materiały budowlane i ich wyposażenie. Dzisiaj, m.in. na Mazowszu, grasują gangi, które z dacz, jeśli nie ma ochrony i alarmów, wykręcają w budynkach wszystkie krany i inną armaturę.

Zaufanie do bliźnich jest w Polsce wyjątkowo ograniczone. Według raportu European Social Survey, opartego na badaniach obejmujących 17 krajów europejskich, zajmujemy pod tym względem ostatnie miejsce. Dlatego niesłychanie rozpleniła się moda na zamknięte osiedla i odgradzanie nawet pojedynczych budynków. Nie ma pewności, czy płoty rzeczywiście zmniejszają zagrożenia. Ale do zamkniętych osiedli nie przychodzą przynajmniej włamywacze amatorzy i podpici złodzieje szukający zakąski.

Na wielu domach jednorodzinnych, zwłaszcza podmiejskich, są tabliczki ostrzegające: obiekt monitorowany. Można je zobaczyć nawet w ogrodach działkowych. Wieść niesie, że nieznani sprawcy, którzy wybiją gdzieś szybę, coś zniszczą, to ludzie z firm ochroniarskich, którzy przekonują w ten sposób właścicieli domów do korzystania z ochrony. – To są mity. Firmy walczą o klienta obniżając ceny. Czasem, żeby go zdobyć, dopłacają do usługi. Proponują miesięczne opłaty rzędu 2050 zł – twierdzi Dorota Godlewska, prezes Polskiego Związku Pracodawców Ochrona.

Łakomy kąsek

Firmy ochroniarskie to dzisiaj wielki pracodawca. – Pracowników z licencją jest ponad 160 tys. I co najmniej tyle samo bez licencji. Zarobki są na ogół na poziomie płacy minimalnej – mówi Teresa Godlewska. Duża konkurencja jest korzystna dla klientów, ale firmy wychodzą na niej nieszczególnie.

Ochroniarz z licencją ma prawo użyć broni. Jeśli w domu są cenne przedmioty i trzeba się liczyć z możliwością włamania rozbójniczego, warto zastrzec w umowie, że w patrolu interwencyjnym będzie przyjeżdżała przynajmniej jedna osoba z licencją.

Obecność domowników nie jest dla złodziei przeszkodą. Popularne jest włamywanie się „na śpiocha”, po wpuszczeniu chloroformu przez uchylone okno albo wstrzyknięciu go przez wywierconą w ramie okna szparę. Mieszkańcy i pies budzą się, kiedy dom został już ograbiony. Producenci urządzeń zabezpieczających znaleźli na to sposób: czujkę, która wykrywa śladowe nawet ilości chloroformu i uruchamia alarm.

Czasem lepiej, żeby złodzieje nikogo nie zastali. – Patrol przyjeżdża zwykle po około 7 minutach od uruchomienia alarmu. Domownicy są w tym czasie często bezradni. Wydadzą wszystko, a nawet odwołają alarm podając hasło. Dlatego potrzebne są rozwiązania, które wydłużają czas dojścia bandytów do mieszkańców domu. Czujki wykrywające podchodzenie do drzwi i działające bezzwłocznie. Dobrej klasy zabezpieczenia drzwi i okien. Warto mieć także w domu ukryte pomieszczenie, do którego dotrze się w ciągu 20 sekund i poczeka na przyjazd patrolu – radzi Stefan Jerzy Siudalski, ekspert z listy biegłych sądowych.

Na wsi jedynym systemem alarmowym jest zwykle pies. Głównie kundel, bo rasowe psy obronne padają czasem łupem przyjezdnych złodziei. Zagrożenia są często bagatelizowane. – Kobieta rzuciła się na włamywacza z wałkiem w ręku. Dostała dwa postrzały w brzuch – opowiada Stefan Siudalski.

Na wytrawnych złodziei czasem nie ma sposobu. Szajka włamywaczy 17 razy uruchamiała alarm w domu, który uznała za łakomy kąsek. Z ukrycia obserwowała, czy patrol interwencyjny przyjedzie i po jakim czasie. Za 17 razem nie przyjechał. Wtedy dom został okradziony.

Odszkodowania nie będzie

Jeśli nawet dom twierdza nie zawsze się obroni, czy nie lepiej poprzestać na ubezpieczeniu? Otóż nie jest to takie proste, bo ubezpieczyciele stawiają sporo warunków. – Dom albo mieszkanie muszą być należycie zabezpieczone przed złodziejami. Drzwi zewnętrzne, okna, drzwi balkonowe, tarasowe powinny być w dobrym stanie technicznym i solidnie osadzone. Muszą być także zamknięte – mówi Agnieszka Rosa z Grupy PZU. Jeśli np. zostawiliśmy uchylone okno, odszkodowania nie będzie. PZU wymaga także zamontowania dobrych zamków. – Drzwi wejściowe muszą być zamknięte na co najmniej dwa zamki wielozastawkowe albo jeden wielopunktowy lub mechaniczno-elektroniczny – wylicza Agnieszka Rosa. Nie wszyscy o tych wymaganiach wiedzą. Agenci przyjmują roczne składki bez zadawania pytań, a mało kto czyta obszerne broszury informacyjne firm, które świadczą nam usługi.

Poza tym żal nam pieniędzy i na ogół zaniżamy wartość mienia, które chcemy ubezpieczyć, a odszkodowanie liczone będzie od podanej przez nas kwoty. Za zrabowane dzieła sztuki, przedmioty z platyny, złota, srebra, biżuterię PZU wypłaci 40 proc. sumy odszkodowania. Za skradzione przez włamywaczy pieniądze – tylko 5 proc. tej kwoty. Wnioski są oczywiste: biżuterię trzeba trzymać w sejfie, pieniądze w banku, dzieła sztuki chronić wysokiej klasy systemem alarmowym. Najbardziej bezpieczny jest dom (mieszkanie), w którym żadnych cennych rzeczy nie ma. Taka opcja jest najmniej pociągająca. Eksperci od zabezpieczeń doradzają jednak demonstrowanie raczej biedy niż popisywanie się bogactwem.

Polityka 27.2011 (2814) z dnia 28.06.2011; Rynek; s. 34
Oryginalny tytuł tekstu: "Wielki włam"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną