Archiwum Polityki

Zaplecze od tyłu

Gabinet polityczny ministra zasili ekspert wysokiej klasy, jeśli ministra lubi. W pozostałych przypadkach szef resortu zwykle sięga po pomoc ambitnej młodzieży lub zaufanych pracowników sekretariatu. Albo po kogo się da.

Lecha Baryckiego, dyrektora gabinetu politycznego minister zdrowia Ewy Kopacz, w święta Bożego Narodzenia mogła obejrzeć cała Polska. Przebrany w mundur generała dywizji wcielał się w rolę Juliusza Tarnawy-Malczewskiego, ministra obrony narodowej II RP, w biograficznym filmie „Generał Anders”. Barycki należy do grupy rekonstrukcyjnej, historią się pasjonuje. Cztery lata temu ukończył ten kierunek na Akademii Obrony Narodowej. Wcześniej – jak mówi – zarabiał na życie. Dla zarobku ponad 20 lat prowadził pralnię obsługującą hotele i restauracje, jakiś czas promował firmę Rosenthal.

Pytani przez nas lekarze, działający w sferze publicznej, zapamiętali go głównie jako rzecznika prywatnej firmy Falck Medycyna. Choć, jak opowiada, najpierw jako działacz Unii Wolności, a potem Platformy, organizował konferencje medyczne i fora zdrowia, informacja o jego nominacji została przyjęta z zaskoczeniem. I z komentarzem, że w dziedzinie służby zdrowia PO najwyraźniej ma krótką ławkę. Bo o ile Baryckiego za organizatora można uznać, to za politycznego eksperta już trudniej.

Jaki powinien być doradca idealny? – zastanawia się Jakub Skiba, weteran administracji, kiedyś m.in. dyrektor generalny Kancelarii Premiera, dziś wiceprezes NBP. – Musi mieć trudną umiejętność przekonywania szefa, być dla niego autorytetem. Powinien rozumieć prozaiczne realia polityczne i medialny wymiar działań resortu. Poza tym, oczywiście, być biegłym w zagadnieniach, którymi zajmuje się ministerstwo.

Przy słabo określonych wymaganiach co do kwalifikacji członków gabinetów (wskazane wykształcenie wyższe i w zależności od stanowiska – od dwóch do siedmiu lat stażu pracy) ich zarobki wahają się od 2,5 tys.

Polityka 5.2008 (2639) z dnia 02.02.2008; Ludzie; s. 93
Reklama