Archiwum Polityki

Zalotnicy parobka

Towar szuka klienta – ta reguła wolnego rynku sprawdza się oczywiście nie tylko w ekonomii, ale i w kulturze, o czym zdążyliśmy się dobrze przekonać w ciągu 12 lat od momentu zmiany systemowej. Choć komercjalizacja nie musi automatycznie unieważniać hierarchii gustów, w dzisiejszej Polsce kulturą masową rządzi zasada, wedle której jedynym kryterium doniosłości danego zjawiska jest jego zasięg łatwo przeliczalny na dochód pomysłodawcy i producenta.

„Gdyby jakaś magia usunęła barierę, Polska natychmiast zostałaby pochłonięta przez kulturę masową komercjalną i to w stopniu o wiele większym niż przed wojną, kiedy brakło do tego warunków, bo cała niemal wieś (wtedy przygniatająca większość ludności) była wyłączona z obiegu”. Tak pisał Czesław Miłosz w komentarzu do swojej antologii „Kultura masowa” wydanej w 1959 r. przez Instytut Literacki w Paryżu, a teraz właśnie wznowionej.

Polityka 15.2002 (2345) z dnia 13.04.2002; Kultura; s. 39