Archiwum Polityki

Jesteśmy rodacy czy nie?

W wielkanocny poniedziałek nad ranem pod gruzami zawalonego hotelu w czeskim miasteczku Louny zginęło sześcioro – jak pisała czeska prasa – Polaków, a jak pisała polska prasa – Polaków romskiego pochodzenia. Jeszcze tego samego dnia, na wieść o tragedii, z różnych miejsc Europy wyruszyli do Loun bliscy ofiar. Chcieli zaopiekować się ciałami i podtrzymać na duchu krewnych, którzy przeżyli katastrofę. Następne trzy dni wszyscy spędzili na skwerku przed lounskim hotelem czekając, aż urzędnicy powiedzą im, co robić dalej.

O trzeciej nad ranem bezrobotny Ladislav Macas oglądał telewizję w wynajmowanym na stałe pokoju w hotelu Oharka. Jego okna wychodzą na drugi, nowszy budynek, gdzie zatrzymała się duża rodzina z Polski. Niektórych jej członków znał z widzenia, od kilku lat bywali w Lounach, czasem brali pokoje nawet na kilka miesięcy. Za dnia w hotelu zostawały tylko kobiety z dziećmi, mężczyźni jeździli do pobliskich miast i wracali wieczorem. Tej nocy długo świętowali. – Nagle wielki huk, wyglądam przez okno, a tam nie ma całego pionu, ludzie skaczą z balkonów, płaczą – relacjonuje Macas.

Polityka 15.2002 (2345) z dnia 13.04.2002; Społeczeństwo; s. 90