Archiwum Polityki

Publicznym uczelniom lepiej

Rządowi i minister Barbarze Kudryckiej należą się gratulacje za sprawne przeprowadzenie przez Sejm pakietu ustaw zmieniających zasady funkcjonowania szkolnictwa wyższego. Ale same zmiany, chociaż poważne i idące w dobrym kierunku, na pewno nie są rewolucyjne.

Powstaną KNOW, czyli wyłonione w ramach konkursów wiodące zespoły naukowe (trzy w każdym z ośmiu obszarów wiedzy). Starsi pracownicy naukowi, osiągnąwszy stosowny wiek, będą tracili wynikające z mianowania przywileje, potem mogą być zatrudnieni tylko na zwykłą umowę o pracę. To, zdaniem ministerstwa, doprowadzi stopniowo do odmłodzenia polskiej nauki: dziś 80 proc. doktorów habilitowanych to osoby powyżej 50 lat, a ponad 70 proc. profesorów jest po sześćdziesiątce. Tylko najlepsi studenci będą mogli bezpłatnie studiować drugi kierunek. Naukowcy będą mogli pracować na drugim etacie wyłącznie za zgodą rektora. Nauczyciele akademiccy będą oceniani (również przez studentów i podwładnych) nie rzadziej niż co dwa lata i negatywna ocena będzie miała konsekwencje w postaci nawet utraty pracy. Radykalny postulat, by rektorzy pochodzili z konkursu, a nie z wyboru, doczekał się połowicznej tylko realizacji – szkoły mają tu wolną rękę. Zostanie nieszczęsna (równie często krytykowana, jak i broniona) habilitacja, ale w formie okrojonej. Zmiany mają usunąć największe akademickie patologie – wieloetatowość, nepotyzm, blokowanie karier młodych naukowców.

Przegranym w bitwie o polskie szkolnictwo wyższe wydają się dzisiaj uczelnie niepubliczne, które padły chyba ofiarą panującego stereotypu, że najlepsze z nich są gorsze od najsłabszych publicznych. Studia na uczelniach niepublicznych pozostają płatne. Wprawdzie szkoły te mogą na równych prawach startować w konkursach o rozmaite granty z kasy państwowej, ale jest to zaledwie ułamek środków, które przypadają w udziale uczelniom państwowym jako dotacja na studia stacjonarne. Wobec niżu demograficznego sytuacja uczelni niepublicznych jest nie do pozazdroszczenia. Dziś uczy się na nich mniej więcej jedna trzecia wszystkich studentów. Czyli właśnie tylu, o ilu według prognoz demograficznych zmniejszy się liczba studentów w najbliższych latach. Może to, niestety, oznaczać całkowity upadek tego sektora.

Polityka 07.2011 (2794) z dnia 12.02.2011; Komentarze; s. 6
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną