Archiwum Polityki

Książę Prymas zwąchał linę

Temat agentów w Kościele towarzyszy nam od pewnego czasu, jest więc okazja, aby przypomnieć osiemnastowieczne problemy w tej materii. Dodatkowym impulsem jest książka Jarosława Marka Rymkiewicza „Wieszanie”, opowiadająca o insurekcyjnej Warszawie 1794 r.

Aleksander Świętochowski pisał: „Nigdy i nigdzie nie było tylu przedajnych biskupów” – mając na myśli hierarchów polskiego Kościoła, znajdujących się na służbie obcych dworów u schyłku I Rzeczpospolitej. Ocenę tę potwierdzają „teczki”, odkryte w zdobytej przez powstańców podczas insurekcji ambasadzie rosyjskiej. Wacław Tokarz pisał o tych materiałach jako o dowodach „systematycznej i długiej pracy poselstwa rosyjskiego nad znieprawieniem dusz w Rzeczypospolitej”. Oto np. biskup Sierakowski skarżył się w liście do Osipa Igelströma (od końca 1792 r. był on naczelnym wodzem wojsk rosyjskich stacjonujących w Polsce, a w latach 1794–97 ambasadorem moskiewskim w Rzeczpospolitej), że chociaż jest pierwszym aktywistą konfederacji targowickiej, pomija się go w awansach. Biskup Massalski rekomendował swojego podopiecznego biskupa Józefa Kossakowskiego jako szczerze przywiązanego do Moskwy. Szwedzki poseł w Warszawie Johann Christopher Toll donosił 3 maja 1794 r.: „Mówi się powszechnie, że w papierach rosyjskiej ambasady znajduje się dużo danych, które w obecnej sytuacji mogą skompromitować wiele osób i dać powód do nowych aresztowań”.

Kossakowski, Poniatowski, Massalski

9 maja 1794 r. wokół ratusza warszawskiego zebrał się kilkutysięczny tłum, do którego przemawiał sekretarz Hugona Kołłątaja Kazimierz Konopka, nawołując do powieszenia zdrajców. Istnieją przypuszczenia, że była to akcja zorganizowana przez Kołłątaja, skądinąd księdza i jednego z najwybitniejszych umysłów tej doby. Przygotowane były żądania (wśród nich powieszenia zdrajców), które w obecności tłumu przekazano prezydentowi Warszawy Wyssogocie Zakrzewskiemu.

Pomocnik Historyczny Nr 3/2007 (90001) z dnia 25.08.2007; Pomocnik Historyczny; s. 11
Reklama