Recenzja spektaklu: "Don Carlo", reż. Willy Decker
Spektakl sprzed 9 lat z Opery Niderlandzkiej w Amsterdamie, w reżyserii Niemca Willy’ego Deckera, rozpoczął w Warszawie Rok Verdiego.
Spektakl sprzed 9 lat z Opery Niderlandzkiej w Amsterdamie, w reżyserii Niemca Willy’ego Deckera, rozpoczął w Warszawie Rok Verdiego.
Przed dwoma laty na poznańskim Malta Festival gościł amerykański zespół Young@Heart złożony z piosenkarzy amatorów ze średnią wieku oscylującą około 80, objeżdżający świat z przedstawieniem, w którym poprzez standardy muzyki amerykańskiej dowodzili, że nie tylko marzyć, ale i spełniać marzenia można w każdym wieku.
W planach była adaptacja „Spalonych słońcem” Nikity Michałkowa, ale z jakiegoś powodu Agnieszka Glińska zmieniła zdanie i wróciła po raz czwarty w swojej karierze do zmarłego rok przed wybuchem drugiej wojny światowej Austriaka Ödöna von Horvátha.
Autobiograficzna sztuka O’Neilla z 1956 r. to portret jednego z wielu piekielnych dni, jakie zwykła sobie nawzajem fundować rodzina Tyronów.
Toczący się pod hasłem „Teatr nie jest produktem/Widz nie jest klientem” rok Strzępka i Demirski zakończyli spektaklem, w którym zastanawiają się, kiedy rynek zagarnął sztukę, z artystów robiąc wyrobników, a z ich dzieł produkty do sprzedania, i czy można to jeszcze odwrócić?
Odys i Filoktet, obaj ekstremiści, jeden przekonany, że cel uświęca środki, drugi czyniący fetysz ze swojej krzywdy i odrzucenia, walczą o duszę Neoptolema.
Henryk Baranowski umieścił akcję „Napoju miłosnego” w PGR, bo skoro w PRL byli komuniści z Grecji, to mogli być i z Włoch.
Na widowni Teatru Polskiego, po właśnie zakończonym dwuletnim remoncie generalnym, świeże karmazynowe plusze, odnowione złote stiuki oraz grono oficjeli z parą prezydencką na czele, a na scenie opuszczony basen, a w nim grupka brudnych i obszarpanych bezdomnych czaruje za pomocą alkoholu.