Archiwum Polityki

Czarny baran, biały kruk

Ilia Erenburg miał trzy duchowe ojczyzny: był Rosjaninem, Żydem, paryżaninem, a właściwie wiecznym tułaczem, ponieważ wciąż za coś był wyganiany.

Uciekał przed różnymi zagrożeniami, desperacko powracał do Rosji, gdzie musiał grać, wiele przemilczać, lawirować, żeby przeżyć i wydawać w kraju swoje książki, prawdziwe i kłamliwe jak on sam. Autorka najnowszej jego biografii uważa go za „średniej klasy powieściopisarza i nie najlepszego poetę”, nawet jego ogromną autobiografię, której poświęcił ostatnią część życia, przyjmuje jako zbiór wyznań niepełnych, pytań bez odpowiedzi, faktów starannie wybieranych. Ale właśnie on, człowiek w nieustannym potrzasku, pilnowany przez różne władze, był jednocześnie czarnym baranem, który nieraz beczał pospołu z innymi baranami, oraz wyjątkowym białym krukiem, jak nazwała go zaprzyjaźniona z nim przez pięćdziesiąt lat Nadieżda Mandelsztam, rozumiejąca szamotaninę Erenburga oraz jego cierpienie dalekie od wygodnych albo i niekiedy podłych wyborów innych pisarzy radzieckich. Tuż przed śmiercią Erenburg napisał swój ostatni, rozpaczliwy wiersz o baranie, który postanowił umrzeć po swojemu, z dala od stada. Gdy pisarz umarł w Moskwie w 1966 r., władze po cichu wyniosły trumnę i wieńce z drugiej strony budynku, przed którym zgromadziły się tłumy ludzi, pragnących pożegnać Erenburga. Tłum, filmowany przez agentów KGB z dachów, krzyczał, że to hańba. Pod murem cmentarza stały kordony służby bezpieczeństwa w mundurach i pełnym uzbrojeniu. Tak został pochowany pisarz bliski wszystkim, którzy sami dobrze znali niebywałą udrękę życia w przerażającym świecie i w okrutnym systemie.

Książkę Ewy Zarzyckiej-Berard czyta się jednym tchem, z poruszeniem. Jest to praca historyczna, źródłowa, wydobywająca rewelacyjne materiały archiwalne, erudycyjna i dokładna w szczegółach, a zarazem nie ma w sobie nic z suchości czy pontyfikalności Nauki przez duże N.

Polityka 25.2002 (2355) z dnia 22.06.2002; Kultura; s. 58
Reklama