Archiwum Polityki

Ortalion, parasol i gazeta

W tamtych czasach nie było szalików, proporców, chorągwi; nie było ani ogromnych, rozwijanych wzdłuż całych trybun, transparentów, ani farb do malowania twarzy w wojenne barwy klubowe. W tamtych czasach rasowego kibica szło poznać po płaszczu ortalionowym, parasolu, gazecie w garści; i po – ma się rozumieć – szybkim, neurotycznym marszu. Mieszkaliśmy przy ulicy Filareckiej i kiedy pod oknami wynajmowanego przez ojca pokoju zaczynały sunąć tak rozpoznawalne cienie, znaczyło to, że powoli trzeba się zbierać.

Polityka 17.2006 (2552) z dnia 29.04.2006; Pilch; s. 145